(...) Gdy patrzę na te pyszne ryciny i gdy z nimi porównam tekst - to całość robi na mnie wrażenie brudnej koszuli, brudnych rąk i brudnych uszów z kolczykami diamentowymi. (...)
825. DO PIOTRA ŁAWROWA
[Paryż, początek marca 1873]
Votre opuscule, plus la dédicace:
„au Polonais croyant
le Russe incrédule"
constituent une si grande lettre que Vous la répondre derechef aurait été une chimère de spontanéité, tandis que combattre le principe basique je ne croirais convenable, puisque cela me fairait lever la main sur vos convictions personelles. Me bornerai-je donc qu'à Vous remercier du nombre des précieux aperçus littéraires dont votre dernier travail est parsemé.
Maintenant quant au „Russe et Polonais"... je vous dénonce que depuis l'Ile St Louis jusqu'aux Batignolles (c'est à dire sur toute la ligne) je ne faisais que me glorifier de votre charmante dédicace, et que j'ai fait part à toutes les notabilités polonaises: hommes et femmes, intelligences et beautés.
Certes, je puis vous dire avec mon (ancien!) Jules Słowacki:
...a tak się żegnają nie wrogi,
Ale na słońcach dwóch przeciwnych, bogi!
„...et de cette manière ne se comportent plus deux ennemis, mais c'est plutôt deux ętres divins, appuyés sur deux soleils, échangent leurs salut dans l'espace".
Fallait-il vous traduire ces quelques lignes ?
Sans que vous ayez appris le polonais vous le comprenez, je le pense, comme moi je comprends tout ce qui est beau dans votre langue et qui je n'ai jamais appris. D'ailleurs ne vous ai-je dis un jour que l'Europe ne parle qu'une et męme langue, et à plus forte raison tous les Slaves.
Mais cette unification, cher Ławroff! ne s'entend, ne s'élabore et n'existe que par le fond de chacun des idiomes, très respectueusement admis dans son intégrité.
Mes serrements des mains.
C. Norwid
1873 Paris
Daignez conserver mon adresse et si à la manière des Slaves vous préfériez d'écrire par occasion - - choisissez une belle voyageuse (męme „Touranne"!), pourvu qu'elle ne soit ni athée, ni professeur de médecine.
Salut, encore une fois.
N.
Pour le premier et pour le second je me porte bien malgré tout.
826. DO MICHALINY Z DZIEKOŃSKICH ZALESKIEJ
[Paryż, koniec marca 1873] . Cezarowi to Juliuszowi przyznawamy listów wynalazek, lubo może i starszego czegoś doszukać się w tej mierze potrafilibyśmy. Nie przeto „boski" Juliusz pozostanie wynalazcą tej formy pisarskiej, tak jak i oprawianie książek, do dziś we świetne urosłe rzemiosło, wynalazł on. Alić tamte i te - jedno i drugie - nie z wysokiej Dyktatora wyszły łysiny. Okoliczności matką tych narodzin stały się -
Aby na koniu czytać, jużci że należało długie rulony i wstęgi zwijane ująć w coś podręczniejszego - i przeto oprawianie książek potrzebne było - zaś ażeby zhołdowane prowincje od Bretanii do Aleksandrii egipskiej we spólni utrzymać - prefekturom nadać jedną moc - legionom rozrzuconym ster - a przy tym jeszcze i z płcią piękną tam i owdzie utrzymać rozmowę - Kleopatrze nadobnej przesłać słowo z pobojowiska Partów - zaiste iż te właśnie geografijne warunki same nastręczyły listów wynalazek
Toteż od Juliusza „boskiego" do dziś sztuka pisania listów, rozrosnąwszy się w okazałe drzewo, zupełnie że wygląda osobno i inaczej.
Dziś (a nie we własnym mówię to interesie) doprawdy że, skoro bezstronnie i szeroko rozpatrzę się, cóż spostrzegam ?
Oto: iż ci szczególnie, którzy nie mają co robić, wytworne listy piszą! Niech Pani literaturę całą w pamięci przejrzy, azali nie prawdziwe tu uczyniłem właśnie spostrzeżenie ?
Tak dalece! iż nawet apostolskie Pawła Ś-o listy... czyliż, literacko uważane jako listy, są właściwie listowej przykładem formy?? Bynajmniej! To są rapsody, półpoetyckiego, półfilozofijnego i natchniennego pełne ognia. Częstokroć zadyszane profetyzmem - kurzem dróg, które przebiegał Apostoła sandał, posypane, ażeby litery pisma osuszyć!
Acz pogody i toku, i tej arkadyjskiej mierności stylu, listowi właściwemu należnej, tam nie ma. Trzeba być arkadyjskim „boskim" próżniakiem, żeby dobry nakreślić list.
Zdaje się mnie lub przynajmniej ja listowego stylu doskonalszego nie znam nad ów Pliniusa Młodszego, zwłaszcza kiedy nic nie robił i przechadzał się w bukszpanowym cieniu willi swojej -
U p. Emmy byłem raz - nie zastałem - zastałem niewiastę przygotowującą obiad i sałatę - poczciwa ta kobieta przygłuchła w Paryżu, jak sługa Pani list ten kreślący
Czekać p. Emmy nie mogłem, bardzo tego dnia życzyłem sobie jeść sałatę. Niewiasta mnie powiada, że Pani mieszkania w Grodnie znaleźć nie może - -
Cóż przyjaciele Pani - Żydzi - - co Rabin sam ? - albowiem Izrael zawsze,skoro ugościć kogo chciał, to umiał - Saby przykładu szukać nie będę. Sam podróżowałem ongi po Polsce i po wielekroć przez Żydów goszczony bywałem z oględnością i ceremoniałem. Cóż dopiero Pani?! - miejscowa i od Podkomorzego Litewskiego w linii idąca prostej -
Kwiaty tej zimy dochowałem, ale wiosny początek zaskoczył je i niektóre zgasły - tylko ulubiona moja palma trwa wybornie - właśnie że ta, co była mogła i słusznie nie dotrzymać. Wniosek z tego kabalistyczny, że jeszcze przed śmiercią może celu mego dopnę, to jest: tyle zrobię pieniędzy, aby na Wschód pojechać. Jedyne jeszcze marzenie! Wszystkie a wszystkie po kolei zawsze mnie z rąk wydzierane bywały i były. Te jedne zostało.
Hrabia Ksawery Br[anicki] ożenił się i pojechał ze świetną Panią do Rzymu. Zaszedłem raz dowiedzieć się o zdrowie kanclerzyny Rewitzkiej, którą przedtem widziałem. Hr. Grzymała (syn) interpeluje mnie słowem i listami, aby Pani zezwoliła na udzielenie portretu przez Ricarda malowanego na ekspozycję dzieł Ricarda - o to u p. Emmy dowiadywałem się Normalnie rzeczy biorąc, należy, aby pośmiertne dzieło artysty w zupełności przedstawione było. Portret ten jako artystyczny utwór zyskałby - byłby enregistré publiquement, catalogué et faisant partie biographique du peintre: to jest ważne w prawach i dziejach sztuki! Ale anormalnie??... to do Pani, nie do mnie, należy wiedzieć, jak to wziąść i pojąć Że od Pani żadnego nie miałem umocnienia, przeto z hr. Grzymałą synem ograniczyłem o niej rozmowę na tym, które on wyraża, uszanowaniu dla osoby, co „prawdziwie że Córką starego jego Ojca była" - że tu słowa hr. Grzymały syna cytuję
Słodka zima kazała się na przed-wiośniu odpłacić powietrzem mało znośnym - tak że już o tych czarnych myśliłem barankach, które Żydowie u was noszą „dla pyszności".
Literatury (własnej) dotknąć nie umiem - wszystko jest tak ckliwe i płytkie!...
Są czasy w dziejach, kiedy kilka indywidualności skłamać może własnym życiem, iż życie jest. Te gdy zgasną... okazuje się, że to były indywidua... Eheu!
Tak mnie (a rad bym, aby błędnie)... tak mnie wydaje się: iż z literaturą polską i arystokracją polską stało się. Byli ludzie pojedyńczy... zgaśli... i... to byli pojedyńczy ludzie...
...przerywam - nie chcę być tak szczerze smętnym, jak jestem - a przeto: wracam być samotnym.
Cyprian K. Norwid
1873
Chmury tygodniowo trwające - zimno i interesa osobiste, a ze ścisłością absolutną obrachowany na minuty czas konkursu uczyniły, że obraz, w połowie doszły do dojrzenia, stanął!...
Trzeba wszelako wiedzieć, iż dzieło wielkiego stylu doszłe do połowy to jest zawsze daleko więcej niż do połowy!! Małego stylu rzeczy do połowy zrobione są w połowie zrobionymi
O sobie, jako śmiertelnik, nie piszę nic.
Nikt ze znajomych moich smętniejszym nie jest - albowiem braci i braterstwa, i sióstr, i siostrzeństwa, i społeczności zdrowej, i zdrowej publiczności, i Epoki niezwariowanej, i publicznego-sensu w powietrzu, i sam zdrowia i sił nienadużytych... i niczego - - wcale niczego człowieczego dla mnie nie ma
827. DO JOANNY KUCZYŃSKIEJ
[Paryż, I poł. kwietnia 1873]
Szlachetna i Łaskawa Pani!
Niniejszy list daję W-mu Gryfowi Jaksie Bykowskiemu, a koledze mojemu z tego względu, iż tenże, będąc członkiem Towarzystwa Geograficznego Paryskiego (i przeto jedynym w tej gałęzi reprezentantem udziału myśli polskiej), jest naturalnie kolegą członka Towarzystwa Filologicznego Paryskiego, czyli najniższego sługi Dobrej Pani, który do Niej to dzisiaj pisze
Po takim oficjalnym wstępie powiem Łaskawej Pani, że pan Bykowski a przyjaciel mój, prawie cały ten glob nasz smętny o-podróżowawszy, należy zaiste żeby i we własnym kraju z tym wszystkim, co istnie wyższego i dostojniej interesującego jest, zbliżył się
Dlatego to Uprzejma i Szlachetna Pani Marszałkowa niech raczy list ten mój przez W-go Bykowskiego sobie mieć podany.
Światłe i uprzejme rozmowy Pani z człowiekiem, który wiele widział i w pewnym względzie arcy-korzystnie widział, nie będą z obu stron straconymi
Coraz większe zmęczenia, coraz mniej czasu, a coraz bardziej uciążony i coraz mniej łudzący się jakąkolwiek względnością tego świata, kończę te kilka słów moich i życzę pomyślnych i wesołych świąt tegorocznych i dni wszystkich.
Cyprian Norwid
1873 Adres:
Mr de Norwid - Membre de la S[ocié]té Philologique de Paris etc.
Ŕ París, Boulevard [de] la Chapelle 86.
828. DO BRONISŁAWA ZALESKIEGO
[Paryż] Boulevard de la Chapelle 86
8 czerwca [st. poczt. 5 lipca 1873]
Rok, czy dwa, nikogo nie widywałem, prócz dwóch niezbędnych, czasem spotykanych. Potrzebowałem tego, i jeszcze na pół potrzebuję, albowiem ciężko z-raniony byłem.
Pierwszą myślą mą, odkąd zaczynam się ruszać, jest: jak się masz? Tudzież - skoro i jak Ci to zrobi przyjemność - daj wiedzieć, abym (jeśli zdołam) przyszedł.
C. N.
DO WANDY I OLIMPII WAGNER
[Paryż, 10 października 1873] Zadłużony jestem wdzięcznością względem przynoścy - bo to jest sztuka na szóste piętro dźwigać, choćby nawet kwiaty!
830. DO BRONISŁAWA ZALESKIEGOW
Wiek XIX, rok 1873, Paryż [koniec października 1873]w
Zawiadomienie
Cyprian Kamil Norwid (de) przedstawił Emigracji polskiej na trzech mityngach publicznych: że trzy są rzeczy główne, poza którymi nie można mówić SERIO o rzeczach ojczystych :
Centralizacja w naturalnych jej granicach;
Bank pożyczalny dla pracujących;
Dziennik na potrzebach-społecznych uzasadniony.
Cyprian Norwid w tych trzech rzeczach i sprawach, i agitowanych publicznie, ofiarował swe służby aż PO GRANICE SPECJALNE tych trzech utworów. Jego rzecz nie wiedzieć więcej.
Te trzy rzeczy:
Centralizacja naturalna,
Bank,
Dziennik
- stanowią w uznaniu i wyznaniu publicznym Obywatela Cypriana Norwida trzy warunki społeczne, pod którymi on dopiero bierze albo nie bierze udziału SERIO i odpowiada za onegoż następstwa, jakkolwiek bądź podobałoby się Przedwiecznemu dalekie, a miłującym Ojczyznę pożądane.
Salut! -
de la part de Mr Norwid (de)
à Mr le Secrétaire de la S[ocié]té Historique Polonaise
1873
831. DO BRONISŁAWA ZALESKIEGO
[Paryż, ok. 1 listopada 1873J
Drogi Bronisławie!
Nie podziękowałem za dawną bycia u mnie chęć.
Podniesienie trzech myśli: Centralizacji w jej naturalnych i użytecznych wymiarach - Banku pożyczalnego i Dziennika; podniesienie myśli tych publiczne załączone było Sekretarzowi Towarzystwa Histor[yczne]go z tej przyczyny, że tak godzi się, aby ciała publiczne o tym, co publiczne jest, wiedziały.
Dziś przysyłają mnie odezwę do pressy polskiej o czystość Języka narodowego.
Dawno podobnego połączenia nieuctwa z patriotyzmem nie widziałem!
Jak historia historią, żadnego Języka nigdy nie było, który by bez obcowania z drugim innym dawał żywotne następstwa.
Odezwa ta jest tylko naturalnym następstwem wszystkich polskich budowań ciał umiejętnych - to jest, że wystarcza kilku chętnych lub za-żegniętych umysłów - jednego generała kawalerii lub piechoty - i nad-pisu początkowego lub końcowego: „Jeszcze Polska nie zginęła!” - aby przez to samo mieć prawo publicznie rozstrzygać wszystkiej natury pytania.
Tak robią: na prawo i na lewo.
Drugim, widzisz, że lubo naganiam, jednak zwolniam.
Oni, nie mogąc lub nie chcąc się uczyć (a jednak pragnąc rozumieć), życzą sobie, aby im było wszystko z-gminnione - i z-gminnienie zowią z-polszczeniem - leniwi i niechętni do badania - żądający, aby im na nutę „Trzeciego maja" lub „Jeszcze Polska nie zginęła!” wykładano astronomię i filozofię.
To jest toż samo, co w historii Duchiński: cieszę się więc z tej odezwy, albowiem u-jawni i dokumentalnie okaże, jak dalece? i do ila? dla tych rodaków można coś robić, kiedy się istotnie pracuje! - -
1873 Cyprian Norwid
Wyraz Ideał zostaje nie-polskim, wyłożyć go na Barszcz nie można!
832. DO BRONISŁAWA ZALESKIEGO
[Paryż] 2 now[em]b[ra] 18 73
Dziękuję Ci za śliczny egzemplarz tej drogocennej nowiny. - Wracam do gawędek poczętych wyżej:
...Za tym samym idąca jest jeszcze jedna kwestia: estetyki u pisarzy i publicystów polskich.
Grzeczność i attycyzm miewają oni tylko dla trzech lub trzech i pół nazwisk polskich. Cały naród jest w przedpokoju paru osób skądinąd arcyszanownych. Szczęściem (w tym dniu zadusznym, a miłym do spomnienia), nie mam już siostry i nie miałem żony - cóż bym z niewiastami zrobił??! Jakże znalazłyby się w polskiej społeczności?
To przypomina mnie, jak był czas puryzmu-polskiego w Poznańskiem i Trentowski, Libelt etc. życzyli sobie u-polszczyć (nominalnie) wszystko - -
Wyraz „apogryf" wytłumaczono na „podrzutek”, wyraz „spontanéité" na „samo-wierzgnięcie"-była kwestia wielka o„margines", jak? takowy czysto po polsku zwać się miał. Słuszne poniekąd mniemanie było, iż „margines", będąc pobocznością i postronnym rzeczy nadmienieniem, z tychże pierwiastków nazwę winien wyciągać i ponosić.
Tańczyła we Warszawie Taglioni - „Gazeta Warsz[awsk]a", zdając sprawę, w ogóle o szlachetnej sztuce tańczenia i o ile na scenie krajowej ta miewała swój tryumf, spomniała w odsyłaczu nazwisko „Taglioni".
„Jak to? - odezwie się na to poznańskie purystowskie pismo polskie - czyliż brak estetyki i attycyzmu doszedł już w stolicy polskiej do takiego stopnia, że nawet Taglioni może bywać ledwo dotkniętą «postronkiem»?!"
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
Dodać trzeba, iż mniemano w on czas, że skoro wszystkie wyrazy tak spolszczą się, powstanie Kochana Ojczyzna! (co zaś do kwestii włościańskiej i kwestii umysłowej - TE DWIE tylko zostawiano Mierosławskiemu, Aleksandrowi Rosyjskiemu i księgarzom polskim dzisiejszym, którzy oneż dalej prowadzą).
Vale!
Cyprian Norwid
833. DO WŁADYSŁAWA CICHORSKIEGO
[Paryż, listopad 1873]
Drogi Kolego!
Nie wiem, kiedy podołam być u Ciebie, dla powodów mocniejszych od woli mojej.
W Czytelni, skoro tylko czas pozwoli, natychmiast znajdę się, i właśnie że z przyczyny, dla której ani tam, ani u żadnego z Was nie powinien bym być, gdybym za wolnością i za jawnością nie był.
Odebrałem albowiem tę odezwę do pisarzy polskich o Języka czystość: skromną odezwę!... a która kończy publicznym ogłoszeniem, iż od tej pory ma się policzać NOWA EPOKA ODRODZENIA JĘZYKA!
Winszuję!!! - i czekam na dzieła, bo-ć kilku wierszy i kilku podpisów i „Jeszcze Polska nie zginęła!” - nie wystarcza ku temu, aby wszystkie pytania publicznie rozstrzygać i Epokom kamień węgielny stanowić.
Żaden assyryjski mocarz do takiego nie doszedł zuchwalstwa i nieuctwa. Ludzie, którzy, nie chcąc się uczyć, chcą wszystko rozumieć, kończą na tym: iż życzą sobie, aby wszystko z-gminnić i z-gminnienie zowią s-polszczeniem.
Niestety: jak historia historią, nie było żadnego języka, który by bez obcowania z drugim dawał żywotne następstwa.
Dlatego to i tam, gdzie jeden był, był jeszcze zawsze podwójnym.
Mógłbym więcej wykazać, ale być użytecznym wiedzą można tylko dla chcących postępować szczerze i prawo; dla innych nie godzi się.
Żałuję podpisu naszego kolegi Jeziorańskiego, z tej przyczyny iż Polacy bardzo łatwo skończyć mogą na tym, co Rosjanie: czyli - że dla jednych wystarczać będzie podpisu jednego Generała i kilku osób, tudzież dodatku: „Jeszcze Polska nie zginęła!" - aby takowy to Komitet wszystkie pytania umiejętne publicznie rozstrzygał.
Dla drugich podobnież wystarcza kilku urzędowo zebranych osób i jednego oficera, aby rozsądzał wszelkie umiejętnicze wątpliwości.
Niestety - i jedno, i drugie nic nie waży.
Pomijam, że wyrazy cytowane jako źródłosłownie polskie znane już były, kiedy jeszcze Polski na świecie nie było, i że wyraz grecko-rzymski Ideał nie da się wytłumaczyć na Barszcz ani na Ogórek kwaśny, że do Ideału podnosi się, nie zaś takowy zniża do siebie. Ale pomagać oświeceniem można i godzi się tylko szczerze i prawo idącym.
Dziwię się jednej rzeczy tylko-jak zacny i biegły Jurkiewicz mógł przyzwolić na taki bezimienny podpis, który mówi: «STO PODPISÓW»-A CZYICH?? Czy to poczciwe jest działanie? - czy to poczciwie?
Niestety! można mniej więcej czysto po polsku wyrażać-ale co? ale jak ? To, co Krasicki i Śniadecki zrobili, brzmi następnie i tak się rozumie. U narodów zapóźnionych zawsze od czasu do czasu muszą być naleciałości, z tej przyczyny, iż gdyby publicysta czekał, aż spolszczenie wyrazów uskuteczni się, nie mógłby on spółcześnie idącemu biegowi rzeczy wy-dążyć, i można by tylko bardzo czysto po polsku to jedno wyrażać, że się jest we wszystkim zapóźnionym, i bardzo czysto być jawnym nieukiem i zuchwalcem.
Cyprian Norwid
1873
834. DO STEFANII CICHORSKIEJ
[Paryż, st. poczt. 29 listopada 1873]
Droga Pani!
Generał Jeziorański (o ile zgadywać mogę kolegę szkolnego), zdaje się mnie, iż nie odmówił tylko swojego podpisu pod odezwą z tej zakorzenionej od lat zbyt wielu przyczyny, że Emigracja do każdego kom-putu zawsze wymaga podpisu choć jednego oficera wyższego. Jest to OD DAWNA w obyczaju Emigrantów Polskich!... Zresztą, do samego g[enera]ła Jeziorańskiego należy, czyli w tej lub owej ważności swego dozwolił podpisu?
Ja więcej Pani nauczyć nie mogę.
C.Norwid
DO BRONISŁAWA ZALESKIEGO
[Paryż] Niedziela [30 listopada 1873]
Po wyjściu od Gawrońskiego - wieczór.
(Prywatnie.)
Cieszę się, że hrabia Karol Zamoyski poślubia Wielmożną Pannę Kronenbergównę - wolę BANK niż kastę-indyjską.
BANK z firmą stosowną jest więcej postępowym ciałem niż Kasta.
Norwid (de)
DO BRONISŁAWA ZALESKIEGO
[Paryż, listopad-grudzień 1873]
Brockhaus posłał na Ekspozycję Wiedeńską wielką mój tom z całą wszystkich narodów biblioteką. Jest jednym z pierwszych w Europie. Dlatego, kiedy bym JA miał cenę kłaść, to względnie do tej europejskiej.
Gdybym nie JA miał cenić, to przyjmę wszystko, tak jak przyjmowałem straty.
Korektę sam robię - na godzinę naznaczoną.
Małe zlepszenia zawsze są potrzebne - może objaśnienie, jak rozumiem pisanie Piotra Ś [więt] ego do Ojców Polaków?
Zapewne wiedzą czytelnicy, iż te listy tak dalece mogą być historycznie studiowane, iż do dziś sprzeczka zachodzi w Europie o wyraz „Babylon" - mogę więc i ja mieć moje dopuszczenia!
Tylko w powtarzaniach rzeczy cudzych i oklepanych (to jest w robocie nic niewartej) nie ma żadnej wątpliwości ani błędu.
4. Zaprzeczyć, uwątpić, naganić - wszystko można KAŻDEMU W Introdukcji albo w odsyłaczach do moich pism - i zawsze –
Kocham postęp, wolność i bywam w błędzie.
Sądzę - iż nie mam nic więcej do powiedzenia.
C. Norwid
1873
837. DO BRONISŁAWA ZALESKIEGO
[Paryż, początek stycznia] 1874
Kochany Bronisławie!
Ze strony Tych, z którymi o kwestii rzymskiej mawiać zdarzało się mnie, nie mam dosyć dowodów (od niejakiego czasu), że nie-lekceważą zdań moich.
Z tej przyczyny widzisz, że piśmiennie POWTÓRZĘ Ci, co mówiłem Ci ustnie dni temu parę - to jest podobno że właśnie TEGOŻ DNIA I TEJŻE GODZINY, w których Ojciec Święty podobnież tę rzecz traktował.
Mówiłem:
Że w kwestii należącego Ojcu Ś[więte]mu panowania trzeba, aby wy-dojrzenie opinii (która jest Sumieniem upublicznionym) we Włoszech, w Rzymie pomiędzy książętami-Rzymu, którzy (oprócz Borghezów etc.) są tejże myśli - ażeby, mówię, na Kapitolu i w Górach Sabińskich, tak jak jest między ludem, aby opinia miejscowo, aby topijnie wykreślała się i wyrażała. Kardynałowie są patres-conscripti , Rzym jest-transcendentalnie-tenże sam, co był, gdy Zbawiciel (za Nerona) Piotrowi się na via Appia pokazał (Ojciec Ś[wię]ty sam od niejakiego czasu spomina to i o tym lubi mawiać). Ostatnim Szlachcicem Rzymu (za Nerona) był Paweł. Rzym tak pojmowany jest Ludom świata tego obiecaną Jerozalem, albowiem jest kartą historii u-transcendentnioną. Inaczej jakoż byłyby SZATY JEGO też same, które w Nazarecie nosił, ale białe i jasnością promienne?? Zniszczcie tę transfigurację legalną i historyczną w Rzymie, a będziecie ją mieli w Pradze (z Hussem) lub gdzie indziej.
Zaprawdę powiadam Ci, że trzeba oprzeć na tym, iż prawdziwi patrioci włoscy - les pères du patriotisme moderne des Italiens (à l'exception de Mr Mazzini et Garibaldi qui n'en étaient que FAISEURS) - nigdy nie myśleli o wyjęciu berła Ojcu Ś[wię]temu.
Trzeba w opinii Italów prawych powrócić patriotyzm do źródeł czystych, do ojców patriotyzmu - do Azeglio, Pellico etc., etc., etc. .
I dopiero tak od-źródlonemu czysto patriotyzmowi, dopiero wtedy trzeba, aby ludy katolickie (Francja) legalnie dopomogły - aby, mówię, dopomagały tylko objawowi myśli swobodnie wydojrzałej, a ta leży w pojęciu, iż historia (chrześcijańska, bo innej nie ma w Europie) OGLĄDA SIĘ NA SIEBIE SAMĄ w RZYMIE, i tam transcendentalni się i potęguje w Syjon - -
Wystarczałoby jednego pisarza (ale nie Veuillot ni***), aby to dziś zrobił. Ja potrafiłbym, ale mnie albo zaszkodzą, albo tak pomogą, że aż odejmą wszystkie siły - - - i potem ofiarują może jałmużnę...
Salut et fraternité.
C. Norwid
838. DO BRONISŁAWA ZALESKIEGO
[Paryż, styczeń 1874]
„II y a 4 jours, le Pape s'adressant à cette grande portion de la noblesse romaine restée fidèle au St Siège venait de lui parler d'un ouvrage qui lui a été offert et dont il ne pouvait encore connaître que le titre — celui de
CONSTANZA!"
etc., etc., etc., etc.
839. DO BRONISŁAWA ZALESKIEGO
[Paryż, wnet po 10 stycznia 1874]
Zacny Bronisławie!
Na Twój list ze zawezwaniem do mającego się wybić medalu ku czci Jana Matejki odpowiadam. We wszystkim, cokolwiek monumentalnie i publicznie pełni się, należy nieochybnie albo przyjąć formę i warunki już przyjęte – albo własne swe stworzyć.
Co do przyjętych wiadomo, iż forma medalowej nagrody jest dla mającego już znaki honorowe osobiste ( Légion d’honneur etc., etc., francuskie, austriackie etc.), jest, mówię, i znasz, i znacie, formą podrzędną. Jest to: zdegradować oficera! Zaś ponieważ medal bez daty być nie może, przeto położona data na takowym będzie datą, w której nagradza Polska sztukmistrza onegoż, a z dat na medalach tegoż cudzoziemskich ostatnią i najpóźniejszą.
Archeologom wiadome jest, iż w monumentalnej sztuce i sferze nigdy nikt nie zdołał jeszcze skłamać. Położona data na jednym z medalów Jana Matejki będzie oznaczeniem, kiedy własna upoważnia go publiczność, i przeto medalem więcej ogół niźli cel wybitniającym.
Co do własnej twórczości w nagradzaniu zasług (za życia) trzeba znaleźć quelques précédents i do takowych się odnieść – ja nie dość znam szczegółów: Mickiewiczowi ofiarowano puchar, ależ i to po owacjach, które miał w Moskwie i w Paryżu. Z mojej inicjatywy nagrodzono malarza francuskiego, który malował Massacre de Varsovie , i byłbym najszczęśliwszym, gdybym podobnież co projektować umiał dla Jana Matejki.
Co do własnej, mówię, twórczości w tych treściach bynajmniej nie dziwię się, iż twórczy umysł Węgrów lubo arcyoryginalnie postąpił był z Lisztem. Węgrzy ofiarowali mu more-antiquo SZABLĘ.
Zapewne to uderzyło było niejeden umysł estetyczny w Europie, ależ Węgrzy nie pytali wcale o to, i czyli muzykowi szablę ofiaruje się albo nie?? Jakoż właśnie że dla tej przyczyny w nagrodzeniu takowym i naród, i mąż w prawdzie uczucia względem siebie stanęli, i to pozostało rzeczą piękną! Zbytnią albowiem, mniemam, byłoby rzeczą tę poniekąd prostej obyczajności dołączać maksymę, że żaden dar bez dania czegoś z siebie nie jest przyjmowalnym.
Cyprian Norwid
1874
840. DO BRONISŁAWA ZALESKIEGO
[Paryż, st. poczt. 27 lutego 1874]
W rzeczy poniekąd obchodzącej blisko Twe prace, a ważnej dla mnie, mam z Tobą do rozmówienia się. Zawsze ta wątpliwość, że mój czas pogwałcony, a odległa podróż, chcę przeto rendez-vous . Jutro? pojutrze?... niezbyt opóźniając.
W papierach moich i interesach porządki gdy czynię, biorę notę, iż różnymi czasy i części zebrawszy winienem Tobie osobiście, co osobno kreślę.
Racz to na niedługie dnie zatrzymać w rewersie. Pięćdziesiąt fr., które z rąk C [zcigodne] go X. Jeło [wickie] go wziąłem był, jeżeli nie są z ogólnego źródła uświęconego ogólnym nieszczęściem (jak dawałeś mnie uczuć lub jak ja posądziłem), tedy i takowe owdzie zapisze się.
Ażebym oporządkował te sprawy, zmuszonym zostałem, tudzież jakżebym o należności własne, inaczej sam postępując, dopominać się umiał. To więc koniecznym stało się nie z woli mojej.
Jest gdzieś w Biblio [te] ce rękopism notat pod nazwą Filozofia mierności: ten proszę albo spalić, albo odjąć mu nazwisko moje. Jedno – lub drugie.
Był czas, kiedy rozpierzchać się poczynała po świecie młoda emigracja bez żadnego a żadnego enchiridionu - manuelu – katechizmu prawie! – żadnej elementarnej filozofijności, a bezpośrednio do całego waru i wiru spraw ludzkościowych zbliżona – wtedy – na czas było, myślę, aby ten rękopism bez kategzochenicznych pretensji (bo na końcu książeczki umyślnie jako ortodoksja legalna zaprzeczony) wydać i rozpowszechnić.
Nie zrobiono tego – nic! nigdy! i nigdy! nie zrobiono po jasno-chrześcijańsku, to jest: na czas i własnymi piersiami zastępując. Dobrze! - ależ w takim razie trzeba po latach rękopism albo spalić, albo mu imię pisarza odjąć.
Uprzedzam – że nie o tym mówić mam, lecz znów o czym innym – czekam. Rękę Twą ściskam.
Cyprian
Rozbiór Polski-a teraz rozbiór Kościoła - Unia znika.
Ale kto to wywołał??
841. DO BRONISŁAWA ZALESKIEGO
[Paryż, 7 marca 1874]
Mój Kochany!
W-na Cichorska – moralnie mówiąc: więcej niż wdowa, bo dwóch synów matka, a spółpomocy męża pozbawiona przez nagłe wydalenie onegoż z granic Francji – osoba ta, mówię, w tak wyjątkowym zostająca położeniu, odebrała smutną wiadomość, iż Władysława Cichorskiego na nowo jeszcze i z Galicji chcą wydalić. Jest to, jak wiesz, jeden z wodzów ostatniego Powstania (Zameczek), a mój szkolny kolega.
Powody, dla których to spotyka Władysława w Galicji, nie leżą ani leżeć mogą w osobistości prześladowanego, co nie tylko ja tu oświadczę, ale co jest widoczne z faktów: albowiem tak świeżo przybyły do galicyjskiego społeczeństwa znajduje od razu miejsce urzędowania prywatnego na 6000 pensji.
Pojmujesz, iż dziś tak lekkomyślnymi ludzie nie są, aby komuś świeżo przybyłemu, a nie mogącemu ugruntować zaufania, ofiarowali naraz coś podobnego!
Powody przeto leżeć muszą nie w tych względach społeczeńskich, ale w ministerialnej jakiej formule i kategorii – sfera, w której powaga i stosunki Księcia Jegomości Czartoryskiego niemałe zajmować muszą miejsce. Dla tych to przyczyn pani Cichorska oderwała się od zarobkowej pracy swojej, aby pojechać do Sekretarza Księcia J [egomo] ści, to jest do W-o Pana Gadon.
Mój drogi - żadnego nie mam wątpienia o staranności urzędników księcia Czartoryskiego i mniemanie moje jest, iż zupełnie odpowiadają swym sytuacjom. Piszę jednak do Ciebie o poparcie, ile można pilne, tych kroków i starań, dlatego że Ty i z chrześcijańskiego punktu widzenia nie tylko sam interes pani Cichorskiej za mężem starającej się, ale i interesu tego moralną ważność dobrym sercem Twoim zechcesz i potrafisz objąć. Zwłaszcza, że rzecz jest szybkich i gorących wymagająca zachodów.
Adres p. Cichorskiej: rue Legendre, 107 – Batignolles .
Dołączam dlatego Jej adres, iż co miałbyś mnie odpowiedzieć, to robiłoby najprzód do mnie daleką podróż, a ode mnie znów do Niej. Zaś gdyby to było warto wcześniej donieść osobie nieszczęśliwej, to racz prosto do Niej pisząc skrócić drogę.
Rękę Twą ściskam.
C. Norwid
7 marca, wieczór, 1874.
842. DO BRONISŁAWA ZALESKIEGO
[Paryż, marzec? 1874]
W-ny Bronisław Zaleski raczy:
1.Zawiadomić o odebraniu rękopismu.
Czy to jako właściciel, wydawca lub pośrednik może każdemu dać wyobrażenie o pracy tej, ale dać do czytania tylko trzem osobom przezeń wybranym (np. Boh [dan] Zal [eski], jeśli chce, może być jedną ze trzech).
Po zdeterminowaniu umowy będzie mógł dać, komu chce – i, co chce, robić.
C. Norwid
To czynię, aby uniknąć zatracicieli i ograniczam się na głównych słowach, bo jestem zmęczony, odarty i sił mnie brak – dlatego też nie odwlekam nic...
N.
843. DO BRONISŁAWA ZALESKIEGO
[Paryż, 21 marca 1874]
Kochany Bronisławie!
Odebrałem Twe zawiadomienie na d. 21 marca. Wszystko na teraz powiedziane z obu stron. Dodaję tylko:
Do moich pism zawsze każdemu wolno – czy to w introdukcji osobnej wydawniczej, czyli w odsyłaczach – wszystko, co kto uzna za słuszne, dopowiedzieć, zaprzeczyć, uwątpić etc. ... wszystko zawsze – i dlatego to ja słów mych nie cofam.
C. Norwid
Rzecz, czy w rękopismie osobnym, czy w stosownym odbiciu, podobno że będzie u tronu Ojca Świętego złożona, iż należy się to w charakterze kawalerstwa maltańskiego.
C. N.
21 marca 1874.
844. DO HENRY DE CHARENCEY
[Paryż, ok. 1 kwietnia 1874]
Monsieur le Comte!
Je m'empresse d'accuser réception de Votre lettre, Monsieur, et je tâcherai de me présenter à une des premières séances pour avoir l'honneur de recevoir de vos mains, Comte! les livres dont vous vous ętes donné la peine de vous préoccuper.
Je vous prie aussi d'agréer l'expression de mes sentiments humbles et reconnaissants.
Norwid
1874, Paris.
845. DO BRONISŁAWA ZALESKIEGO
[Paryż, 8 kwietnia 1874]
Ŕ Monsieur le Secrétaire de la Société Historique Polonaise Quai d'Orléans N. 6. Paris
*
Na mocy kwitów W [ielmożneg] o Brockhausa i wypłaty przed czasem ustanowionym (dlatego, że ja pieniędzy potrzebowałem, a on, nie znając
mnie, oprócz z odebranych rękopismów, był uczynnym) – cenię rękopism, o którym pierw umówiliśmy się, i który Ci oddałem: franków sto pięćdziesiąt.
Z tych pięćdziesiąt, różnymi czasy wzięte przeze mnie, należą do kwoty.
Pozostaje sto, na które, skoro mi je będziesz tak (jak powyżej) uczynnym i przeszlesz, list niniejszy za pokwitowanie uważ i zatrzymaj.
Sposobem tym, jako rzeczy właściciel, będziesz miał zupełną swobodę właścicielską. Ja zaś tę, którą posiadłem był z głównym moim edytorem, Niemcem.
Z poważaniem i przyjaźnią.
Cyprian Norwid
187[4], 8 kwietnia.
Boulevard de la Chapelle 86
846. DO BRONISŁAWA ZALESKIEGO
[Paryż, czerwiec 1874]
Łaskawy Bronisławie!
Idzie o małą rzecz, to jest o danie wyobrażenia osobie usiłującej córkę swoją w Instytucie Hotelu Lambert umieścić, jak ma ta osoba prośbę swoją wystosować?
Formalnej na te pytanie odpowiedzi dostatecznie dać (jak się domyślasz) nie umiem, a powierzchownie zaspokajać pytanie, od którego zależy interes Matki, niemniej się domyślasz, że nie życzyłbym sobie. To drugie zwłaszcza – od Ciebie lepiej – mało kto uzna i pojmie.
Z tych powodów, Kochany Bronisławie, zaszczyt mam odnieść interesowane WPanie Lewkowicz do Ciebie.
Dodam tylko, iż panią Lewkowicz miałem zaszczyt poznać w nocach przy łożu konającego dziecka, gdzie miłosierne powinności Ona i piękna jej córeczka dopełniały, i że rękę Twą ściskam przyjaźnie
Cyprian Norwid
1874, czerwca
847. DO BRONISŁAWA ZALESKIEGO
[Paryż, po 15 czerwca 1874]
Łaskawy Bronisławie!
Nie odpisałem na list z pieniędzmi należnymi, z powodu że pokwitowanie naprzód posłałem był i rachunek uskuteczniłem.
Myślę, że przejażdżkę dopełniasz i że Ci posłuży dla zdrowia, które tu się szarza i zadusza.
Ofiaruję Ci moją odpowiedź wzywającym mnie często i z różnej strony o krytykę estetyczną.
Vale.
N.
Ŕ propos :
Zapewne czytałeś, począwszy od „Revue des Deux Mondes" przez wszystkie dzienniki artystyczne etc., etc, jedno i toż samo z-refutowanie Jana Matejki – któremu, aby spóźniony-polski medal wybić, byłeś łaskaw wzywać mnie.
Nagradzać tylko Ci umieją i mają prawo, którzy ODDAJĄ sprawiedliwość.
A to trudna jest nauka, i ani z powtarzania za drugimi, ani z nerwowych frazesów nie czerpie się, jak wiesz i pojmujesz.
Sługa N.
Jaka piękna myśl Goszczyńskiego funduszu Goszczyńskiego!
I jak pięknie postąpiła treść konkursu dramatycznego w definicjach swoich! Pracując - postępują.
*
SPÓŁCZEŚNI
(Odpowiedź)
848. DO KAROLA RUPRECHTA
[Paryż, czerwiec-lipiec 1874]
Drogi Karolu,
Podobno Bibliotekę pakuje się – mogę być niedobrze uwiadomionym.
Głos miewam, gdy mię oń pytają, inaczej nic nie sądzę. Ale interes mój osobisty taki jest.
W każdej Biblio [te] ce zbytek duplikatów czyni, że poza nią zostają. Gdybyście słownik grecko-francuski albo co z gramatyk hebrajskich mieli do porzucenia, to zostawiwszy u mnie, uczynilibyście usługę człowiekowi, który, na te będąc narażonym ciągle wydatki, niekoniecznie wszystko kupować jest w stanie, choćby tylko z tego jednego powodu, iż własne jego dzieła, pieczę o Języku Polskim mające, okrom niepoważnych kłopotów nic mu nie przyniosły i nie przynoszą. I to tak dalece, że kiedy cudzoziemcy obchodzą się np. moją Rzeczą o wolności słowa, to jednego egzemplarza nie mam sam.
Jasna przeto, iż niewielce kupować mogę księgi ciągle pod ręką mi potrzebne.
Rękę ściskam.
Cyprian Norwid
Boulevard de la Chapelle 86
Czy?...
macie?:
Słownik grecki;
Gramatyka hebrajska
Gramatyka arabska.
849. DO HENRY DE CHARENCEY
[Paryż, początek września 1874] Monsieur!
Daignez avoir l'obligeance de faire inscrire l'adresse de ma nouvelle habitation:
quartier Champs Elysées - rue de Chaillot 49 – Paris
Ne jouissant pleinement de l'ouďe que quand il fait un bien beau temps, je ne veux pas ętre par cela indifférent, et je vous prie de me croire bien dévoué et reconnaissant.
C. Norwid (de)
Septembre 1874.
850. DO BRONISŁAWA ZALESKIEGO
[Paryż, jesień 1874] Chaillot 49
Kochany Bronisławie!
Odzywają się do mnie, że coś – gdzieś – ktoś wydaje zbiorowo, a co ma na fundację Goszczyńskiego dla inwalidów literatury realizować. I że życzą, abym do tego zbiorowego pisma dał co.
Nie rozwodzę się nad wartością tak początkowanej w tym celu rzeczy, bo niekiedy moralizowanie, spóźnionym będąc, wymaga raczej prawa niż opinii. Wziąłem zaś jako prawo obowiązujące, iż:
w każdym kierunku, zawsze, gotów jestem dać co z rękopismów moich tam, gdzie pierwej choć jeden ode mnie kupią.
Tak, jeśli sobie przypomnisz, iż z Tobą samym postąpiłem. Cela est une règle générale.
Niechże wezmą np. rapsody Homera (które za sto franków oddam), a ja dam im potem, co do bieżących publikacji zechcą. Rzecz tym więcej stosowna, iż zaczęto się Homerem obchodzić, a dobrze byłoby kilka sposobów pojmowania i tłumaczenia widzieć.
Niech zakupią ode mnie moją tragedię Kleopatrę, która podobno że jest jedyna dotąd w lit [eraturze] polskiej - wiesz albowiem zapewne, iż we wszystkich literaturach jest Kleopatra różno-względnie tragizowana.
Słowem, jak wyżej :
dam zawsze, w każdym kierunku, Krakowa, Warszawy etc., etc. – ale tam, gdzie pierwej jeden kupią rękopism.
C. Norwid
1874
Tudzież i to słuszne, że tym sposobem jako obowiązującym wie się więcej niż: „coś - ktoś - gdzieś - kiedyś - jakoś" –
851. DO BRONISŁAWA ZALESKIEGO
[Paryż, jesień 1874]
Rad bym Cię widział – że przyjęte jest, iż nawiedzin nie oddawasz, to w zamian podejmujesz inne ciężary – odpisujesz, dopisujesz etc.
Nie wyjmując „Czasu" (który ma dziwne umysły w swej redakcji) ze stron różnych piszą mi w sensie, jak załączony korespondent. Odpowiadałem i odpowiadam, i proszę, abyś w swych postscriptach domieszczał, choćby à propos de bottes , że: ja nic nie mogę pisać bez zapłaty – nic – nie mogę.
Atoli to ofiaruję, iż sam nie naznaczam ceny rękopismu, lecz przyjmuję ocenienie. Dosyć tego powtarzać nie mogę! Już zapewne oszczędniej ode mnie żaden umysłowo pracujący nie żyje: a wszystko mię kosztuje i koniecznie potrzebuję pieniędzy. Wolę moje małe płótna po pięćdziesiąt franków sprzedawać, bo przynajmniej mieć mogę rękawiczki. Nie umiem tych redaktorów i księgarzy dosyć nauczyć tego!
C. N.
Nie wyjmując Redakcji „Czasu" powierzchownie poprawnego; cóż tam za bieda umysłowa! Jak się tego palcem dotknie, to czuć materiał arcykruchy.
852. DO BRONISŁAWA ZALESKIEGO
[Paryż, jesień 1874]
[GLOSY DO: «POŻEGNANIE PŁKA A. KOZŁOWSKIEGO»]
[Tekst: PWsz.,r. VII.]
Pan Bronisław Zaleski, jako Sekretarz Tow. Histo [ryczne] go, miał sobie podany rękopism wykładający dogmata i interesa moralne Rycerstwa Polskiego według tradycji pieśni Boga-Rodzica.
Niechże teraz dołączy uprzedzające go dogmata i katechizma rycerskie w tym druku objęte. Wielokrotnie także był uprzedzany słowem, pismem i faktami wraz idącymi w ślady, iż nic nigdy na czas nie zrobiono, czekając skandalów.
853« DO BRONISŁAWA ZALESKIEGO
[Paryż, jesień 1874]
Nie weź tego przypadku za parabolę – bo to jest najściślejsza prawda przypadku zaszłego w Twym quartier.
Czytając broszurę i dopiski robiąc płaciłem coś – dałem pięć franków dobre – skoro widzą kogo zajętego albo z krótkim wzrokiem, albo słuchem, wsuwają mu chłopcy wszystką wątpliwą monetę, jaką do puszczenia w kurs mają – tak mnie zrobiono, i dopiero na drugim końcu Paryża (szczęściem w znanej dawno kawiarni) opatrzyłem się, iż zdano mnie z pięciu franków same fałszywe pieniądze!!
Taka jest historia pięciu franków i faktów historycznych, i famy ludzkiej – i niefrankowanego listu!
C. N.
854. DO BRONISŁAWA ZALESKIEGO
[Paryż, po 15 listopada 1874]
Kochany Bronisławie –
Jest zupełne niepodobieństwo wiedzieć, co mnie każesz z listu Twego pojąć. Straciłeś rok czasu i chcesz posłać rękopism Boga-Rodzica do albumu, do którego przesyłam Ci załączoną tu w rękopiśmie prozę. Donosisz mnie zarazem, iż bez mojej wiedzy głoszą mnie spółpracownikiem, i że poróżniłeś się, iż Ciebie bez Twej wiedzy ogłoszono indziej spółpracownikiem. Jużci na to, wyznaj, że niepodobna wiedzieć, co powiedzieć?
Jeśli „Czas" płaci 10 fr za feuilleton , bo ma mało prenumeratorów, to niech ma ich więcej.
Jeśli hrabia Tarnowski dopłaca na rok 4000 guldenów (co jest zupełną egzageracją), to niech ma więcej prenumeratorów lub inaczej pieniędzy tych użyje.
*
W tych dniach przyszedł do mnie dawny emigrant, ojciec familii, którego wyrzucano z mieszkania za długi, chciał pomocy i szybko: nie miałem czym prawie listu opłacić (bo i to się zdarza niekiedy, że korespondencji uczonej nawet nie można opłacić) – napisałem nieco i posłałem go do hr. Karola Zamoyskiego – hrabia Karol Zamoyski powiedział mu, że dla hrabiego wystarczającą jest rękojmią, iż Cyprian Norwid pisał w tej rzeczy do niego, i założył pięć-set franków.
Naturalnie nie wyciągniesz z tego wniosku, iż toż samo dla siebie zrobić mogę, bo wniosek byłby nie w prostej linii wyciągniętym.
Donoszę Ci tylko ten pierwszy lepszy fakt bieżący – albowiem: żyjemy w czasie, w którym ludzie wierzą we wszystkie wiary tajemnice, oprócz jej siły.
C. N.
Czy niczego się nie można nauczyć, dowiedzieć i w niczym się oświecić korzystnie z rękopismu Boga-Rodzica?
855. DO JÓZEFA BOHDANA WAGNERA
[Paryż, początek grudnia 1874]
Do W [ielmoż] nego J. B. Wagnera – Nollet 56, Paris.
Zacny kolego! Mandat – z d. 20, Lwów – odebrać miałem zaszczyt i przyjmuję – z takowego zdać sprawę będę się starał i obowiązany jestem.
Z głębokim poważaniem.
C. Norwid
Chaillot 49, 1874, decembra P.S.
Zniewieściałość
Kiedy zmarł Wincenty Pol, obywatelstwo liryczne pomyślało poetę pogrześć na Wawelu.
Zapłakałem w duchu, bo to nie dlatego oni pomyślili, iż Rz [eczpospo] lita zniewieściała już, ale dlatego, iż żadnego poety nigdy za żywota nie u-wdzięczyli, przeto hojnymi muszą być i są po zgonach.
Atoli dla Poety jest pióro podane ręką piękną i zacną, albo odłamek lipy starej z Czarnolesia, albo kwiat z mogiły jakiej, albo komitet z drukarzy i księgarzy ofiarujący się itp.
Alić żywi tylko i czujni (tj. jedyni dobrzy Obywatele) świadczyć na czas umieją. Umarli, że tu wulgarnie wyrażę się, jedno tylko zawsze na czole noszą – to jest: „Nie poznała babka swojej wnuczki w tańcu."
U ludów gasnących jest tylko inteligencja konspiracyjna albo intrygancka, ale historycznej i jawnej nie ma – bo, gdyby była, naród żyłby.
Więc dlatego jej nie ma.
C. N
P. S.
Działanie obowiązujące
Każdy Poseł zapewne wie: że – naród hist [oryczny] polski jest dzieckiem szlachciców-chodakowych w łapciach. Że to oni są Patres-patriae . Że wielkie imiona Patrycjalne, Dukalne, Hetmańskie są z prowincji za rozwinięciem się już Państwa Rz [eczypospoli] tej – ale ci, co stworzyli naród, to szlachcice w łapciach z obywatelską [rysunek] koroną: karmazynowi. To jest dogmat: czy dobry albo zły?? – to nie należy do nas – lex est .
W Komitecie muszą być podpisy aby dwóch posłów, z jakiegokolwiek, lecz jawnego, wyboru sejmowego mających moc. Tablica marmurowa na Wawelu z pocztem nazwisk nowo weszłych w koło rycerskie włościan. Nabożeństwo żałobne z trumną, hełmem i koroną na żałobie. Nad tablicą insygnia rycerskie. Pod pocztem nazwisk – wyobrażenie wazy alabastrowej owiniętej w ręcznik do połowy i te słowa z Ewangelii:
t „Amen, dico vobis ubicumque praedicatum fuerit hoc Evangelium in toto mundo dicetur et quod haec fecit in memoriam ejus."
Marc [us] – Math [ias] – Joan [nes]
Tak historia ugrześć zaleca braci.
Dies ex voult.
Cyprian Norwid
Maltański kawaler
Decembra, 1874
856. DO JÓZEFA BOHDANA WAGNERA
[Paryż, grudzień 1874]
Do W-go Prezydenta i dostojnych członków Kolegów etc.
Szanowny Prezydencie!
Uprzedzam – lubo Dostojni Panowie sami wiecie o tym – uprzedzam jednakże, iż Redakcja aktu zawiązania Biura może, gdy zechce, wzmiankować o przytomności i głosowaniu niżej podpisanego.
Ale byłoby przeciw sensowi parlamentarnemu, gdyby podpis mój tam był – i takowego też nie daję.
Podpis znaczy inicjatywę lub podzielenie jej w zasadzie. Gdy zupełnie, że ani jednego głosu przyzwoitości parlamentarnej nie zyskałem – w takich razach członek zostaje członkiem i ogranicza się w działaniu, lecz podpisu nie daje.
Ograniczam się na zbieraniu przedpłaty, co niepłynnie idzie z powodu odezwy, a o tym patrz w Aneksie załączonym do niniejszego listu.
Czasu brak i słuchu (!) niech resztę usprawiedliwi.
Z poważaniem i braterstwem
Cyprian Norwid
1874, decembra
857. DO LUDWIKA NABIELAKA
[Paryż, jesień? 1874]
Wielmożny i Łaskawy Panie!
Interes publiczny, który zawsze równie obowiązując, trzyma górę nad drobnymi towarzyskimi nieporozumieniami, nakazuje mnie, abym ułatwił zbliżenie W-go Stanisława Bieńkowskiego do Ciebie, Szanowny Panie Dobr [odzie] ju.
Okaziciel tych słów jest jednym z głównych czynników podobno że jedynego ciała zbiorowego w Emigracji, to jest: Czytelni Polskiej. Z niemałymi trudami i niełatwą walką przeciw niedołęstwu i apatii ciało to trwa i centralizuje dzienniki polskie i pewny sens publiczny - - -
Z niezmiennym poważaniem.
C. Norwid
1874
858. DO BRONISŁAWA ZALESKIEGO
[Paryż, 19 grudnia 1874]
Gotowości i służb naszych wyliczać, wiesz, iż nie jest w naturach naszych. Zdaje się, iż prawie bez wyjątku na każde Twe byłem zawezwanie.
Potrzebuję przed wielkim świętem kredytu – jeżeli tak nazwać mam – kilkadziesiąt franków.
Sam mojego w tych czasach dla krzyczących potrzeb różnych osób w Emigracji użyłem i nieco nadużyłem. Po świętach będę miał moje pieniądze, i tylko o to mi idzie, że świątecznością zaskoczony jestem.
W naturze chorych leży, iż nie wiedzą, iż i inni są lub bywają cierpieniem dotknięci. Na teraz bez wyraźnego powodu jechać do Ciebie nie mogę, chorym będąc. Za daleko!
Musiałbyś przynajmniej pofatygować się obmyśleniem dnia i godziny ścisłej w bieżących dniach oznaczonej. Inaczej ani myśleć! –
Prócz cierpienia, tym utrudnionego, iż mam zwyczaj zastarzały (a który zapewne uważano), tj. że nikt mnie bez uśmiechu i swobodnego umysłu prawie nigdy nie widział – mam jeszcze nadto i mnogość ciężarów to osobistych, to scjentyfijnych, to publicznych, od których wymawiać się nie można, a których ujeżdżać lub unikać bywa niecnie.
Co? lub jak? potrafisz, racz odrzec.
C. Norwid
1874, sobota Chaillot 49
859. DO BRONISŁAWA ZALESKIEGO
[Paryż, polowa stycznia 1875]
Książę Jeg [omo] waść nie wie o wielu rzeczach smętnych – i dobrze, że tacy są, co nie wiedzą o nich. Świat byłby zbyt gorzki. Atoli wiedz: że wczora przyjąłem deputację, która nalega, abym na dniu 22 mówił publicznie.
Delegatom nie odpowiada się: „Jestem w długach, zmęczony – nie spotkałem nigdy zrozumienia i ocenienia u swoich. Ile razy serce otworzyć chciałem, otwierano mi drzwi. Udawano, że cenią i poważają, a doszedłem do zniszczenia. Znoszę kalectwo (nie znane w swych trudnościach socjalnych tym, którzy słyszą). Rzuciłem im młodość – pracę – walki – samotność – po krańcach świata wygnanie, i myślę, że nie widzieliście mnie inaczej, jeno ze śmiechem na ustach. Lecz tych dni łamię się i niekoniecznie mogę swobodnie mówić na zawołanie."
Tego to że się nie odpowiada Delegacjom publicznym, przyjąłem, co chcą.
Racz przeto nie odbierać mnie nadziei sprzedaży rysunków Lionarda i Rafaela (tj. wszystkiego, co mam), albowiem, mając mówić publicznie w sprawie ogólnej, nie życzę sobie, żeby na głosie moim został ślad prywatnego mego położenia.
Tudzież: trzeba wiedzieć, że te rysunki na drugi dzień należenia onychże do zbioru jakiego książęcego będą warte około tysiąc pięćset fr.
To jest tak w naturze rzeczy bieżących.
Nikt przeto na nich nie straci, owszem, nie chcąc zyskać, zyska koniecznie. Biblioteka Luwru i angielski zbiór Richarda Wallace spalone są, stąd ceny dziś niemałe, i to rosną ciągle.
c. NORWID
860. DO HENRY DE CHARENCEY (PRZEZ JEGO SEKRETARZA)
[Paryż, styczeń?] 1875
à M. le Secrétaire etc., etc.
A différentes reprises M. Norwid (de) recevait la deputation de l'Émigration Polonaise, et il tenait des discours publics. Son caractère politique bien que fort petit ne lui est contesté (v. le Dictionnaire du XIX siècle, lettre N., en français, et en allemand le Konversations-Lexicon)
Petits, mais quelquefois peu faciles devoirs civiques n'ont pas encore laissé assez de temps pour en faire usage scientifique dans ces jours-ci.
Ses humbles respects.
N.
861. DO WŁADYSŁAWA CHODŹKIEWICZA
Passy, [26 lutego] 1875
Dziś tu jestem, aby naszego Skarbiego, Wiel [możneg] o Schwab, widzieć – ku zregulowaniu obowiązków.
Zarazem piszę do Ciebie, Panie Władysławie, żebyś, we stosownych chwilach i skoro tego będzie potrzeba, uwzględnił, co następuje:
I. Racz hr. Charencey wspomnieć, że głównie we dnie arcypogodne słyszeć mogę - lubo leczę się i pono słyszeć będę (w roku 46-8 we więzieniu berlińskim we wilgoci nabyta rzecz trwa do dziś).
Z tłumaczonej z niemieckiego, a przeto ścisłej biografii mojej - patrz : Dictionnaire du XIX siècle, Encyclopédie française : lettre N – widno, że nie jestem emigrantem bez politycznej przyczyny - więźniem Stanu byłem mając lata chłopięcia. Otóż mam z tego i obowiązki emigracyjne, których dopełniam, a które wiele czasu i sił zabierają, nigdy nawet nie dziękując za to.
Hr. de Charencey wie ode mnie prywatnie moje idee - - a niektóre muszą być w zgodzie z przeszłością prac moich, mianowicie z konferencjami siedmioma w Paryżu i z XXI tomem [Biblioteki] Pisarzy Polskich, i mam i siebie na względzie.
Nie jestem ani urzędnikiem francuskim, ani kapitalistą - z pracy żyję mało popłatnej i czas mam przeto arcypoliczony naprzód.
Kiedy pisano mnie: prince – protestowałem, albowiem ani matka moja i jej dziadowie nie używali tytułu książąt, nawet gdy linia królewska Sobieskich wygasła, ani familia ojca mego (jeszcze przed uchwałą koszycką prawo Toporczyków książęce mająca) - ale to nigdy używane nie było.
VI. Używam partykuły, bo jej dla cudzoziemców używali zawsze Ojce moje, i nie protestuję tytułów hrabiego, bo walidować moich tytułów czasu nie mam. Właściwie mówiąc, jestem urodzonym kawalerem maltańskim, ale i tego nie CZAS walidować, jeśli, skoro lat temu kilka Ojciec Św [ięty] był łaskaw pisać do mnie do Paryża, to Jego list szedł z Rzymu trzy miesiące!!!
(NORWID)
862. DO HENRY DE CHARENCEY
[Paris] Chaillot 49, 1875, févr[ier]
Monsieur!
Je vous prie de vouloir bien communiquer à Mr le Président les quelques observations ci-faites, non à titre d'une réponse à sa lettre du 5 nov [embre] 1874, mais à celui du témoignage de mon constant intéręt et de mes sincères gratitudes..
* * *
Si la définition du „scientifique" ne me paraissait assez éloignée de sa maturité et, j'oserai dire, de sa stabilité, j'essayerais peut-ętre d'étudier à quel point la Bible porte le caractère scientifique - mais l'exactitude de celui-ci me paraissant en bien des choses provisoire, il resterait vague de conformer le livre-l'humanité, livre-nation et livre-littérature à un point comparativement peu fixe..
.
D'abord, y a-t-il męme des sciences-exactes? - que cela ne me compromette pas... mais les mathématiques sont elles exactes? tant qu'il y est la congruence des nombres? - - La chimie aussi: tant que ce ne sont pas seulement les deux corps réunis qui forment un troisième, mais conjointement les conditions de cette synthèse – et ces conditions quelquefois ont été astronomiques et non chimiques (à ce point que l'alchimie avait été plus proche de la vérité! et idéalement elle a été plus exacte)... De męme sont toutes les autres sciences dites: "exactes"... par élision!....
.
Combien „il est difficile de distinguer ce qui est figuré de ce qui aurait dű ętre pris au pied de la lettre", cela se notifie par le figuré de l'expression męme: „pied de la lettre"...
Notre admirable et commune langue-mère romaine, de la seule parole «VESTIGIA» explique et raconte ce que les vestiges hiéroglyphiques des Aztèques et des Egyptiens nous ont légué en fait du „pied de la lettre".
Mes sentiments très humbles et affectueux.
C. C. Norwid (de)
DO WŁADYSŁAWA CHODŹKIEWICZA
[Paryż, marzec 1875?]
Kochany Panie Władysławie!
Racz najstaranniej przeprosić hr. de Charencey, że tak późno przesyłam, co żąda – ale ani zdrowia, ani swobody nie mam dość.
Czy zaś teraz jest w Charencey, czy w podróży, którą miał odbyć – czy gdzie ? – nie wiem.
Racz więc w kopertę objąć i wcześnie przesłać – dla uniknienia grubości tak Ci przesyłam.
Rękę ściskam.
Cyprian N.
DO HENRY DE CHARENCEY
[Paris] Chaillot 49,11 mars [1875]
Monsieur le Comte –
Monsieur le Président –
La question est en effet délicate, en ce sens, que ni l'ignorer n'est souvent possible, ni la soulever parait urgent.
Tout ce que Vous me dites, Comte! par rapport à la scientifique distribution de l'instruction, j'accepte aussi bien du Président de la S [ocié] té dont j'ai l'honneur de faire partie, que de Vos lumières empreintes d'ardeur et de circonspection.
Daignez cependant agréer, si je me croirais obligé d'expliquer mes griefs.
Le scientifique (de 1875), ayant exclu deux puissances, c'est à dire: le synoptisme et le sentiment, me semble privé des deux moyens et de la tierce de matériaux. Pourquoi?... si c'est par la crainte des abus, elle parait rester égale sous d'autres rapports. Je dirai plus : un abus dorénavant inconnu vient au devant de la marche du progrès moderne et quelquefois le cerne violemment. Car le milieu et le temps persistent à ętre les deux fondamentales conditions de l'intellectuelle activité et en męme temps que la science philologique poursuit de catégoriques investigations, la vulgarisation procède par ces voies violemment raccourcies et forme un ample milieu différemment pondéré*. Il me parait un fait néanmoins, que la parole ne se communique pas exclusivement par le parler et le dire, mais en męme temps par l'ensemble de l'attitude du milieu. Les petits enfants des émigrés allemands aux États-Unis répondent en pour anglais aux pères et mères qui leur parlent tudesque. Le męme avait lieu au temps de l'émigration française en Pologne, le męme se laisse observer parmi les émigrés à Paris, et peut-ętre partout vérifié.
Pour expliquer un fait de la męme nature, quoique infiniment plus monumental, la philologie ne s'arręterait que sur les influences extérieures („Les animaux de la vision d'Ezéchiel et la Symbolique Chaldéenne"), tandis que conformément à quelques unes de mes idées sur la Glossolalie ceci me semble dériver d'un axiome et du suivant :
L'homme ne commence à parler.
Il continue à se faire entendre de mieux en mieux.
Je ne m'arręte pas, il est vrai scientifiquement (1857), sur la similitude des fragments, malgré mon insuffisante érudition et avec connaissance de l'insuffisance de l'érudition en général.
Les animaux de l'Apocalypse sont ceux de la vision à Babylone – mais les deux chariots, petit et grand, ne sont [-ils pas] indiens? L'aigle est olympien et le boeuf constitue la sainte architecture dorique... etc. ...
* La «vulgarisation" d'aujourd'hui est déjà à l'état de la machine à vapeur.
Norwid
Or différemment je procède :
....l'intellectuel milieu d'Israël avait été tel durant la babylonienne captivité que pour communiquer la vérité sans la dénaturer par les élisions complaisantes il fallait remonter jusqu'aux données les plus primitives. On ne pouvait plus expliquer sans concéder. Le comminatoire devenait obscur (précisément le męme pour [l'] Apocalypse). En général, je doute fort de l'existence du langage symbolique dans la Bible - -
Il n'y est qu'en tant qu'il est inséparable de la nature du parler humain.
Il n'y persiste que archéologiquement, et c'est le seul livre ainsi fait *.... Le langage symbolique dans la Bible ne provient que du point de vue scientifique (de 1857) lequel, męme dans l'expression figurée du „pied de la lettre", croit ętre en dehors du symbolique et dans la plus pure abstraction - - -
Je vous prie, Monsieur le Comte, de vouloir agréer l'expression de mes sentiments très dévoués.
C. Norwid (de)
865. DO BRONISŁAWA ZALESKIEGO
[Paryż, marzec? 1875]
Drogi Bronisławie - -
Domyślam się, że osoba wskazana przez W-go Pantaleona Szyndler sprzeda rysunki.
Za cokolwiek i jakkolwiek? - to najmniejsza rzecz, albowiem ja nie daję rozkazów, lecz polecenia – to jest: że wszystko, co zrobi się, zrobi się dobrze. Inaczej nikomu nigdy (w moim położeniu) nie daje się poleceń – daje się pełnomocnictwa tylko.
Atoli – potem - - nawet podziękować nie będę wiedział, jak??? – stało się to bowiem mimo mnie, bez mojej umyślności.
Sprzedaję zaś te rzeczy, bo moich nie kupią – a te bez-czelnie sprzedawać mogę.
* Deux ou trois énigmes dans toute la Bible!!! – et dans un milieu oů les énigmes appartenaient à Téduca tion et aux moeurs.
Gdybym był kobietą, sprzedałbym pierwej włosy warkocza mego, jak strącony fatalnością kometa, bezgrzywie idący w przepaść, gdzie jest nic i ciemność.
Piszę-ć, abyś wiedział, czemu i jak rachunki nasze ciągną się i zostają rachunkami. Wszelako do widzenia.
Cyprian Norwid
1875
P.S.
Czy nareszcież wiesz, co jest ów bilet??
Wścieklica
s.v.p. du roy de Pologne
- s'il vous plait? albo: świętej pamięci R.P.?
Ja odbieram taki:
Ny Kalikst
B. ZDURZEWICZ
z.z. powstania
Poł:k etc.
Ile St Louis, rue Calvi 7, 2-e
Czy to nie będzie?
Nieustraszony
Kalikst Bzdurzewicz zawsze z ostatniego powstania-pułkownik
? ? ?
Czy? - Kalikst Bończa Zdu [rzewicz] etc.
866. DO BRONISŁAWA ZALESKIEGO
[Paryż, marzec 1875]
Miałem był coś z Tobą mówić, ale pogłównie chciałem co o Tobie wiedzieć, bo po pierwszy raz w życiu tego marca sam kaszlę krwawo!
Śmiałem się jak głupi wracając z Biblio [te] ki, bo przypomniało mnie to zdarzenie, które z fotografijną wiernością tu skreślam:
N.
Przejeżdżałem przez Londyn: ktoś z bliskich moich przedtem także przez Londyn jechał do dalszych stron świata, i umówione było, że zostawi mnie listy pod adresem moim w biurze Towarzystwa Literackiego Polskiego.
Towarzystwa tego mając adres, idę do onegoż biura.
Wchodzę do drzwi, gdzie sala i stół zielono kryty – wiele dzienników polskich – członkowie i urzędnicy Towarzystwa, bardzo Szanowni Oficerowie to piechoty, to kawalerii, siedzą u stołu.
Zbliżam się do Sekretarza Towarzystwa Polskiej Literatury i określam mu interes. Na to on słusznie zapytuje:
- Nazwisko?
- Jestem Cyprian Kamil Norwid, a mieszkanie moje ulica ta... ten numer... etc.
Na to członek Literackiego Polskiego Towarzystwa:
- Niech acan zaczeka przy drzwiach -
Więc cofnąłem się ku drzwiom Towarzystwa Literackiego Polskiego w Londynie – i stałem przy drzwiach, czekając, aż poszukają listów, o które aby dowiedzieć się, przyszedłem.
Ale tym razem listów do mnie nie było.
A dnia drugiego rano, skoro siedziałem u siebie na czwartym piętrze, usłyszałem bieg niezwyczajny na schodach i zdało mnie się słyszeć, iż zapytywano o mnie.
Przeto drzwi otworzyłem – i zobaczyłem bardzo Szanownego Obywatela (Sekretarza Towarzystwa Literackiego), który był łaskaw dowiedzieć się o mnie i przyjść dlatego... że lord Dudley Stuart pisał do mnie.Że też, tyle dzienników mając na stole, tak niekoniecznie obszerne są literackie znajomości!
C. N.
+ Jeszcze się nic nie sprzedało, ale pono jeden rysunek ma się sprzedać za 200. Byłbym z tego zadowolonym, bo to z obu stron sprawiedliwie. Ale to wlecze się, a tymczasem, mając tę nadzieję, staram się nie próżnować i robić długi nowe.
++ Przysłano mi raz nadzieję czterystu, potem stu, potem sześćdziesięciu – nie idzie mnie o dostanie pieniędzy, ale o dostanie onychże za pomocą sprzedaży rzeczy wartość mających. I to trudność.
867. DO KONSTANCJI GÓRSKIEJ
[Paris] 38025 4 avril 1875
Słyszę, że pani de Bonneval od paru tygodni z łóżka nie wstaje. Mieszkam od jej domu o niewiele kroków, ale ta bliskość nie wystarcza damy chorej. Trzeba i jej osobnej woli i możności.
Wiadomości ściśle ufać nie wiem, ile. Atoli, zaiste, że właściwiej wiedziałbym był, iż przebywa w Nicei, niźli że w tym Paryżu ani zimą, ani latem stosownym dla niej. Ani myślę nawet, że jako moralna atmosfera najwłaściwszym w pewnych warunkach bytu. Tu zda mi się, iż trzeba albo majątku, albo męczeństwa. Do drugiego potrzeba dogmatu i siły. Zaś co do pierwszego, nie każdemu dane jest iść za jednego księcia po drugim, lub żenić się z jedną królewną po drugiej – albo być Kronenbergiem.
P. Bykowskiego prawie nie widziałem. Zapewne będzie u mnie, skoro powróci tego potrzeba i użytecznym być zechcę i będę mógł.
O zdrowiu mym i siłach nie daję wiadomości, boć tak blisko oto pani de Bonneval, mniej zdrowa i cierpiąca!
O położeniu – lada czym z dni bieżących potrafiłbym wyrazić się, np. dziś jeszcze spłacałem dług komuś z czasu szturmu i głodu, o którym już zapomniano.
Co innego jest żyć tryumfem, a co innego walką. W drugiej mężczyźni dzisiejsi udział biorą, gdy są zmuszeni, a kobiety wcale go nie biorą. Atoli roztkliwiać się arcy i rozpłakiwać nie mam czasu. Na każdy dzień tego dosyć bywa.
We dwie rzeczy face à face długo poglądać człowiek nie może – w śmierć i w słońce. W jedną i w drugie poglądać musimy wskosem.
C. Norwid
868. DO BRONISŁAWA ZALESKIEGO
[Paryż, ok. 8 kwietnia 1875]
Donoszą mnie, że w Nr 75 „Gazety Narodowej" jest in extenso moja mowa publiczna i polityczna, ostatnia z rzędu w Paryżu. Gdybyś to miał pod ręką (ja nie mam i czasu nie mam o to pytać), to może byłoby dobrze komunikować p. Delaroche, pani Montalembert etc. - bo tam szlachetnym Francuzom oddana jest cześć i pamięć.
Donoszą mnie przez Deputację, że jedna z trzech moich myśli, to jest Dziennik, urzeczywistnia się.
Nakreśliłem program.
Jak będzie Dziennik, pomyśleć przyjdzie o dwóch drugich, to jest Banku i o Centralizacji-Normalnej.
Jak będą trzy – będzie społeczność polska za granicą narodu.
Teraz NIC NIE MA!
Ściskam Cię serdecznie.
C. Norwid
Naturalnie, nie pytam o pieniądze na dziennik – powinny być. A skoro ten będzie, niemniej zrobi się z Bankiem. Powinno się to znaleźć –
Zostaję zadłużony względem Ciebie etc... Z powodu iż, jak wiesz, nic nie zrobiono z Rafaelem i Leonardo.
Czekam - - -
Kaszlę całe noce – osłabienie rano – prac mnogość – trzeba mię uwiadomić pierwej, chcąc zastać w domu.
Czy Ojciec Aleksander już w Mieście Ś [wię] tym?
Nic niewdzięczniejszego nie ma na świecie od społeczności polskiej (tak jak ona dziś jest, bez jawności, bez kapitału i bez ześrodkowania-normalnego – bez TYCH TRZECH rzeczy, które agituję i stawiam).
Ależ!! nie spodziewałem się, aby doszło aż do tego, żeby mnie przysyłać zaproszenie na wieczór, gdzie pani Duchińska czyta poemat swój!!...
To jest urąganie ze mnie (głuchego!) i koniec!
Norwid
869. DO KAZIMIERZA GAWROŃSKIEGO
[Paryż, wnet po 22 kwietnia 1875]
W Ameryce, Anglii, Francji są „kanary", albowiem jawność dochodzi aż do swoich licencji. One być muszą – są tak jak „skandal" potrzebne. (Biada tylko, przez kogo skandal przychodzi, ale on jest zapowiedzianym, iż być musi.) Tam, gdzie ani jedna myśl każdego dnia nie zalega w jawności, tam i licencja musi być. Toteż skoro wieść błędna rozniesie się, posyłają wszystkie dzienniki telegramy i umarzają.
Ale tam, gdzie wszystko zalega i śpi, tam „kanar" jest jak gdyby truciźnik i zbrodniarz porównywał się do gościnnego człowieka, który, dawszy ci suty obiad, upił ciebie.
Tych różnic w porównaniach nigdy nie uważają i nie widzą! Zbrodniarze i zatraciciele ducha.
Pojęcia nie mają o jawności – i nieledwie o społeczności. Dwóch rzeczy tym zbrodniarzom brak – Religii i Miłości.
Religii, bo w XIX wieku nawet i Chrześcijaństwo bez jedenastego przykazania jest w istocie niemożliwe i nie ma go.
Zaś czy kogokolwiek bądź ważą i miłują «SPOŁECZNIE»?? Zaledwie OSOBIŚCIE!...
Cyprian Norwid
1875
870.DO BRONISŁAWA ZALESKIEGO
[Paryż, kwiecień? 1875]
Racz mnie z łaski swojej powiedzieć, czy hrabina Pelagia Branicka powróciła z Warszawy? O to dowiadywać się bezpośrednio nie mogę z tej przyczyny, iż od dawna i po dwakroć, motu-proprio , była łaskawa wziąść mój interes.
N.
Nie dowiadywać się zaś także nie mogę, z powodu iż tyle czasu ubiegło, że uczynność mogła odmienić naturę rzeczy.
N.
Tak jest wszystko...
DO BRONISŁAWA ZALESKIEGO [Paryż] Wtorek [4 maja 1875] Rano tu byłem – wielce Ci dziękuję za wiadomość o przybyciu od dni kilku hrabiny*** - ale daruj, iż nie mogę tej wieści za prawdziwą przyjąć. Zapewne z omylnego źródła powziąłeś ją.
Dotąd albowiem nie mam stamtąd żadnego zdania ni gestu, a od siebie dowiadywać się nie mogę z tej przyczyny, iż w interesie i onego wzięciu nie było mojego zarządzenia – i jest tylko, skutkiem paru miesięcy zwłok, moja jedna rzecz – krzywda.
C.N.
Na posiedzeniu 3 maja mnie (głuchego) zastąpiło dziesięciu delegowanych i słyszących – co lepiej!
DO BRONISŁAWA ZALESKIEGO
[Paryż] Czwartek [maj 1875]
Odbieram wiadomość, że hr. BB [raniccy] są w Montrésor, nie w Paryżu. Po pięciu miesiącach interesu niewiadomego nic nie wiem.
Gdybyś raczył mnie w tej mierze uświadczyć, byłbym Ci obowiązany. Mogę błędnie pojmować rzecz z tej przyczyny, iż pół-roku dla nie mającego grosza kapitału jest czasem pół-żywota człowieka!... Człowiek przeto nie mający NIC, skoro na jakie paręset franków traci pół roku, traci wszystko...
Domyślasz się, że to do rozpaczy mię nie doprowadza, który miliony mam ZA NIC I ZA NIC, ale robi mnie to wiele kłopotów, trwając pięć miesięcy.
Wątpliwości nie podlega, iż jeżeli końcem końców przyjdzie sprzedać za 200 franków, to przez pół roku byłbym to może parę razy ZROBIĆ POTRAFIŁ.
Zresztą nic a nic nie wiem – osób nie ma, bo są raz we Warszawie, drugi raz gdzie indziej – do Jego K [siążę] cej Mości Czartoryskiego udawać się nie mogę, bo musiałbym przez nowych znajomych – ja byłem księciu Władysławowi przez ś.p. Ojca jego, byłego prezesa Rządu Narodowego, prezentowanym – lub on mnie przez ojca Swego – na obiedzie w Hôtel Lambert 1848-9 r.
Toż z hr. Branickim, którego znałem, kiedy nie myślił BYĆ w PARYŻU ANI OŻENIĆ SIĘ, i kiedy był adiutantem X. Paszkiewicza w Warszawie.
Żałuję przeto, iż w tak drobnej rzeczy nie mogę się odpomnić moim dawnym znajomym.
C.N.
Madame de Norwid-Rembielińska. W społeczności, w której wszystko jest prywatne, może byłoby stosownie uciec się do koligacji prywatnych.
Macocha moja, z którą ś.p. Ojciec mój żył rok jeden, jest W-na Rembielińska, ale ta dama w Warszawie zostaje, a nie mam zaszczytu znać jej – była tylko moją macochą – nic więcej –
873. DO BRONISŁAWA ZALESKIEGO
[Paryż, maj 1875]
Pytasz, co możesz w tym interesie? – wiedzieć, iż nie przeze mnie wzięto rysunki – że po kilku miesiącach przysłano mnie 100 franków, biorąc papier, w który jest owinięty Rafael – że tych 100 franków nie przyjąłem – bo któż by przyjął?? – nie sprzedaję papieru.
Że rysunki zostały u WP. Szyndler, bo czasu nie miałem odbierać ich.
Że, gdy tak u niego zostały, posłano z rue Abbatucci , aby je wziąść – że je WZIĘTO, że wożono do Warszawy, i z Warszawy do Paryża, i teraz pono do Montrésor.
Że ja żadnej Damie nigdy nie dawałem żadnego polecenia, a przyjmowałem zawsze wszystkie od każdej (bo mężczyzną jestem); że dla mnie odwłoka blisko półroczna jest z tej przyczyny zgubną, iż ja nie robię pieniędzy – ani bogato żenić się, ani grać w bursę, ani robić afery tu zbiegłem – i wygnaniec jestem. Stąd też wysilenia moje dozwalają zwłokę na dnie, czasem na tygodnie, wcale na miesiące.
Otóż, co możesz w tym interesie ?? - to wiedzieć troszkę prawdy, a to jest też dość w żywych społeczeństwach i religijnych.
C. Norwid
Że w całej Europie dziś nie ma ani jednego artysty, który by był w stanie tak dwa razy piórem pociągnąć, jako jest w tych rysunkach pociągane... I że tak ceniąc takie rzeczy i natury takiej sprzedaży, mówi się:
| „Upada sztuka! upada sztuka religijna! materializm!!etc, etc."
Jak się ma czoło mówić tak? jak można to mówić – potem??
874. DO BRONISŁAWA ZALESKIEGO
[Paryż, lipiec? 1875]
Uczyń, jak uznasz. Ja sam dlatego tylko nie posyłam do pism polskich, że mnie obrzydzili wszelki udział, ale zawsze tam coś bywa mojego przez innych.
W medalu ucho z tyłu i małe, oko żadne, a napis nieścisły. Starą chwałę uwdzięczył i ozdobił.
To Kolumb, Kopernik, Jenner etc, etc, etc. nowego coś przynieśli. Oni by się tam na niczym nowym nie poznali, bo nowe nawet i w społecznościach żywych z trudnością powołuje do uznania.
Starą chwałę Ojczyzny ozdobił własną.
Tak obojętnie spomniałeś o rysunku, iż na dalszym planie to położyłem. Z braterstwem.
C. N.
Nic a nic nowego w dziełach Matejki.
875. DO ARTURA BARTELSA
[Paryż] [septembra 1875
Pokazuje się, że koleżeństwo szkolne przekazuje następstwa, do których skoro i ludzie wolę dołożą, stanowi się stałość społecznego stosunku. Wiek albowiem upływa, jak szkolne zasiadaliśmy ławy, a trudno, aby szerzej i bardziej rozdzieleni potem, bo-ć w Ameryce i po-za spokojną Społecznością bywałem, kiedy Ty, Panie Arturze, idyllą ojczystą bawiłeś się. Nie przeto jednak raz W-ny Wilczyński uciekał się do mnie z rysunkami Twymi – drugi raz p. Konstancja Górska spomniała mi Ciebie – inny raz dawny znajomy mój, hrabia Stanisław Potocki, blisko którego na teraz mieszkam i małe moje mam atelier, i którego przeto widywałbym, gdyby nie był wielkim dygnitarzem (północnym), bo widuję przecież tej miary dygnitarzy innych krajów.
Nareszcie dochodzi mnie rym Twój buffo o systemie Darwina; nie jest to humor (humor prawdziwy musi mieć łzę na dnie), ale jest to dowcipne buffo, i szkoda, że nieco luźnym pisane wierszem.
Tyle z mej strony - i więcej, albowiem i z rysunków Twych (świętego pańszczyźnianego czasu), i z buffo Twego widząc życie, piszę oto jak do żywego. Przymiotnik ten rzadki jest dziś.
Sam jestem podobno że tylko nie dobitym. Szczęśliwi, którzy przed każdym aktem tragedii pakują się i na czas jadą à n’importe oů do wód. Ja przeżyłem wygnanie do krańców zaoceanowych – głód – szturm – pożogi – głupstwa ludzkie i ich umarłość. Przez te lata powygasała rodzina w kraju – prawie nikogo nie mam – blisko osiemdziesięcioletnią babkę p. Sobieską – z tych Sobieskich, których Wasz książę Karol Radziwiłł był opiekunem i których fortuna w Radziwiłłowską przeszła Masę.
W tej chwili mieszkam w Paryżu, rue de Chaillot 49 (adres francuski: Mr. de Norwid, membre des sociétés savantes et artistiques ).
Na głowę Ci nie zrzucam dachówki ni stąd, ni zowąd, ale jeśli zechcesz nie przepomnieć kolegi szkolnego i człowieka (przeciwnego systemowi Darwina), i jeżeli sam ode mnie szczęśliwszym jesteś (czego Ci życzę), to chciej zużytecznić załączony nocie interes, który sercu Twemu poleca
Cyprian Norwid
Interes. Jestem chwilowo w wielkiej biedzie – tym większej, że nie w łachmanach!! Zimy w Paryżu przebyć nie chcę, bo kaszlę – przez Południe zbliżę się powoli do Krakowa i Lwowa, aby moje rękopisma publikować i sprzedać. O tym jest sekret.
Nie sekret zaś jest, iż gdyby hr. Potocki pożyczył mi troszkę pieniędzy – nie zrobiłby rzeczy niegodnej – jest dobrze dla mnie usposobiony, ale mnie nie rozumie – wolałby dać 100 franków niż pożyczyć pięćset. Czy Twoje słowo u niego lub kogo innego zrobi co dla mnie? Racz, co i jak możesz, odpisać i dopisać. Proszę o odpowiedź, ile godzi się, niezbyt opóźnioną.
876. DO BRONISŁAWA ZALESKIEGO
[Paryż, po 10 września 1875]
Przepraszam Cię, że tylko tyle piszę:
Potrzebuję śpiesznie dobrego z Paryża adresu do Pani Michaliny z Dziekońskich Zaleskiej – jak? adresować?
Racz mi to napisać i przesłać, bo nie dla siebie tego potrzebuję i przeto nie mogę zwlekać.
C. N.
Mam obowiązek być u Ciebie i podziękować Ci – ale to odkładam na czas stosowny – dotychczas albowiem nie jest jeszcze stosowna chwila, choćby z tej jednej przyczyny, iż dotąd odebrałem tylko oskarżenia, klątwy i nieukontentowania za rym mój – ale odbiorę i co innego z czasem, a wtedy będę u Ciebie jako w porze stosownej.
N.
877. DO BRONISŁAWA ZALESKIEGO
[Paryż, st. poczt. 14 września]
1875 Widziałem się z p. Augustem Cieszkowskim prawie na Kongresie i umówił się być u mnie, atoli sam zwypadkowane tak miewam dnie, iż minęliśmy się.
Teraz nawet, gdzie by był, nie wiem – to gdybyś znał, racz niebawem donieść.
Cieszę się z przyjęcia Lenartowicza w Galicji i z owacji, atoli przy tym wszystkim wątpię, czyli i ta dobra myśl uszanowania ludzi zapuści korzenie.
Oni tam agitacją zewnętrzną nie rozłamią kast. Zawsze ( in petto ) każdy Poniński, Lubomirski etc. będzie przekonany, iż jest drogocenniejszy od pochodzącego z Korygajłów księcia Lenartowicza (który znowu, w pokorze swojej, nie wie zapewne ani pochodzenia swego, ani chce od kogo innego jak od mularza pochodzić). Polska-Galicja umrze na kastę i sektę (sekta jest anagramatycznie kasta). Cokolwiek robiliby tam agitacjami, zawsze poecie da JWPan kilka groszy w przedpokoju przez służącego moralement parlant . To będzie nie tak brutto, ale tak będzie! Na to jest filozofia, której prawie nie ma, i religia, która jest tylko w sensualnej jeszcze dyscyplinie. Więc to wszystko na nic.
Okręt hr. Benedykta Tyszkiewicza czy skończony i czy podróż argonautów zamierzona pełni się? – nie wiem. Cieszę się – ale kim się otoczy hr. Tyszkiewicz?? Ja – może, może – nie przyjąłbym, lubo zapewne zdać bym się mógł - -
Sam, moim kosztem, nieco ruszałem się – myślę jednak, iż zapewne Tyszkiewicz odwoła się do Kraszewskiego, Deotymy i Gałęzowskiego - - trzy lekarstwa na wszystkie jakiejkolwiek natury potrzeby. Trys-megist sensu publicznego polskiego. Ale Kraszewski czyliż zdoła? kiedy on niepoliczone łokcie i sta łokci solitera-powieści ciągle roni w literatury naczynie.
C. Norwid
878. DO MARIANA SOKOŁOWSKIEGO
[Paryż, ok. 15 września 1875]
P.S.
„o wdzięczności, o pamiętliwości jako o żywiołach myślenia"
Nie należy formalnie pisać do niepamiętnych – godzi się postscripta do zapóźnionych pisań dołączać.
Cieszę się z przyjęcia Teofila Lenartowicza i z owacji publicznych, okazujących, iż kilka milionów wolnych Polaków, i wolnych poniekąd, jak nigdy nie byli, spomniało o uszanowaniu ludzi. O treści, zaiste, pierwszorzędnej.
Atoli (nie dość może znając powietrza Galicji) sądzę, iż agitacje zewnętrznie pełnione mało uczynią skutku. Polska-Galicja umrze na kastę i sektę (anagramatycznie „kasta" jest „sekta" i odwrotnie). Cokolwiek agitowano by, zawsze in-petto każdy historycznego imienia z ostatnich czasów dziedzic będzie się uważał za drogocenniejszego od Korwina Kochanowskiego, albo od pochodzącego z książąt litewskich Lenartowicza, który znowu przez «POKORĘ» będzie się wywodził nie od Korygajły, dziada swego, ale od jakiego „mularza". Na to zatkanie umrze pewna-Polska.
Niejaka, mówię, Polska umrze na kastę indyjską i sektę. Ku temu jest jedynie filozofia (której prawie nie ma) i religia, która jest ówdzie dopiero w sensualnej dyscyplinie. Słowianin, który nie lubi być początkującym - - twórczo, jak inne rasy bywają, nigdy sobie z tym zatkaniem wnętrzności społecznych nie poradzi.
System Darwina jest tak miałki, że dziecko mogłoby go obalić (zwierzęta są tylko parabolicznymi braćmi naszymi) - ale system Darwina rozgłos swój ma dla tej wnętrznej społeczeństwa przyczyny, iż z kast się chrzejańskie ciało nie wyjarzmiło. Jest to dyscyplina pokory filozofijnej w rudymentach dopiero założonej.
Kto inny założyłby jawne towarzystwo mające na celu uszanowanie--ludzi, a które okazałoby, że Słowianin może coś początkować i tworzyć. Atoli tam wątpię o odwadze cywilnej i o odwadze myślenia! – wierzę raczej w zuchwalstwo i naśladownictwo, tj. – w niewolę. Wanda spółczesna nie rzuciła się w fale Wisły, ale w zwoje sfałdowanego ogromnego kontusza, żupana, w pasów złotych spląty i cholew żółtych przepaście. Słowem, w paletę słynnego Matejki.
Wyleźć stamtąd (wierzcie mnie) niełacno - „ogni lasciate speranza!". Piekłem albowiem jest naśladowanie twórczości, skąd wyraz „PO-twór"! Słabe, chore, tchórzliwe ciała muszą od-działywaniami działać. Istni nie chodzą tam i sam, ale wiedzą, gdzie, i kroczą prosto, jak światła promień. Systemu Darwina rozgłos jest od-działaniem socjalnym.
Istni założyliby „Towarzystwo Uszanowania Człowieka", na celu mające elementarną pokorę przeprowadzić żywotnie, legalnie, bez-wiolentnie, twórczo, dodatnio; mówię: przeprowadzić – we warunki życiowe, zamienne i historyczne. Ogromny cel! wielka rzecz! godna ludzi wolnych. Towarzystwo naznaczałoby małe a częste konkursa – dawałoby w nagrodę nie pieniądz, a jednak wartość, aby nie ubliżyć człowiekowi--pisarzowi. Dawałoby, jak Amerykanie, zamiast medalów i dekoracji, dają srebrne przedmioty użytkowe z napisem.
Treści podawane konkursowo – uderzające pulsem w rytm życia społecznego:
„Czy Jan Kochanowski dlatego odmówił kasztelanii, iż byłby (w rzeczywistości) ostatnim kasztelanem?" - - (a tak-ci było!).
„O ile i jak każdy człowiek jest Jaśnie Wielmożnym Panem?"
„Czy pokora kastowa jest tegoż, co chrześcijańska, źródła?"
„Co byli moralnie cynicy względem szkół innych?"
„O źródle posłuszeństwa Legionu Tebańskiego."
„Skorowidz Ceremoniału od najdawniejszego czasu, tj. od ksiąg chińskich, aż do dziś w zestawieniu z prawdą chrześcijańską." (Damy zaproszone być winny osobnym ceremoniałem, i wysokim, do „Towarzystwa Uszanowania Człowieka".)
„O kobiecie na pasie Europy wnętrzno-krucjatycznym, to jest od Finlandii do Turcji" – etc., etc. – etc. – etc. – etc. – etc. – etc. – etc.
Cyprian Norwid
Monsieur de Norwid – membre des sociétés savantes et artistiques en Europe Paris 1875
879. DO BRONISŁAWA ZALESKIEGO
[Paryż, jesień? 1875]
Odebrałem książkę o kapłanach w Syberii –
Czytałem połowę – albowiem w przysłanym egzemplarzu jest tylko połowa dwa razy przedrukowana – czy tak są wszystkie?...
Rad bym czytać całą i posiadać całą.
Większej oceny skreślić nie mogę i nie umiem nad następną:
Zaiste! zacny Bronisławie, Chrystus Pan zmartwychwstał i jest w Tunce, w kraju Buriatów, między kapłany polskimi, a uprzedza nas do Galilei, jako rzekł – ,sicut dixit". t
Po takowym wstępie zbliżmy się do sfery moralno-politycznej.
(Egzemplarz uważając za niecały, skracam przepisywanie i wycinam.)
[Wycinek:]
Ale któż większą mial miłość bliźnich nad Chrystusa Pana, a jednak i ta Miłość Uosobiona nie tylko nie zjednała wzajemności przeciwników, lecz owszem pobudziła ich do wściekłości.
Tu tego nie było; była niestety tylko obojętność.
Ach, nie tak zimne te śniegi sybirskie, nie tak twarde otaczające wygnańców zewsząd te skały granitowe, jak zimne i twarde serca ludu rosyjskiego wobec niedoli Polaków! Nic, nic ich nie wzruszy. Mylnym jest to przekonanie, że lud rosyjski nie podziela usposobień rządu swego względem Polski. Rosjanin czuje wyższość Polaka nad sobą, czuje jego potęgę moralną, owianą duchem tradycyjnym pięknej i zaszczytnej przeszłości, a w zestawieniu z nim siebie i swojej arcynieszlachetnej przeszłości doświadcza wewnętrznego upokorzenia, i stąd zazdrości jemu, nienawidzi go, i poniżyć usiłuje.
Nade wszystko Rosjanie nienawidzą w Polakach katolicyzmu i ich imion historycznych.
Chrystusa Pana nie umęczyli ani poganie, ani Rzymianie – jedno właśni
rodacy i Kahał.
Jeżeli nienawiść ros [yjsko]-pol [ska] i pol [sko]-ros [yjsk] a pochodzą ze zazdroszczenia wyższości historycznej, to czynią, co powinny czynić, albowiem: Rozlicznoście narodów są ku temuż, aby sobie zajrzały wyższości... Na to są one przyrodzoną-emulacją. Apostołowie przed historiozofami na tysiąc kilkaset lat wiedzieli o tym przeznaczeniu narodowości!
Naucz mnie lub autora z łaski swojej, o których to „Imionach historycznych" mowa??
Myślę, że autor mówi o Firlejach, których nawet z linii kolateralnych nie ma, albo o Sobieskich, których stryjeczna królewskiej linia nie ma już mężczyzny (ze śmiercią wuja i dziada mego po matce) i tylko jest dwie ciotek moich i babka – ubogie sobie szlachcianki!*
38076 * Kiedy szio o sukcesję po ostatniej królewskiej linii i odniesiono się do Sejmu Czteroletniego, kto sukcesorem?? – podali się dziadowie matki mojej, od Marka, dziada królewskiego, pochodzący. Sejm uznał ich – Radziwiłł był nieletnich opiekunem – Józefa Sobieskiego zrobił wodzem naczelnym swoich sześciu tysięcy kwarcianej armii nieświeskiej – sukcesja przeszła w Masę Radziwiłłowską: dziewiętnaście miast i dwadzieścia kilka wsi.
Alić – nie mówi Autor o Branickich, których ziemie i posiadłoście nie sąż z faworem Rosji??
O Potockich, którym i dziś nową dynastię przepisuje Aleksander Rosyjski nowym majoratem!
O Lubomirsko-Ponińskich!
O Sanguszkach, względem których Katarzyna jak idealna czcicielka lub matka czuła postępuje, dobra im oddając.
O Wielopolskich margrabiach!!
O Czartoryskich, aby nawet zacnemu księciu Adamowi wolno było fantastyczny portfel ministerium piastować.
O najczystszym rodzie Zamoyskich, z których ś.p. przezacny Andrzej, skoro do Petersburga przybył, takie fury biletów wizytowych nieznani złożyli Rosjanie w przedpokoju, jakich nigdy w Paryżu (od Emigracji) nie odebrał.
Chciałbym wiedzieć o jakich to imionach historycznych mowa!...
Żeby też tak ślepotę kastową głupiego sensu szlachciców polskich aż do tak kłamnego posunąć jawno-fałszerstwa.
38079 Mój drogi!
nigdy nie było żadnego imienia historycznego, które, ruszywszy małym palcem ku Rosji, nie otrzymałoby od niej uznania, nagrody, dóbr, płacy, dekoracji.
Wprost przeciwnie (od lat przeszło stu) postępuje polityka polska.
Gdyby Prefekt Paryża względem politycznie skazanego do Kajenny tak postąpił, jak Suwaroff względem Syrwida, i w chwili urzędu zawołał: „Quełle barbarie!" – musiałby się podać do dymisji w godzinę potem – a partia polityczna, dla której by to zrobił Prefekt taki, uwieńczyłaby go, u-tryumfowała, u-fotografowała, i zrobiła uwielbionego pretendenta do jakich wielkich historyczności!
Polacy (odkąd nie są narodem, ale kastą tępych sensów) – nawet gdy Rosjanin, nie chcąc strzelać do ludu polskiego, jak ś.p. Korff, w łeb sobie strzelił przed szeregiem – tyle najwięcej powiedzą:
„Poczciwy Moskal!"
Bezbyt polityczny uczynił ich zarówno niewdzięcznymi dla swoich i dla obcych.
Z wyjątkiem wszelako kilku-możnych, względem których mechaniczne lub udawane mają atencje i czucia. Ci, co tego nie widzą, są zaślepieni, a ci, co to kryją, są źli.
Drewno jest drewno – nawet gdy świętą formę krzyża przyjąć musi.
„Wina nie mają!!"
To zawsze kwaśne mleko z wodą, ale to nie „wino"!
Cyprian Norwid
1875
880. DO BRONISŁAWA ZALESKIEGO
[Paryż, jesień 1875]
Kochany i Zacny Bronisławie!
1. Moje usposobienie osobiste jest następującego ustroju:
Jeżeli komukolwiek w męczeństwie postawionemu, jako np. w Tunce, zrobi na pół-godziny ulgę i przyjemność, iż męczeństwem swym zasłania pięćdziesiąt lat głupstwa, niebaczności-serca, pychy i egoizmu społecznego – tedy ja gotów jestem one pięćdziesiąt lat kręcić się w tym głupim społeczeństwie, i wierz mnie, proszę, że potrafię to zrobić, bo wystarczy mnie spomnieć, iż na pół godziny uczyniła ta bierność coś męczennikowi przyjemnego. To dla mnie dość.
Moja inteligencja nie dozwala, aby mnie kto nauczył po tysiącu lat dziejów, że może być jakieś męczeństwo chrześcijańskie bez wszechstronności wyznawczej – to być nie może, i gdyby było, nie byłoby Chrześcijaństwa – byłoby zaledwie tytaństwo. Otóż w tej mierze nic mnie nikt nie nauczy.
Każdy oświecony strateg wie, że wojna zależy na piechocie i na marszach, a nie na ogromnych moździerzach, des canons Krupp ; tak samo Rzecz-prawdy zależy na konfesorach, nie na męczennikach (o których wszelako wyżej), na relikwiach bezkrwawych zależy prawda.
Mój humor obowiązuje mnie, abym był skłonnym zrobić żart, kiedy mogę nie mieć zupełnego śniadania lub zupełnych rękawiczek, albo kiedy na ulicach miasta mogę być (bez reparcji, jak bywali) rozstrzelanym.
Albowiem, gdybym takowego humoru nie miał, byłoby to mnie nieprzyjemnie.
Cyprian Norwid
1875
+Taki jest budżet mojego charakteru, sensu i humoru. Jakże chcesz, abym inaczej był i rzekł, skoro tak czuję, rozumiem i żartuję, i śmieję się. Homo sum.
Vale!
++Chrystus jest więcej od swojego męczeństwa!
C. N.
881. DO BRONISŁAWA ZALESKIEGO
[Paryż, jesień 1875?]
Jako głuchy, piszę to, co mówiłem, zaś że ogłuchłem we więzieniu wilgotnym pruskim i że to jest arcyżmudne kalectwo, więc może być u Rodaków uwzględnione patriotycznie –
Wychodząc od Ciebie z Bohdanem Zaleskim, rzekłem doń:
- Co innego jest diament zgubiony z pierścionka na bruku miasta, a co innego kopalnia diamentów w Brazylii...
Księża – nie jeden ksiądz, ale WIELU – w Paryżu, w szesnastej Emigracji Polskiej, mówią wracając z konfesjonału: „Znudziłem się tą komedią!”
Na co przyjaciel mój im rzecze: „Jeżeli robisz, w co nie wierzysz, to jesteś człowiek bez charakteru – czemuż to czynisz, a nie szyjesz butów jako szewc?”
Księża na to: „Bo to nasze własne rzemiosło jest, i to łatwiej, aniżeli trzewiki szyć...”
Odnoszą się więc do mnie z tym dialogiem, a odpowiadam im na to:
Moi drodzy!
Nie można powiedzieć milionom biednych ziemiaków, ludzi maluczkich i około roli gdzieś ubogo pracujących, że Wy skazani jesteście na tym globie cierpieć i czekać w bolu, żadnej głównej prawdy nie znając i nie wiedząc nic, i nic nie rozumiejąc, ani dystrybucji sakramentów pomiędzy sobą nie mając, ani pierwszych nocji katechizmu, aż podoba się możnym i umiejętnym zostać duchownymi i księżmi!
Skandynawię i Islandię nie nawrócili sami święci, częstotliwie także byli to tacy księża i apostołowie, których policja poprawcza skazałaby na wiele lat więzienia – któż to Islandię nawrócił? Czyliż nie umiecie historii głównych przynajmniej periodów Cywilizacji Chrześcijańskiej??
Tak samo więc – Moi Drodzy! – i dziś jest w Europie, gdzie oprócz Habsburgów i Bonapartych nie żądajcie od żadnego możnego, aby boso mnichem umarł, jak Moskal hrabia Szuwałoff. To mógł zrobić Moskal, hrabia Szuwałoff, ależ, mówię, tego Wy nie żądajcie od naczelników rodów możnych i ordynatów, bo tego przez lat kilkaset przykładu nie było!
Prędzej tam znajdziecie reformacje wiary niż jej tradycje.
Żadnego Orleana, Hohenzollerna, Czartoryskiego, Zamoyskiego, Radziwiłła, Lubomirskiego etc, etc, etc. (oprócz Bonapartych i Habsburgów) nie znajdziecie od lat kilkuset, aby inaczej szukał prawdy Kościoła, jedno ile ta urzędowo urękojemnia panowanie osobiste i posesję. To jak kiedy kto potrzebuje dobrego ekonoma i pisarza prowentowego.
Albowiem, powiadam Wam, że król jeden gdy zgotował ucztę, nikogo pośpiesznego, iżby do niej przystąpili, nie znalazł, jedno PRZYMUSZONYCH
GWAŁTEM, ABY UCZTOWALI...
Czyliż i parabolę Zbawiciela odmienicie Wy przez grzeczność dla osobistych Waszych stosunków i przyjaźni??? – aby przeto wszystko przehandlować!!
Powiecie Wy mnie na to, że taki oto szlachcic jak*** został księdzem i arcybiskupem.
Zaiste że żaden z ordynatów, i tylko taki szlachcic, co go kilka partii zamęścia odrzuciło, albo nie większej wagi kastowej od stanowiących pośrednią narodu masę. Taki, którego pierwej odepchnęło kilka rodów, a nie popłynął do Ameryki jak Kościuszko (gdy go wyrzucili byli za drzwi i kijem wybili), ale został na kontynencie i księdzem zrobił się - - albo potocznej bardzo i zwykłej sytuacji socjalnej zacny szlachcic polski.
Te wyjątki że są, toć dlatego, iż nie ma reguły bez wyjątku: ależ co innego jest diament zgubiony z pierścionka na bruku miasta, a co innego kopalnie diamentów w Brazylii. –
Otóż – że od lat kilkuset w Europie nikt ze staranniejszego wychowania i z tradycji staranniejszych nie zostawa księdzem (tylko oni bardzo bronią Kościoła żółcią i anegdotami przy herbacie wieczornej), więc stan ten przechodzi w ręce ludzi, którzy jak „rzemiosło łatwe" pełnią go. Parabola albowiem Zbawiciela o przymuszonych, aby do uczty królewskiej przystąpili, pełni się tak samo jak i każde Ewangelii słowo, kreska i jota.
Zacny i może święty ksiądz Aleksander Jełowicki jest książę (czernihow-skie czy inowrocławskie??), ale czyż ważono by ten klejnot, gdyby on był sobie cywilnym p. Jełowickim, emigrantem jakimś bez niczego ?? Tak samo i Ledóchowski, który przecież nie z panujących rodu pochodzi!!!... Kasta egipska nie ma nic z krzyżem.
Sługa C. N.
882. DO BRONISŁAWA ZALESKIEGO
[Paryż, po 12 października ] 1875 Nie można było na podrobionych danych sprawiedliwiej napisać biografii ś.p. Orpiszewskiego, jako jest ta przez Zaleskiego skreślona. Podrobionych, mówię, w tym sensie, iż osoby, popóźniej kodyfikując swoje gesta, uporządkowały one odmiennie i w całość ułożyły. To się robi w historii (bo historia nie jest martwą prawdą rzeczową), atoli proporcja tej roboty bywa za wielka!
Ś.p. Zygmunt od-poznawał swoich znajomych, którzy więcej niż nie znani mu bywali z tej prostej przyczyny, że – będąc upoliczkowany przez cały-uniwersytet i goniony bez czapki przez pędzących za nim z kamieniami (a czemu ANI JEDEN protestu nie założył) – uczyniło się, że kolegów swych uniwersyteckich mniej niż nie znał (oprócz hr. Augusta Cieszkowskiego, Jańskiego, Danielewicza i później Szwejcera).
Orpiszewski, że był w uniwersytecie popularny vel belwederczyk, tym więcej owdzie liczył się. Zygmunta z nim stosunek i korespondencja zaczynają się wtedy, kiedy ja za słuszne uważałem przez lat kilka nie widywać Zygmunta Krasińskiego. Stąd mógł o mnie nie mówić, właśnie że dlatego, aby o mnie nie mówić. To się tak robi.
Tak np. pani generałowa Zamoyska mogła była nie pamiętać, że ja Jej u niej przez Jej męża prezentowany byłem – albo książę Władysław, że jemu przez Ojca jego u niego. Jeden generał Zamoyski nigdy nie zapomniał, gdzie i jak mnie poznał (to jest, że z Orpiszewskim do mnie przyszedł). Generał był człowiekiem inteligencji niezbyt wielkiej, ale charakteru--wielkiego, instrukcji wytwornej i niezłomnego patriotyzmu.
Adama Mickiewicza noga nie postała u Orpiszewskiego, a mówił z nim jakie półtora-raza. W Dreźnie znali go wszyscy, ale on ich, oprócz Weys-senhoffa, Wincentego Pola *** nie znał z tej przyczyny, iż byli to bohaterowie, którzy wyrzucali mu, „że po Neapolu i willach włoskich kochał się w cudzych żonach wtedy, kiedy oni orężem zasłaniali ojczyznę" –
Aż, aby dać sobie radę wśród tej atmosfery, zdecydował się Adam Mickiewicz wysadzić im prochem redutę Ordona i Ordona samego (do dziś zdrowego i żywego), z tąż samą prawdą historyczną, o której na początku tego mego pisma wyraziłem się.
Mówisz, że „gdyby każdy mógł mieć pretensję"... Największą usługę robią mi Rodacy, ilekroć o mnie nic nie mówią, ale bądź pewny, że gdyby było co niesławnego do podniesienia, słyszałbyś najstaranniej podniesione i zapamiętane.
„Pretensja" może być ta: iż główny głos na głównym zgromadzeniu nie jest podrzędnym.
To jest po prostu przypadek, taki jak wszelkie przypadki.
Cyprian Norwid
883. DO SEWERYNA GAŁĘZOWSKIEGO
[Paryż] 38103 25 list [opada] 1875
Zacny Panie Sewerynie!
Jakieś około sta winien Ci jestem i wszelako myśliłem w czasach tych (przed 29 listo [pada] bieżącego) u Ciebie być i może na Twym oprzeć się kredycie. Mam albowiem ciężary te i owe, czas, zabiegi i wstręty nakazujące mnie, jak to mówią: człowiekowi bez niczego.
Gdybym przeto krok ten zrobił, racz ze zwykłą poufnością przyjąć, skoro Ci kartę służący odda, i chciej łaskawie widzieć sługę Twego. Myślę wszelako, iż mimo tej przezorności potrafię to, co na mnie spada, dopełniać.
Rzekłeś mnie był, skoro ostatni raz u Ciebie byłem, iż należy, aby obywatele publiczną się zajmowali rzeczą, skoro swoje osobiste umieli prowadzić interesa.
Tak Ci wydaje się!! lubo nigdy tego historia tak nie okazuje i nie okazała. Ileż długów miał Cezar?? a czy też wielu Polaków wie, że ś.p. Jan III, kiedy siadał na konia pod Chocim jadąc, był pod skazaniem na banicję za długi, i tylko Jabłonowski et Comp [agnie] załagodzili tę sprawę?
Arcydługo jeszcze tak będzie, albowiem daleko jeszcze do syntezy między historią rzeczy świata i biografią człowieka. Z poważaniem i serdecz [nością].
Cyprian Norwid
P.S. Ponieważ sukcesja mojej matki (wnuczki miecznikowej Hilarii Janiny z Bujnów Sobieskiej) składała się była z dziewiętnastu miast i dwudziestu-kilku wsi, przeto (choćby po matce) skoro odbierze się, co by się należało, zajmę się swobodniej całością obowiązków i powinności.
Tymczasem więcej ode mnie mogą XX. Radziwiłłowie i uprzejma księżna Marcelina, to jest Ci, którzy sukcesję matki mojej w Masie Radziwiłłow-skiej zatopili.
C. N.
884. DO BRONISŁAWA ZALESKIEGO
[Paryż] 38107 30 now[embra] [18] 75
Nie spałem dwie noce i mam moc kłopotów – niekoniecznie kaligrafią uraczyć się jestem w możności – daruj formom, które wielkiej wagi są, gdzie nie ma bez-prawdy w życiu.
JWny Bazyli Palenoff, jeden z najznakomitszych rosyjskich artystów i inteligencji ros [yjski] ej członek, potrzebuje zbliżyć się do wszystkiego, co dotyczy wiekopomnej pamięci Kopernika.
I w Twej osobistej, i w publicznej bibliotece, gdy raczysz, źródła mu wskazałbyś. Dla zdrowia Twego, to jest dla wolności wybrania godziny łatwej, czynię, iż przesyłam Ci kartę JW-o Bazylego Palenoff, abyś takową jako krok z jego strony, moim umocniony listem, przyjąć łaskaw był i abyś mu raczył dać wiedzieć (po francusku lub po rosyjsku), kiedy może mieć zaszczyt i sposobność uciec się do Twej powolności, aby wielkiego i wiekopomnej pamięci Męża Polskiego pamięć uznać, o niej nauczyć się i onąż rozszerzyć śród guwernementalnie nieprzyjacielskich pobratymców.
Z poważaniem i braterstwem.
C. Norwid
JW Palenoff jest najrodowitszym Rosjaninem i jednym z najznakomitszych artystów tego narodu.
885. DO BRONISŁAWA ZALESKIEGO
[Paryż, po 6 grudnia] 1875
Ile i jeżeli tego potrzebujesz, przepraszam za JW-o Bazylego Palenoff, jednego z najznamienitszych rosyjskich artystów, który, kartę swą dając, prosił mnie o ten krok.
Takowy uczyniwszy, pośpieszam Cię przeprosić, a wcześniej dopełnić tej rzeczy nie mogłem, arcysporo mając i własnych (co najmniejsza), i publicznych, i cudzych interesów.
Ŕ propos: ponieważ parę lat nie zdarzyło Ci się być u mnie, a mam w tych czasach płótno (które posyłam do Londynu lub indziej – bo ramy opóźniono, więc nie wiem jeszcze, gdzie?), przeto, gdybyś znalazł czas uwiadomić, czekałbym Cię, aby one pokazać. Tym więcej, iż TŁO jest, lub [o] rzecz jest PEJZAŻOWA –
Byłbyś tak kompetentnym, jak bywałem ja, gdy swe akwaforty robiłeś i mnie wzywałeś, co spomnieć jest mi przyjemnie.
Jest to Jezioro zaczarowane (Młodzieniec wołany przez nimfę w przepaście niedostępne stracił łódź i na szczątka drzewa zrąbanego dopływa).
Taka jest treść.
Artyści mówią mnie po dziewiętnastowiecznemu: „Vous devez vendre cela pour un joli argent." . Wolałbym, aby co innego byli rzekli.
Ale któż epoki sensem władnie absolutnie!
Vale.
C. Norwid
Mniej jednej zacnej osoby - p. Laura Czapska!
Ś. P. n. j. d.
t
886. DO JÓZEFA BOHDANA WAGNERA
[Paryż, 26 grudnia 1875]
Dziś w niedzielę w nocy – ani pan Leon, ani ja dociągnąć nie mogliśmy do rue des Moines . C. N.
IX
W PARYŻU 1876-1878
887. DO SEWERYNA GAŁĘZOWSKIEGO
[Paryż, 10 stycznia 1876]
Osobnym jest darem łatwość nakreślenia właściwego listu – daru tego nigdy nie miałem. Proszę, jak są, słowa me przyjąć. Treść jest następującej osnowy:
Ukończyłem obraz, który, aby widzieć, raczą przychodzić rue de Chaillot 49, dans la cour de la dite maison .
Ktokolwiek raczy dwoma słowy uprzedzić o dniu i godzinie, staram się go ściśle oczekiwać – wystarcza na karcie wizytowej rzucić dwa wyrazy we wilię dnia wybranego dowolnie.
Niektóre osoby (jako obecnie czynię) uprzedzam osobnym pisaniem z przyczyny następnej.
Nikogo nie proszę o kupno – obraz ma podobno iść do Holandii, podanym był do ocenienia – oszacowany jest wedle bieżących cen na: „tysiąc czterdzieści franków" (może być o nieco więcej ocenionym w następstwie).
Zważywszy, iż (jakkolwiek niezupełnie bez-użytecznie) wypadło mnie przez lat wiele kołatać się w emigranckim polskim kole, a więcej niż bez środków, bo w czasach i warunkach najzupełniej tragicznych, i w których właśnie że zwykłem był dotrwać – zważywszy w następstwie, iż znalazło się parę osób, którym skutkiem tego mogę być dłużnym jakie paręset franków, uwiadamiam przeto po szczególe te osoby, aby (jeżeli motu-proprio podoba się im płótno moje nabyć) miały zarazem mojego uiszczenia się z należności sposobność porachowalną.
Zostaję z głębokim poważaniem i uczuciem prawdziwej serdeczności.
Cyprian Norwid
1876, styczeń 10
888. DO BRONISŁAWA ZALESKIEGO
[Paryż, styczeń] 38117 1876
Gdybyś był bankierem, byłoby mnie arcyłatwo odpowiedzieć, bo snadniej przyszłoby rozłączyć rachunek pieniędzy (które z pośpiesznej Twej uczynności zapożyczam i z których liczbę zdam Ci) od treści listowych głównych. Te rzeczy atoli, lubo pozornie, mięszać muszą się na dystans inny, doraźny i nie bankierski.
Możesz ściśle mnie wierzyć, iż do mego małego płótna ramy od dawna zrobione zapłaciłem franków czterdzieści, i to tak niewiele, bo u p. Ottoz, który od wielu lat dla mnie robi. Co sprzedawa p. Szermentowski? – nie wiem, a myślę, że nie kompozycje, z tej przyczyny iż, mimo wielkiego talentu i niepospolitych wdzięków pęzla tego artysty, jest on jak ogromna większość polskich (i niepolskich) artystów poniekąd, to jest: że nawet najmniejszego o żadnej tendencji Sztuki wyobrażenia nie ma.
I to tak dalece i naiwnie, że zarzucać im tego wcale niepodobna, aż pojadą do klasycznych krajów i aż lat kilka lub kilkanaście bezwzględnie dla siebie i dla sztuki pracować poczną i będą. Atoli, cokolwiek bądź by taki utalentowany i technicznie biegły sprzedawał u siebie za „osiemdziesiąt franków", to raz: nie wiem przyczyny, iż wiesz o tym? bo to zrobi ten kupiec, który mnie ramy i płótno przysyłać zwykł – on to zapłaci nam! Drugi raz, przyznam Ci się, że nie mam wyobrażenia o TYCH, co tak u Szermentowskiego kupują!
Dziennik jeden o samobójstwie mówiąc dodawa: „La pièce de cinquante centimes trouvée dans sa poche, prouve que la misère n'était pour rien dans cet acte de désespoir." Wiem, że można tak kupić, i dziękuję Najwyższemu, iż tak nic nie kupiłem.
Jeżeli mówisz o ramach-moralnych dla dzieł moich (o co Cię, Panie Bronisławie, nie będę niepokoił), to Ci powiem, że ktoś z przyjaciół moich, wiedząc, iż w ambarasie jestem, zapytywał mnie, czyli pozwolę, aby o kilkadziesiąt franków mówił z tej przyczyny hrabiemu X., księciu X. etc. ... a naturalnie że mym znajomym.
Odpowiedziałem mu, co następuje: „Je ne vous en charge point, car ce qui se fait ne se fait pas . Można by jednemu, wtórnemu i dziesiątemu to powiedzieć: «C. N. płaci do dziś ratami kwartalnymi długi z czasu głodów i szturmów – jest to człowiek, który kilkadziesiąt lat kwiatu życia swego cisnął we wszystkie niekonsekwencje i narodu, i emigracji – hrabia jednego dnia w życiu nie cierpiałeś i nie głodziłeś dla żadnej sprawy, często-tliwie, owszem, okoliczności przeciwnie zrządzały. Nie jesteś Richardem Wallace, ale jesteś możnym – C. N. zrobił właśnie płótno niewielkie, lecz cenne, byłoby więc bardzo przyzwoicie, abyś u niego był, zobaczył i wedle wartości zakupił.»"
Dodałem: que jene charge point personne, néanmoins en ma qualité d'un médiocre philologue je puis vous assurer que bien des choses apparemment omises, par cela męme ne le seront pas – et – que des toits des maisons vous l’entendrez.
Moje płócienko sprzeda się przyzwoicie, i wszystkie, które robię, sprzedadzą się, tylko powoli, i ten to wyraz „powoli" jest przyczyną nieskończonych kłopotów.
Rękę Twą ściskam.
Norwid
889. DO JANA SZWAŃSKIEGO
[Paryż, koniec marca 1876]
Łaskawy!
Słyszę, że księżna Lubecka (X. Ksawerego, ministra, żona) jest in extremis .
Mam obowiązek tym się obchodzić nie dlatego, iż mój ojciec rodzi się po matce z Lubeckich, ale dlatego, iż Księżna była łaskawa mnie o moim ojcu serdecznie i pięknie spominać, kiedy Jej, chwiejącej się na nogach, rękę podawałem rue Faubourg St Honoré 73 .
Tam zaszedłszy powiedziano mnie, że nic o niej nie wiedzą, ani o hrabinie Pusłowskiej, córce, która, gdyby tu była, raczyłaby mnie spomnieć. Życzę sobie przeto wiedzieć coś – i gdzie?
Tak daleki od możnych jestem, że nigdy potem nie wiem, jak moje porachować życzenia lub powinności.
Co byś wiedział, racz donieść, na właściwą ci staranność listową czasu i sił nie marnując, bo uwzajemnionym nie będziesz ode mnie.
Ja, jako gadam, kreślę, bo drugi już marzec krwią pluję! – a wyjechać ku Południowi czy potrafię?? – a pracy mam tyle, że od wschodu słońca do ostatniego promienia zdarza mi się, jak było dziś np., nie ruszać się od pracy.
Kto więc sam cośkolwiek robił, może mnie usprawiedliwić.
Pozdrowienia.
Norwid
Chaillot 49
890. DO JANA SZWAŃSKIEGO
[Paryż, kwiecień? 1876]
(Wiesz u kogo i o kim mowa.)
Byłem wczora w deputacji na mocy wniosku mego zawotowanej – zawotowane bowiem zostało, iż wyrazy: wsparcie, pomoc pieniężna, jałmużna – nie wejdą w działania nasze względem osobistości, która śród niedojrzałego, rozbitego i jałowego społeczeństwa sterała siły i pozostawa w ciągłym konaniu z żoną i dziećmi.
Przedstawiłem (przy świadku deputacji) choremu, który nas słuchał, że my przyszliśmy oddać hołd pracy i steraniu sił śród jałowej publiczności – że złotego medalu jeszcze ofiarować nie możemy, bo nasza instytucja jest na rozwinięciu, ale że tymczasem ofiarujemy pięćset franków (te kilkaset franków pożyczyliśmy co prędzej, dlatego że nie można było czekać na rezultaty naszych zajęć – czasem albowiem tym sposobem ofiaruje się za późno – albo trumnę! jak u Chińczyków jest zwyczaj).
Chory był bardzo pocieszony.
Roboty nasze wkrótce jawne zupełnie będą. Będzie Loteria: artyści francuscy znamienici i rosyjscy najznamienitsi, i wielu polskich przystąpili z dziełami swymi – wszystko jest z-organizowane – wkrótce wiadome będzie – będą piękne rzeczy do wygrania.
Tymczasem (prywatnie) donoszę Ci, co jest spełnionego. Gdyby się to było wcześniej zrobiło, chory byłby nie w śniegu paryskim przebywał zimę, ale byłby dawno wyjechał.
Wotowani członkowie-delegaci tego działania są: hrabia Cetner, Go-debski – prof. Akad [emii] Petersburskiej, Cyprian Norwid, Leon Szyndler.
- - A teraz, mój drogi! będę miał i mam, i miałem do biegania i zabiegania (boć wiesz, że takie rzeczy nie robi się bez starań), a doprawdy, że piechotą pielgrzymki te nie zawsze możliwe. Pojmujesz, że absolutne niepodobieństwo zwierzać się z tym detalem elektorom moim – jeśli możesz, pośpiesz mnie jakie dziesięć franków, bo oto widzisz, że, cudze robiąc, sam nic nie mam!
Wszystko, co Ci winienem, mam zapisane.
Norwid
DO JÓZEFA BOHDANA WAGNERA
[Paryż, 1876]
LAPIDARIA [Tekst: PWsz., t. II, nr 315.]
Wzbronione jest przeinaczać wiersze i wyrzutnie robić; proceder, który powoduje, iż nic tam nie można publikować.
Norwid
DO JÓZEFA BOGDANA WAGNERA
[Paryż, 1876]
Ukłony dla Pani S.
Lilię Wenedę mam na jej rozkazy.
893. DO MARII SADOWSKIEJ
[Paryż, czerwiec 1876]
Wiel [możn] a Maria Brzezina S.
Dzieło Twoje – Pani! – jest takiego literackiego ustroju, iż dopisować lub dokreślać cokolwiek na marginesach za mało-stosowne poczytuję i z niejakim wstrętem kreślenia obce spotykałem. Jedną kartkę pozwalam sobie wziąść, jako drogą i głęboko poważaną pamiątkę. Księgarski ten wstęp uzupełnię, skoro domieszczę, że i wizerunek Twój – o Pani! – wolałem ten, który jest upublicznionym, z powodu nie tylko estetycznego, ale iż za jedne więcej z tysiącznych poniżeń uczuwałbym, gdyby przynajmniej tak wiernie, jak to jest, nie było ogółowi świadome Twoje – Pani! – imię i uprzytomniona Jej osobistość.
Narody niewdzięczne dosyć wcześnie tym, którzy czują za głębie ich serc lub ich potrzeb, lub ich obowiązków, Ojczyzny bezprzytomne w ocenie i uznaniach, jeżeli przeklętymi nie są, przeklinają się same przez się. Nauczyć albowiem podobno iż tego tylko nie można, czego się jedynie sam nauczyć winien człowiek – a czyliż można nauczać osobę, którą się kocha, aby raczyła z łaski swojej nie zapomnieć powiedzieć Ci „dzień dobry!" – pierwej, nim skończą się dni Twoje i płowiejące zakwitną u krzyża niezapominki...
Dlatego, ile jest w oczach mych polskiego (przez matkę i ziemię*), pocieszam i to, patrząc na piękny Twój – Pani! – wizerunek, właśnie że dlatego, iż z kalendarza wyjęty. I po Twojej Oksany przeczytaniu byłoby mnie gorzko, gdybym śladów uczucia dla Ciebie – Pani! – u publiczności polskiej nie napotkał. A gorycze te dopełniających je kropli nie potrzebują – hańb wiele i poniżeń nie domyślanych przez ludzi wyzutych z historycznego i społecznego poczucia tysiąc na dzień we wieku tym widziałem i widzę.
* Matka z rodu lackiego, a ród ojca normandzko-litewski, więc ani słowiański nawet.
Zaś myślę, iż Twoje – Pani! – autorskie rzemiosło szczególnie wymaga publicznego uczucia i uwzględnienia. Jestem pewny, iż wiele niedoskonałości powieściopisarskich pochodzi spoza stołu, na którym autor pisze, skoro ma się lub nie ma wystarczającego we wyrobieniu czytelników zaufania, skoro uprzystępniać im elementarnie niektóre rzeczy należy lub z półcieniów stanowcze robić czarności. I żenić jednakowo i w tęż samą całość jaskrawą potrzebę szyldu ze starożytnego fresku odłamem. Dlatego przyjaźnić sobie powinien naród te autorstwa swoje, iż sam z nimi tworzy: dziś na powieściopisarski sposób, dawniej sprawą Rapsodów i ich religią-pieśni.
*
Samarytańska Twojej bohaterki postać osadza się na ostatecznej kontemplacji pierwszego przykazania i dostrzega je nie już w błyskawicach i trzęsieniu skały, lecz pod dnie ostatnie burzy serca – atoli żal mnie jest, iż wtórą tylko część przykazania odczytuje ta piękna postać.
Zakazuje ona Jerzemu, aby przed miłością Bożą nie miał innej – co, ile jest głębokie i patetyczne, i wielce śliczne w romansie tym, nie odejmuje wszelako w umyśle czytelnika (męskiego) starannej i głęboko uczutej pamięci o części pierwszej tegoż przykazania na Synai. Przykazania, mówię, które rewelacją będąc, uświadomiło naprzód, kto jest ów, przed którym innego miłować nie można?
„Słuchaj, Izraelu!... jam jest... którym cię wywiódł z ziemi egipskiej, z domu niewoli...
Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną." ******************
Czarująca niewolnica! ta Twoja – o! Pani – bohaterka jest arcydramatycznie włączona w pierworzędne warunki architektury tego dzieła.
Ona jedna jest też osobą religijną. Książę kommuniuje i kapłani ze sobą samym swój przywilej – Tyburcy liturgię – Jerzy jest mimoreligijnym umysłem lub czasem – Polipy, Bobry etc, etc, etc. ... wszyscy ponad Ojca Niebieskiego coś kochają, i śród takowych to uzasadnionych bałwochwalców ta Cyganka jedna, nie umiejąc kochać jak Bóg, ani po to kwapić się mogąc, kocha człowieka jak Boga... cóż za śliczna omyłka! –
Artyzm Twój – Pani – nie wiem, azali dotąd istotnie był ocenion w tym, co słabą bywa jego – lub, właściwiej mówiąc, lewą – stroną, i w tym, co jest zaiste że mistrzowskim szczególniejszych trudności pokonaniem! Tak na przykład: wy-heroicznienie indywidualności z najniefortunniejszego zagmatwania w prozę płaskości bliską, a prawdziwą – przeprowadzenie myśli i uczuć przez wielość gam: od języka starej Cyganki aż do deklaracji w języku francuskim wypełnionej (jako w języku dyplomatycznym) – nieukrzywdzenie pewnej patetyczności drugorzędnymi, a dziwnie wiernymi anegdotycznymi intermedy – są to śliczne wyżyny bogatego Twego – Pani! – talentu.
Proszę przyjąć głęboką moją wdzięczność za łaskawe Twe – Pani! – zaufanie i raczyć pamiętać sługę
Cyprian Kamil Norwid
1876 r.
894. DO WOJCIECHA GERSONA
[Paryż, pol 1876]
(...) jednym słowem: że tragiczniejszego poematu nie znam! – że tragiczniejszego nie ma. Żaden naród takiej tragedii, jak Poemat – nieskończonym nazwany – nie widział w piśmiennictwie swoim. Żaden.
A jak wykończony – jak zapełniony! – Nazwali nieskończonym – o! – a on jest tylko: nieskończenny, nieskończalny...
Sam zarys wystarcza, aby arcydzieło poczuć, że arcydziełem jest.
Bohatyr jest Młodzieniec ten sam, co w Nieboskiej już Mąż, i dlatego tak nazwan tam i tu. Młodzieniec błądzi samopas – hula po górach – przyjaciel czuwa nad nim, ale on nie jest energią dziką, bezwiedną siebie – on jest kontemplacją – i modli się.
Młodzieniec, kiedy w uniwersytecie był, poznał się był z onym przyjacielem swym Aligierem (Alighierim) i w jakiej chwili? – kiedy? – Oto skoro otoczyli go uliczniki szkolne i zamachiwali się policzek mu dać uniwersytecki – coś jak po pogrzebie wiekopomnej pamięci senatora Piotra Bielińskiego... Tak więc było to bierzmowanie geniuszu – tak musi być – tak z góry zepchnąć się zamachiwała rzesza Zbawiciela, ale przeszedł pomimo pięści tych, którzy czuli, iż On jest, co przyszedł miłość, pokój i powagę wznieść na śmiecisko-gwałtów. Ślicznie więc pomyślane, że odtąd poczyna się chwila przyjacielskiej jedności z Aligierem.
Czytając to w fotelu albo na sofie – o! jakże można zachwycać się wynalazkiem autora, który prawie na twarzy swej (do uniwersytetu jeszcze chodząc) znalazł był pierwsze głoski onej dramatycznej intrygi.
Jakoż tak zaczęty policzkiem dramat cóż okazuje dalej? – Miłość! Ta miłość jest dla kobiety formalnie czarującej, ale ona już i słówkiem nawet do tragedii nie należy – figurantka-poważna przechodzi raz przez scenę – ostatnia piękność w kraju bohatera... ale już jest żoną łotra.
Dalej – po policzku od swoich i po miłości takiej, jak brzmi powyżej, cóż zostaje? Ludzkość – dzieje – naród – bardzo pięknie!
I oto cały świat dziejów przechodzi bohater, aby dojść do onych spełnienia czasów, w których miłość rządzić ma, a które przeto ukoić są w stanie każde osobiste rozdarcie – ślicznie!
Tysiące przeto lat przechodzi bohater epokami i narody wszelakie, aż do dni, kiedy Dziejów-Parakleta i Pocieszyciela-widomy-sługa harmonią samą zebrane ma narody sądzić, Niedzielę wieków zagajając – hosanna! hosanna! hosanna!
Niestety wychodzi tu nagle personifikacja ciemnoty, głupstwa i gwałtu w czerwonych i białych kolorach, i woła jak w klubie: „Proszę o głos!" Robi się burda uliczna przed tronem Ducha Ś-o widomym – i ta odpowiada policzkowi, który jest na wstępie.
Tak więc – społeczeństwo daje w twarz, kobieta żoną łotra jest, a Epoka kończy się na burdzie!
Cóż zostaje? – Przyjaciel, ale i ten nie jest człowiekiem – jest to duch, symbol, anioł. Któreż społeczeństwo tragedię większą mi pokaże? A jaka prawdziwa!
Piekło także, które na wstępie pokazuje przyjaciel, aby młodzieńczą energię czymś u-współcześnić i wyciągnąć z hulania po górach za zwierzyną – Piekło same owe w pewnych zarysach wyższe od Danta!... Dant zabłądził do Piekła przez las i spotyka mary miłości obłąkanej na wstępie otchłani.
Gdzież to porównać do tej wieży, w której wojsko ( legios ) stoi na czatach i biło się już za wszystko na świecie: za wiarę, za Boga, przeciw wierze, przeciw Bogu – tak i siak – tam i tu – za to i za owo – i już nic nie wie, tylko lufy czyści – tylko raz, dwa, obraca żelazem i wściekle-heroiczno-strategiczno-zwariowane węszy nosem, aby krew gdzie pluskała się – a lufy czyści – a wąsy ma – a porządne jest – legios .
Albo ta scena kobiet w Piekle, którym każą być cicho –
Które modlą się i póki modlą... Aldony! – Widać też same, które wszyscy poeci nasi opiewali, to jest żadne – bałwanki! Każda kocha z daleka zza krat śpiewając i lampę paląc – żadna na dół nie zejdzie, kiedy mąż głowę o węgieł wieży oparł i boleje. Bo zbrzydła nieco i nie uczesana jest.
Ale na co to wszystko piszę Ci.
Będą czytać Poemat nieskończony z jakie piętnaście lat i tak, jak czytali Aldonę w Wallenrodzie, nie zobaczą nawet, co napisane było.
Tak i Tadeusza, z którego tyle widać tylko, iż rubaszni są i kapuśniak jedzą, i biją się, a kobiety Telimeny lub Zosieczki maleńkie. Ale tego oni nie wyczytają nigdy – możesz więc im, co chcesz, pisać.
Twój
Cyprian Norwid
Żaden z nich budowy i typów nie czyta nigdy – czy tej oto książki.
895. DO JANA SZWAŃSKLEGO
[Paryż, przed 6 września 1876]
Że o Szermentowskim pisałeś do mnie, przeto co następuje piszę: wczora w nocy tam byłem i jeszcze nie powróciłem do siebie, bo za daleka droga. Byłem tam (wedle zdania lekarzy) przy umierającym – uściskałem go w łożu – podobno zgaśnie, lubo en principe ja nigdy żadnemu nie wierząc lekarzowi, nie powtarzam słów ich.
Szermentowski był ku temu zrodzony, aby nie żenił się, ale siedział w Hyères, Pau, Nice, patrzył na palmy, grzał się na słońcu i malował. Jeżeli społeczeństwo polskie jest Matką, Siostrą, a nie jędzą piekielną, płaczącą nad umierającymi, gdy umierają, i odmawiającą im kruszyny życia i chleba, i uznania, nim umarli.
Jeżeli to są ludzie, a nie kamienni głupcy i trzebieńcy wodą święconą pomazani, to tak być powinno. Pan Szermentowski powinien jeszcze dziesiątek lat żyć, siedzieć na południu i malować dla chwały Ojczyzny. Pani powinna być żoną pułkownika kawalerii i matką sześciu synów, i być szczęśliwą.
Ale, aby Szermentowski tak był, trzeba było, aby nie za 80 franków sprzedawał płótna swoje, bo za 80 fr. nikt na czasie do Nicei nie wyjedzie, tym więcej mając piękną i czułą Polkę za żonę i synów dwóch. Alić, skromny będąc, nie zażądał dwóch tysięcy franków za płótno, jak powinien był.
Miałem dziś deputację, która ode mnie miała jechać do Hotelu Lambert, do X. Czart [oryskiego], do hr. Dział [yńskiego] i do W-o Zaleskiego –
deputację, abym uczestniczył w medalu dla amerykańskiego jubileuszu wyswobodzenia.
Odpowiedziałem: że nic nie przyjmuję i nic nie zrobię. Że się od wszystkiego cofam, bo w niczym społeczeństwo polskie mnie nie uczestniczy –
Że jeżeli chcą wybić medal dla p. Kronenberga albo innego możnego (którego cenią), to ja służę, albowiem uczucie ogółu będzie szczere, ale dla Kościuszki to tylko wtedy służyłbym, gdyby na medalu napisane było, iż, będąc kijem wybitym i wypchniętym za drzwi przez rodaka, popłynął do Ameryki, która od razu poznała się na nim.
Zapewne wiesz, iż jeden Rosjanin daje milion rubli na szkołę rysunku, a autokrata dziękuje mu za dowód istotnego patriotyzmu.
Salut!
C. Norwid
Czy w tej chwili nie zgasł Szermentowski??
896. DO MARII NORWIDÓWNY
[Paryż, 28 października 1876]
Kochana Maryniu!
Ciesząc się, że tak pięknie piszesz, pośpieszam Tobie podziękować, iż pamiętasz o Twoim starszym krewnym, który nie miał jeszcze sposobności na Twe dobre uczucia zasłużyć niczym innym, tylko że zawsze w modlitwach swoich Cię wspomina. Ludzie albowiem, kiedy czynem, pracą i życiem nie mogą czasowo dopełniać, co godziłoby się, powinni i mogą dopełniać tego myślą przed Bogiem i modlitwą – a potem następstwa i czas resztę czynią. Taka to była wiara Chrześcijan pierwszych i dziś taka jest u starannie i pełno-oświeconych.
Rączki Mamy Twojej, a mojej Łaskawej krewnej, ucałuj ode mnie i uściskaj Stryja Twego Ludwika. Nade wszystko Babuni Sobieskiej i p. Zofii So-bieskiej moje serdeczności zaleć. Tyle daję Tobie poleceń na raz jeden!
Fotograf najpierwszy w Paryżu, pokazując mi swoją pracownię i zbiory wizerunków, ofiarował mnie mój fotograf, ale pójść tam zwlekam się także i dla tej przyczyny, iż przecie mogliby już dawno właśni znać publicznie mój nos i moje czoło – na cóż czekać, aż obcy tęż popełnią grzeczność. Z tej przyczyny tą razą mojego Ci nie posyłam fotografu.
Twój C. N.
1876, 28 octobre
Mr Norwid (de)
membre des Sociétés Savantes et des Sociétés Artistiques Paris, rue de Chaďllot 49
897. DO JÓZEFA IGNACEGO KRASZEWSKIEGO
[Paryż] 28 octobre 1876
P. Norwid jest chory – adres jego jeszcze parę tygodni jest: Paris – rue de Chaillot 49 .
Uprzedza Wiel [możne] go Kraszewskiego, iż niezwłocznie przesyła doń spory list bez-opłatny, z dewizą grecką jak ta na niniejszym. Żałuje, iż dla nieustatkowania pierwszych warunków pressy polskiej przychodzi mu dużo pisać o małej rzeczy.
1. List zawiera pierwszą całą pieśń Odysei i trzy fragmenta wysokie
z innych pieśni. Rękopism wartości od dwóchset pięćdziesiąt do prze-
szło trzysta franków.
2. Kopii sobie zostawić nie ma czasu – przesyła więc unikat.
3. Żadnego przemysłowo-literackiego stosunku z liczną pressą polską nie
ma i prosi W-o Kraszewskiego, aby bez długiej odwłoki raczył ten manuskrypt sprzedać za dwieście franków – jest to arcymała cena – zaś – po
tłumaczeniach Dmochowskich i Siemieńskich, z których pierwsze jest z-kaligrafowane, a drugie z-gminnione, i żadne oryginału greckiego nie widziało... – nie będzie złem widzieć fragment autentycznie na oryginale spełniony.
Wieczór był dany ku temu, gdzie to czytane było przy kompetentnych (był tam i Bohdan Zaleski).
Smutno jest p. Norwidowi spomnieć, że J. I. Kraszewski w jednym feuilletonie utrzymuje, jakoby już nie było poetów starożytne znających literatury. Są, miły Panie! i tacy, którym nie tylko grecki i rzymski, ale hebrajski, semickie i algo-chińskie obcymi nie są.
Miło jest p. Norwidowi wiedzieć, że J. I. Kraszewski w rzeczy o Dancie spomina tłumaczenie jednej pieśni przez Norwida. On ją tłumaczył w więzieniu i przez okno więzienne dał ś.p. hrabiemu Włodzimierzowi Łubieńskiemu, a przeto nie wiedział nawet, gdzie rękopism.
P. Norwid przeprasza bardzo, że zaprząta W-o Kraszewskiego swym interesem – to jest, że Go prosi o rychłe sprzedanie rękopismu za arcymierną cenę. Ale idzie o RYCHŁOŚĆ, bo cierpiący jest – życie jego dowodem, iż podobnych spraw dla innych wiele i częstotliwie umiał dokonywać.
Sługa N.
rue de Chaillot 49
898. DO JÓZEFA IGNACEGO KRASZEWSKIEGO
[Paryż, listopad 1876]
Wstęp.
Cała pierwsza pieśń
Trzy ustępy z pieśni innych – to jest:
pranie bielizny;
wywoływanie duchów;
poznanie Ulissa przez starą mamkę.
Praca ta, robiona dla nauki na oryginale, oceniona być może na 300 lub 400 franków.
P. Norwid jest chory – potrzebuje śpiesznie około dwustu franków – za tyle, NIE WIĘCEJ, sprzedaje. Kopii nie ma – oryginał UNIKAT posyła.
P. J. I. Kraszewski, o ile można, był uprzedzony o tej przesyłce – nie zaszkodzi literaturze polskiej mieć parę fragmentów autentycznych tłumaczeń.
Adres p. Norwida jeszcze parę tygodni jest rue de Chaillot 49, Paris .
899. DO WOJCIECHA GERSONA
[Paryż, przed 9 listopada 1876]
Drogi Panie Wojciechu! W tych dniach przesyłam na ręce Twe rękopism streszczający historię-karykatury według źródeł, jakie dotąd są, od egipskich do spółczesnych.
Przeszlę trzecią część lub połowę, boć zapewne domyśleć się tego raczycie, że nie można zaprzęgać się do prac, których celu i użytku nie wiemy. Czy ten przedmiot znany jest wam? Czy odkrytą niedawno karykaturę Chrystusa-Pana znacie? Choćby tę jedną tylko – toć i to obchodzi świat. Ci tylko coś robią, co stąpają tam, gdzie pierw nie wypielono im palcami ścieżek. Rękopism będzie Ci przesłany bez--opłatnie.
Przerywam pisanie, bo dziś chory jestem, a wysłać chcę – Daruj tylko, że Ci powiem w sekrecie, iż czasowo jestem w fatalnym braku finansowym. Wolałbym do jakiego bankiera pisać o pożyczkę niż filozofię i poezję!!
Ŕ propos: dla powodów usłusznionych moją biografią nic bez-płatnie nie piszę.
Racz się z jakim artystycznym dziennikiem ułożyć, jeśli są na wysokości rzeczy i interesu. Cierpiąc dziś bardzo, ściskam rękę Twoją.
Cyprian Norwid
Ale śpieszcie się.
900. DO WOJCIECHA GERSONA
[Paryż, 9 listopada 1876]
Adres mój może się niebawem odmienić – jest jeszcze rue de Chaillot 49 . Żyjemy w wieku dziewiętnastym-telegramatycznym; pośpiech nie od nas zależy – metodą z-użytecznienia godzin miarkujemy na wiedzy możliwości społecznych. Ktokolwiek czy to prasy, czy jakiego twórstwa dotknął, znać to powinien.
Czy rękopism odebrany? Nie wiem – umiałbym takimi arkuszami przesłać całe dzieło, które bez mej znajomości rzeczy i krytyki, i bez dopełnień moich, tłumaczone rzeczowo, dojdzie was kiedyś jako tłumaczenie, ale nie jako uwłaszczenie!!
Tak was mniej więcej wszystko dochodzi i wyrabia z umysłów kopie. Dając tylko powierzchowny wyzysk, a nie zysk, dwie rzeczy wcale różne.
Czy mam Ci tłumaczyć, dlaczego pracujący człowiek musi śpiesznie wiedzieć, jak godziny swoje obrócić i ułożyć?
Mnie przysyłają edytorowie 3 lub 10 punktów co do czasu, przesyłki, rzeczy; ja je podpisuję i dopełniam i oni dopełniają i to zowie się życiem. Posłałem był pod Twoim adresem o karykaturze: wstęp – punkt wyjścia krytyki – i o egipskich pierwszy rozdział. Są tam rzeczy na więcej niż na wysokości obecnej teorii i wiedzy.
Ściskam serdecznie.
Cyprian N.
9 novembr[is] 1876, Paryż
DO JÓZEFA IGNACEGO KRASZEWSKIEGO
[Paryż] 38175 9-10 novembre [18] 76
Odebrawszy 132 fr., stosownie do pozwolenia czekam na resztę i PROSZĘ Pana Dobrodzieja, ażebyś był łaskaw zawezwać mię, gdybym w czymkolwiek mógł być Mu usłużnym.
Ja przestałem być czynnym członkiem Towarzystwa Uczonych, ale honorowym pozostaję, a przeto bywam do wczesnych źródeł zbliżonym. Zaś trzeba wiedzieć, że nieśpiesznie się wulgaryzują treści, jeśli np. ja osiem lat pierwej wiedziałem, iż znaleziono jedne pokolenie Żydów w Chinach, niż to stało się upowszechnionym.
Ze świata północnego ałtajskiego – Azji etc, etc. mnóstwo jest rzeczy, które dla powszechności zalegają.
Co Pan Dobrodziej życzysz – racz dać wiedzieć w paru słowach.
Z głębokim poważaniem.
C. Norwid
49 rue de Chaillot Jeszcze nieco czasu.
DO JÓZEFA IGNACEGO KRASZEWSKIEGO
[Paryż, listopad 1876]
PIAST I JEGO REWOLUCJA
[Tekst: PWsz., t. VI.]
Czekam na łaskawą obietnicę – jestem w braku zdrowia i wszystkiego – piszę, co myślę, że użyteczne – i kiedy mogę.
Z poważaniem i serdecznością.
N.
DO BRONISŁAWA ZALESKIEGO
[Paryż] Chaillot 49 [listopad 1876] Racz, proszę Cię, napisać mi, czy nie wiesz co o J. I. Kraszewskim, i zachować w ZUPEŁNYM SEKRECIE, że – sprzedał część moich rękopismów, przysłał część pieniędzy, kazał czekać na resztę- - - -
Ja czekam (trzy razy do niego pisawszy, więcej nie napiszę), ale ja czekam z wymówionym mieszkaniem i na wyjezdnem – na wyjezdnem, sprzedawszy i inne rękopisma (bo wszystkie sprzedane są i będą); ale mnie płacą po wydrukowaniu, więc jestem jak wódz oblężony, któremu jeśli na czas wszystkie siły nie z-koncentrują się – to zginie.
Zginie! no to zginie – voilà tout .
*
Gdyby te (głupie) społeczeństwo wiedziało, co się robi!! – a mianowicie, co mógłbym i byłbym, i powinien bym był zrobić!!? Ale NIE MA z KIM GADAĆ – Przedwieczny czyni wszystko dla tego biednego narodu, ale ludzie są żadni...
Plus on lutte et plus on se détache de la situation passive, moins on se trouve compris et moins on est intéressant.
Przypomina mi się słowo Matki Mieczyslawskiej, która mię kochała i mówiła mi: „Zobaczysz, jak Polskę za bajoka sprzedadzą."
C. Norwid
Po bezsennych, na pracy strawionych nocach, inaczej pisać nie mogę.
Vale.
N.
1876
Jak wszystko jest złe, to się wszystko wywraca, bo jest złe, i stawia się nowe – albo się ginie. Męstwo – Ducha Ś [więteg] o pieczęcią jest.
N.
904. DO BRONISŁAWA ZALESKIEGO
[Paryż, jesień] 38181 1876
Kochany Bronisławie!
Nie taję Ci jednej rzeczy, której wstydzić się powinien bym, bo żeńska jest, ale która jeszcze jest silniejszą ode mnie – to jest: że od śmierci Starego Księcia (który końcem końców był poważnym obywatelem) i od śmierci generała Zamoyskiego (który był patriotą) prawie że nigdy bez wielkiego bólu serca nie przestępowałem progów domu, gdzie mieszkasz.
Emigracja obdarła mię ze wszystkiego: z młodości, z sił, z przyjaciół--osobistych, z ceny, prawie z nazwiska i godności nazwy dziadów moich. Gdyby dla czegoś? – nie dziwiłbym się i poważałbym – ale dla niczego – bo NIC nie zrobili – nic a nic! – oprócz kilku fortun żydowsko-przedpokojowych i powodzeń osobistych, których zazdrościć im nie raczę i zdolny nie jestem.
Nikczemni!
Otóż wyznaję Ci, że gdyby siostra moja konała, jeszcze ze wstrętem przyszłoby mnie przechodzić progi domu tego.
Atoli, ponieważ zacni i uczeni Francuzi i Cudzoziemcy, którym (dla po-miernych służb i prób) podobało się mnie cenić i poważać, utwierdzili teraz nasze Towarzystwo Filologiczne w tym przeklętym domu – zaniechałem bywać na posiedzeniach. Lecz nie będąc niewiastą, winienem to zwyciężyć, donieś mnie przeto, czyli w Bibliotece, czy gdzie? zgromadza się moje Towarzystwo, abym nareszcie tam był i aby i tego jeszcze nie wydarto mnie, jak wydarto wszystko przez tyle lat. Młodość, pracę i życie.
Byłoby mnie arcyłatwo ruszyć ostatnim palcem i mieć pod tym względem objaśnienie od Sekretarza naszego, z poważaniem i na godzinę naznaczoną, ale, aby nie uronić nic z osobistych względem ojczystego społeczeństwa boleści, nie piszę do niego, jeno do Ciebie.
Muszę-ć raz tam być na posiedzeniu, nim tę Emigrację i ten przeklęty jej świat pożegnam na zawsze!
C. Norwid
905. DO BRONISŁAWA ZALESKIEGO
[Paryż, grudzień 1876?]
Z boleścią wiem o Twoich smutkach i zachodach – sam noc przy skonania
łożu przepędziŁEM lub przepędzAM, tym łatwiej pojmować mogąc cudze, jeśli są cudze tej miary nieszczęścia.
Trudów też nieco około codziennego chleba i rękawiczek. Dlatego wszystko w zupełności kończę, a co personalne, oddzielam, ażebym miał chwilę spocznienia.
Byłbym był, zamiast pisać, ale „na święta" (jak nazywają) jestem w obowiązku ścisłym oszczędzenia wydatku na omnibus.
Do widzenia kiedy indziej.
Norwid
906. DO ANTONIEGO ZALESKIEGO
[Paryż] 38186 1877, styczeń [ok. 9 ]
Kochany Panie Antoni!
Jestem na wyjezdnem z Paryża do Florencji i może Rzymu – przez oszczędność należało wysłać paki par petite vitesse – niewielka to płaca – ale ponieważ zasłabłem nieco i jeszcze nie mogę od razu ruszyć się, więc mogłyby parę dni na garze leżeć – uwiadamiam Cię przeto o tym, i chociaż sam będę, jednakowoż to przez ostrożność piszę.
Jedna paka zawiera moją bibliotekę, a druga nie pokończone płótna. Koszt jest trzydzieści parę franków, które Ci oddam, ale idzie mi o to, że żadnego nie mając zapewnienia, umyślnie wysłałem bez opłaty. Gdybym zaś asekurował, kosztowałoby to za wiele.
Zdrowie moje, zmęczone i zepsute jeszcze od szturmu miasta i głodu, nakazuje mnie na nieco czasu do naszej starej mamki Italii cofnąć się.
Cyprian Norwid
Paryż, rue de Chaillot 49
907. DO ANTONIEGO ZALESKIEGO I TEOFILA LENARTOWICZA
[Paryż] 38188 14 stycznia 1877]
Dziś jest szaruga, błoto i niedziela – myśliłem, że nawet tego, co na mieście mam w kieszeni, posłać nie mógłbym, wszelako, zaalarmowany listem Waszym, posyłam mandat na 20 fr. – jeśli nie wyjadę za parę dni, poszlę drugi – jeśli chcesz, trzeci.
Dziękuję Wam za pamięć i ściskam Was serdecznie.
Mój adres: rue de Chaillot 49 .
Adres drugi, osoby mojej: rue de 1'Etoile 5 .
C. Norwid
1877
Wszelako ręczyć nie mogę, czy żyć będę jutro lub dziś wieczór.
*
A, B, C, D etc.
Kredytem się zowie wiara w czasu, sił żywotnych i woli Bożej prawa.
Pieniądz jest czasem, kredytem i działalnością ludzką.
Ludzie czynni są ci, co nie zależą od miejscowości, ale miejscowość od nich.
*
Paki zawierają wartość tysiąca franków. Łaskawy Pan masz 20 – będziesz miał drugie tyle – a przewóz 35.
Uściśnienia serdeczne Wam obu.
N.
908. DO ANTONIEGO ZALESKIEGO I TEOFILA LENARTOWICZA
[Paryż, st. poczt. 14 stycznia 1877]
Kochany Antoni i Teofilu!!
Dziś niedziela – nie mogę dziś przesłać pieniędzy, przeszłe je jutro –
W największym wydarzeniu będziesz narażony na fatygę kilkudziesięciu kroków i na kwadrans czasu.
Tudzież, że w kącie jakim waliza postawiona zaczeka! – ofiarujesz mi więc łokieć kwadratowy miejsca w sieni i kwadrans czasu.
Dziękuję Ci za pamięć i za uwagi – zapewne, iż w podróżach (których musiałeś więcej ode mnie dopiąć) jest to ryzyko, że i Ty, i ja, i Lenartowicz możemy umrzeć.
Ha!... zapewne – mogę nawet nie dokończyć pisać listu tego – ale tacy Religijni jesteście obydwa, to powinniście te ryzyko wybaczyć.
Proszę mieć w sekrecie i nie rozgadywać tak małych rzeczy.
Ściskam Was najserdeczniej.
C. Norwid
Nic ponętniejszego jak to, że za 30 fr. miesięcznie żyć tam można. Tu ja muszę najmniej 900 na rok wydawać i niszczyć się.
Zresztą!
- - gdyby do mnie o rady zawołano, byłoby stosowniej.
909. DO BRONISŁAWA ZALESKIEGO
[Paryż, 18 stycznia 1877]
Mój Szanowny –
Każdy wyjazd składa się z zapłacenia długów na miejscu, co zrobiłem – z życia osoby podróżującej, co robię – z przesłania pak, co zrobiłem – i z przeniesienia własnej istności w warunkach rozsądnych.
Więcej nie mam czasu pisać dziś – POŚPIECH zalecony mi jest – mnóstwo rzeczy do dopełnienia.
Książę najstaranniej i najżyczliwiej zaleca mi ustnie, ażebym z Tobą wypracował plan pożyczki dla mnie – z mej strony posyłam Ci brulion –
Mniej jak pięćset franków NIE WARTO TYKAĆ, bo to do niczego nie doprowadzi, a tysiąca mi nie pożyczą choćby dlatego, że ja więcej NAD OSIEMSET nie mógłbym spłacić rocznie.
Pełnię poniekąd wolę Księcia, pisząc Ci te ścisłe dane.
Twój C. Norwid
Plan mój pierwszy jest:
C. N. wypłaci osobie wskazanej w Rzymie franków 50 pierwszego trymestru od dnia pożyczki.
Drugiego trymestru, to jest w sześć miesięcy, wypłaci fr. 150.
Trzeciego, to jest w dziewięć miesięcy, 150.
I czwartego tyleż.
Plan mój drugi:
C. N. za zaręczeniem Księcia znajdzie osobę, która mu pożyczkę ofiaruje, ale przepisywać w tym razie formy i warunków naprzód zgadnąć nie może.
*
Oba te plany nie przedstawuję Ci jako ściśle narzucone, tylko proszę, abyś ze Swej strony zrobił wnioski i poprawki, które za słuszne poczytasz.
910. DO WŁADYSŁAWA CZARTORYSKIEGO
[Paryż, ok. 19 stycznia 1877]
Mości Książę!
Może być, że Książę Jegomość raczyliście uważać, iż skoro Książę mi radziłeś, abym z przyjacielem moim i przyjacielem Waszej Książęcej Mości „czarno na białym" wygotował plan, było mnie to wstrętne – pochodziło to z przyczyny, iż ten przyjaciel Waszej Książęcej Mości i mój jest człowiekiem chorym, nadużytym, cierpiącym, i którego zniszczenie jest na służbach narodu tak, jak może ja będę niebawem.
Wszelako wedle woli Księcia podałem mu „czarno na białym" plan pożyczki dla mnie – 500 fr. wypłacalnych ratami trymestrialnymi, tak jak ja płatny jestem. Odbieram od tegoż dziś wiadomość, iż Książę Jegomość nie raczyliście wcale o tym myśleć, ale że Książę będzie łaskaw użyczyć mi jałmużnę.
Zaiste – w takim razie zbytecznym było konferować na piśmie z Wiel [możny] m Zaleskim.
Pośpieszam prosić Waszej Książęcej Mości, aby raczyła łaskawie pomnić, iż ja jestem może prawie jedynym z przedstawionych Księciu przez Ojca Jego, który przez kilkadziesiąt lat niedoli razem spędzonej wielokrotnie może o coś prosił książąt dla innych, ale nigdy dla siebie.
To pisarz polski przyszedł prosić księcia Czartoryskiego o nieco kredytu, ale nie JA [o jałmużnę].
Zostaję z głębokim poważaniem Waszej Książęcej Mości uniżonym sługą.
Cyprian Kamil Norwid
Maltański Kawaler
1877
911. DO BRONISŁAWA ZALESKIEGO
[Paryż, wnet po 19 stycznia 1877]
Nie wiem nic o Twym zdrowiu: myślę, że siły religii dozwolą Ci znieść wielką klęskę.
Sam, z mniejszymi religijnymi zasobami, zniosłem ich sporo, i WIDZIAŁEŚ nawet na cmentarzach, jak je znosiłem?!
Odbieram list od Księcia treści zaprzecznej i wymawiającej się – jestem radykalnie zrujnowany. Bo, z wysileniami krok ważny zrobiwszy, naturalnie że wszystko pęka. –
Trzeba będzie cofnąć paki wysłane do Włoch – dwa razy zapłaciwszy – i samemu czekać pierwszego mrozu, aby mię odesłał do szpitala. Jedyny wyraz zrozumialny! - - walka, życie i postęp zrozumiałymi nie są – szpital tylko! – zresztą i to jest także jakiś tam rodzaj Chrystianizmu...
*
Widząc to, na wszelki wypadek piszę do paryskich uczonych, aby przez swe stosunki wyjednali mi miejsce d’un garçon de bureau au Ministère de l’Instruction ou de celui des Beaux-Arts – i są tak łaskawi, że to zrobią, a wtedy polską literaturę, sztukę i wszystko rzucę, bo wyraźnie, że nie warto – chciałem się ratować, ale nie warto – nie ma dla kogo –
Cyprian Norwid
1877
Historia dziś jest tak drobiazgowa, że i to oceni, i powie wartość tego, co robiłem.
DO BRONISŁAWA ZALESKIEGO
[Paryż, styczeń 1877?]
Jutro o wpół do 11 będę na modlitwie osobno – bo unikam polskiej całości, dlatego że od czasu walki mojej tyle spotkałem niezrozumienia, iż unikać muszę –
Ból Twój jednakże samotnie podzielę.
C.N.
913. DO MICHAŁA KLECZKOWSKIEGO
[Paryż, ok. 20 stycznia 1877]
Les seules choses compréhensibles sont: faire tout le monde mendiants et les interner dans les hôpitaux – comprendre et assister les agonisants et s'éloigner de tout ce qui lutte et de ce qui avance.
C.N.
Le lendemain Prince s'était refusé de tout, après m’avoir donné tous les assentiments –
Je suis absolument ruiné – car n'ayant pas de capitaux je ne puis me fier sur aucune obligation.
Chaque jour m'enterre plus profondément – je voulais du bien – mais on voit qu'il n'y a qu'à ętre mendiant et mourir à l'hôpital.
C.N.
DO BRONISŁAWA ZALESKIEGO
[Paryż] Piątek [26 stycznia 1877?]
Kochany Bronisławie –
Wszystko, co w domu było, sprzedane za dług – ratować, oprócz gratów wartości nie mających i papierów, nie było środka.
Dlatego byłem niewidzialny – teraz zbieram pozostałości od paru dni, aby z godnością wyjść. Nie idzie za tym, abyś absolutnie podzielał klęskę moją.
Jest pensyjka moja szczupła, miesięczna, ale na którą ostatecznego aresztu prawo nie pozwala położyć, „invendable et insaisissable" –
Za parę dni, pierwszego lutego – odbieram te grosze – wskaż, o której godzinie tegoż zaraz dnia od południa szukać cię mam? – odpowiedz – czekam – masz czas.
Coś obydwa na tym stracimy, ależ podobne Twemu pardessus znajdzie się.
Tymczasem będziesz miał jeszcze zbyt zimna.
Wszelki inny komentarz do tej sprawy byłby zarazem zbyteczny, nie wystarczający i nie-męski!
C.N.
Myślę, że inaczej tę rzecz przyjąć byłoby niewieścim sensem –
915. DO MICHAŁA KLECZKOWSKIEGO
[Paryż] Ce mercredi [31 stycznia 1877]
Le comte de Charencey est prévenu et remercié.
L'expéditeur de mes colis pour Florence est prié de les faire retourner en France – après-demain, jeudi, il me faudra lui donner l'adresse exacte – pour le moment il suffit celui de „France".
Mon actuel logement (celui de mes petits colis presque portatifs), rue de l'Étoile 5, est payé jusqu'au 6 – il y aura naturellement une petite note à payer de la valeur de quelques francs.
Mais demain, jeudi, il faut savoir exactement l'adresse et penser à faire transporter les petits effets qui s'y trouvent.
Si j'étais obligé à rester encore quelques jours après le 6 février soir – je resterais chez un grand artiste, Mr. Szyndler, 42 Fontaine St. Georges, oů à vrai dire je reste puisque j'y trouve et le comfort et je ne perds pas mon temps. Et j'y passe mes heures du jour et de nuit.
Tout cela ne se fait pas sans certains frais (peu grands), mais dans le courant de quelques jours je dois ne pas me trouver sans argent, comme je me le trouve remplissant toutes ces obligations.
Demain, jeudi, à midi je me trouverai à vos ordres.
Respects et affectueusement.
C. N.
916. DO MICHAŁA KLECZKOWSKIEGO
[Paryż, 1 lub 2 lutego 1877]
Madame Mikułowska
M [adam] e la Supérieure
M [adam] e la Baronne de Mikułowska, car je ne sais jamais comment écrire les noms terminés en ski (les Mikułowski sont une célébrité du temps du premier Empire) - -
Eh bien – Madame vous attendra samedi, à quelle heure? je ne le sais pas, n'étant chargé de cela.
Moi – je tâcherai de me présenter chez vous à MIDI – dimanche ou tout au plus tard lundi, étant préoccupé des ordres et des contre-ordres de mes colis et des frais de cette mésaventure - - aussi bien de la rupture de mes honorables relations scientifiques, artistiques et sociales – puisqu'il faut arranger tout avant de m'enfermer à Ivry, de manière qu'à peine ai-je le temps de mettre le timbre-postal sur ma lettre.
Tout ceci ne porte pas atteinte à mes sentiments et respects.
N.
917. DO LUDWIKA NABIELAKA
[Paryż, początek lutego 1877]
Nie mogłem w ten moment odpowiedzieć, jak należało – ale mam trzy adresy – późno więc listy mnie dochodzą. Następnie: właśnie kiedy Twój ( chargée ) odebrałem, musiałem być w deputacji z hr. Cet [nerem], Szyndl [erem] etc., aby nasze rachunki u WDOWY dopełnić z tych lichych kilku tysięcy franków, które mieliśmy zaszczyt ofiarować (my, nie książęta!).
C. N.
Nie będę mieszkał w Paryżu, i wszystkie moje stosunki literackie, artystyczne i socjalne zrywam zupełnie.
Miałem dziwny sen, kiedy do Rzymu chciałem po raz piąty jechać.
Śniło mi się, że miałem mówić z Papieżem – przygotowania do tego widziałem. Wyszedł Ojciec Święty – spojrzałem nań – nie śmiałem mu powiedzieć, że on nie jest Piusem IX-tym, ale widziałem człowieka, którego profil potrafiłbym narysować.
Coś germańskiego i francuskiego w obliczu, lat około pięćdziesiąt ośm – mógłbym narysować, jak wygląda.
Przedwieczny jest tak łaskaw, że wysłał na moje spotkanie Italię – bo taki czas piękny, ale ja powinien bym był być dziś w Rzymie – nie moja wina.
C. N.
Zapłacę za to sto kilkadziesiąt franków ceny mych pak wysłanych i wróconych z Włoch.
[Rysunek głowy Papieża – w profilu.]
918. DO JÓZEFA IGNACEGO KRASZEWSKIEGO
[Paryż, 8 lutego 1877]
Wielmożny Panie
Jakkolwiek od 8-o oktobra 1876 do 8-o lutego 1877 czas stanowi, iż mała--kwota umarza-wartość-swoją (bo-ć to pół roku blisko), wszelako, adres mój nowy znając, pośpieszam Mu go załączyć:
Mr. Norwid
à Ivry – près Paris(France)
rue du Chevaleret N. 119 chez les Dames Religieuses
Łączę poważanie i serdeczność.
Sługa
N.
DO ANTONIEGO ZAŁUSKIEGO
Ivry (Paris) [9 lutego 1877] rue de Chevaleret 119
Ja nie miałem zostać we Florencji, ale przystanek zrobić, jadąc ku Rzymowi, gdzie być powinienem po raz piąty, i gdzie rad bym jeszcze z-destytuowanego dziś Monarchę widzieć, który w pokorze swej raczył pisać do mnie. Okazało się to jednak na teraz, przez niechęć ludzi*, niepodobnym.
* Nie o Tobie mowa.
Kazałem cofnąć paki moje, bo zostawam we Francji – sporo zapłacę za to, że książki i płótna moje przywiezą mi nieco powietrza Italii.
Wszystko to nic do Ciebie i do Was nie należy –
Ekspedytor mój, W [ielmoż] ny Zébaume, posłał już depeszę i paki powracają.
Ja – nie mieszkam w Paryżu, ale o parę godzin za Paryżem, w Ivry, skąd mam co kwadrans parowy okręcik na Sekwanie do Paryża idący.
Mieszkam przy Zakonie, jak maltańscy dziadowie moi.
Gare d'Ivry (près Paris),
rue de Chevaleret N. 119.
Gdybyś miał jakie polecenie, jestem na Twe rozkazy.
Spomniałeś mi był o towarzystwie we Florencji. Twoje i Lenartowicza toć dosyć – a przy tym w każdym znacznym mieście są gałęzie lub pnie tych europejskich Towarzystw-Uczonych lub Artystycznych, do których ja należę. Lenartowicza fragment widzę w tym „Ruchu", który się o jakiś mój szpargał (w Goszczyńskiego papierach znaleziony) odnosi do mnie. Cała pressa, zwłaszcza galicyjska, jest podobną do porcelanowych, niezbyt głębokich talerzy, na których źle namalowane krajobrazy idealizują się i wydają się pięknie o tyle, o ile grubą jest warstwa wody na nie nalanej.
Wspomnienie ś.p. Ojca Twego zawsze mi drogie – nie mieszkam w Paryżu, dlatego że tam „nie ma trawki i nie cicho".
Vale!
Cyprian Norwid
9 fevr [ier] 1877
920. DO BRONISŁAWA ZALESKIEGO
[Paryż] rue du Chevaleret 119 [wnet po 9 lutego 1877]
Mój drogi!
Ja nie mieszkam na rue de Chaillot 49 , ale rue du Chevaleret 119 – już sporo dni.
Walczyłem do ostatka i nadużyłem środków, planów, sił, nerwów, czasu, finansów – musiałem kapitulować – zdrowie, środki, wszystko nakazało.
Jak po deszczu nawałnym w Rzymie, dla nierówności dachów i różności architektury, uważałem był, że najmniej pół godziny jeszcze deszcz nawalny ścieka, tak i mnie po tym wszystkim jeszcze na łeb lecą resztki niekonsekwencyj.
Pod jedną z tych dziś, jutro, teraz zostawam – paki moje wracają, mam do płacenia.
Mam na to w papierkach takich, jak tu załączony niespracowanego Kraszewskiego – mam takich papierków na 8 (osiem) razy tyle, ile mi trzeba. Ale naucz mię, jak postępować? – jak? przesłać autograf?? Czy koniecznie trzeba, nawet zredukowawszy całą swą działalność i życie do kąta w szpitalu, jeszcze być bogatym-żebrakiem?
Boć tylko niesumienna nieakuratność tych panów każe siebie i innych nadużywać.
Od dnia, w którym ten autograf nakreślony, do dziś dziesięć razy tyle wydałem i jeszcze jestem w resztce kłopotów.
Jak ci ludzie pojmują życie? Doprawdy że gniew Boży nad takim działaniem.
C. N.
Zapewne Cię doszło, że zdaliśmy rachunki z Loterii i że uczyniła 5000 bez kilku franków.
Głowę mam złamaną.
Trzeba być dzieckiem, aby myśleć, że ruch rewolucyjny w Petersburgu jest komuną – tam komuna nie ma nic do wywalczania – jest ateistyczny, ale nie komuna.
PRYWATNIE.
921. DO BRONISŁAWA ZALESKIEGO
[Paryż, luty 1877]
Wielkie złamanie głowy i czasu przyśpiech nie pozwalają mi nic mniej więcej rozsądnego i sprawiedliwego obmyśleć.
N.
Książki są warte sporo – może Generałowa zechce dla syna.
rue du Chevaleret 119.
922. DO NADZORU OPIEKUŃCZEGO BIBLIOTEKI POLSKIEJ
[Paryż, luty 1877]
J. O. Książę J [egomo] ść Wł. Czartoryski – J.W. B. Zaleski – i Nadzór Opiekuńczy Biblioteki Polskiej etc., etc., etc.
J. W. P. P.!
Lada dzień winienem się spodziewać nadejścia do Paryża mojej podróżnej biblioteki, którą do Rzymu posłałem, gdzie dojechać sam nie mogłem.
Księgozbiór ten gdy przyjdzie, podobno iż nie będę miał czym opłacić podróży onegoż.
Jak jest cenny, lubo nieliczny, to łatwo okazać tym szczegółem, który ze wstrętem tu nadmieniam (bo wstrętne jest mówić o darach, jakie się miało szczęście zrobić).
Otóż – w bibliotece Szkoły Polskiej, która jest w Kórniku, i zapewne przez J. O. Ks. Wł. Czartoryskiego będzie do Krakowa przeniesioną, znajduje się ofiarowany przeze mnie inkunabuł z mego zbioru – jest to jeden tom (Kochanowskiego), za który płacono w Poznaniu 300 franków.
Było mnie to łatwo i przyjemnie ofiarować na wieczne czasy Szkole Polskiej, tym więcej iż po arcyrzadki raz w życiu odebrałem za to od Nadzoru Szkoły (W-o Galęzowskiego) rodzaj podziękowania.
Dosadnie przeto zapłacony, ze smutkiem mówię o tym, a mówię dla okazania, co może wart być księgozbiór, z którego to wyszło?...
Ponieważ zaś (do domu przytułku schroniony) widzę, iż być może, że nie będę miał czym zapłacić powrotu mych książek, praktycznie przeto obmyśliłem, aby Biblioteka Polska (którą interesuje się Jego Książęca Mość) uczynić raczyła rodzaj łaskawego poświęcenia i PRZYJĘŁA w ZASTAW książki moje z Włoch na powrót do Paryża idące, a zapłaciła za mnie porto.
To porto nie wyniesie więcej nad zbliżającą się do stu franków sumę (bo we Florencji na garze nieco czasu paka leżała).
Z mej strony zaś, gdybym od siebie sumy tej nie oddał, oddałbym do Biblioteki księgozbiór mój i takowym sposobem nie byłbym skompromitowanym w wysyłce mojej, a pożyczka miałaby na czym uzasadnić się.
Rzecz tę śpiesznemu rozejrzeniu Nadzoru Biblioteki przedstawując – proszę o zachowanie mnie w łaskawej pamięci.
Sługa
Cyprian Norwid
1877
+ To nie byłoby bez précédents – boć i wiekopomnej pamięci Lelewela, gdy do szpitala poszedł, książki przeszły w Bibliotekę –
++ Zaś tomów jest sto.
923. DO ANTONIEGO ZALESKIEGO
[Paryż, st. poczt. 22 lutego 1877]
Telegramatycznie.
Dziś jeszcze nie piszę – na nowym mieszkaniu i pod nawałem pracy – wybacz –
Podobno, że to Ś. Karol Boromeusz, spółcześnie żywotowi jego rysowany – racz go przyjąć – to bagatela, i tylko Twemu ZNAWSTWU miłą być może –
Tu czas przeciwstylowy – realizm –
Ale ja mam ważną rzecz, którą Ci przeszlę – rysunek znaleziony w Amboise (gdzie Leonardo umarł) – utrzymują, że Leonarda –
Przed wojną księżna Matylda Bonaparte miała go kupić do albumu – mam Jej liścik, pisany do mnie – po wojnie, par principe , nic nie kupuje z rzeczy sztuki –
Ja sam raz wierzę, że to Leonardo, drugi raz nie wiem, co rzec – przeszlę Ci go listowo w kopercie.
C. N.
Rysunek znamienity – przedstawia vignettę do Wirgiliusza – Leonardo sam jest w osobie ojca Dydony, z książką w ręku – rysunek PERŁA! – ja sam myślę, że Leonardo, a troszkę znam się także!
924. DO JÓZEFA REITZENHEIMA
[Paryż, 1877]
Dzienniki polskie głoszą upadek Poezji, cytują, że Adam, Juliusz i Zygmunt musieli swym nakładem wszystko wydać i spłacać, aby trwało (...) jeszcze (...) nie mogę (...).
Żyję – milczę – pamiętam – Vale –
925. DO BRONISŁAWA ZALESKIEGO
[Paryż] 14 sept [embra] 1877
Jedną rzecz mam sobie do wyrzucenia, iż nie odpisałem – ale i to było niemożliwe!
Co do samego rendez-vous , a o które w przeszło miesiąc po chybionym domagam się – to sobie samemu rabiałem w Paryżu tę uwagę, iż jeżeli miewamy od** do** godziny to a to, a od pół do** do trzy kwadranse na** owej owo i owo... wypada, iż 000 = obcowaniu z okolicznymi warunki, atoli nie z człowieczeństwem, dla którego tak o-matematycz-niona cyfra zostawa! Upowszechnione to że jest w Paryżu, kładę tylko veto moje k’temu i ulegam, jak często czynię.
Na ten raz racz liczyć, iż nie chybię – kiedy???
C. N.
Rue du Chevaleret 119 Gare d’Ivry
926. DO MIECZYSŁAWA GENIUSZA
38233 29 sept [embra] 1877. Paryż
Krewny mój, Wiel [moż] ny Aleksander Dybowski, udaje się do Japonii przez Czerwone Morze – te słów parę, Drogi Panie Mieczysławie, zwierzam onemuż „more-antiquo" to jest „przez-okazję", jak obyczajem jest od wieków w kochanej Ojczyźnie – ani wszelako myśl, proszę, bym koniecznie „okazji" z Paryża pod piramidy oczekiwał był, lub że temu gwoli tyle czasu nie pisałem. Stało się tak mimochcąc – sam udać się miałem do Rzymu i na Wschód, a oto (wiele gdy mi nie dopisało) oparłem aż głowę moją o klasztorne-mury, jako istni maltańczykowie, i mieszkam wedle załączonego tu adresu.
Nieledwie nikogo wcale nie widuję - - tak dalece, że J. B. W [agnera], rue des Moines , podobno iż rok lub więcej nie widziałem! Zupełnie niedobrze jestem z J. Ks. M [ości] ą Księciem Władysławem Czartoryskim, z którym, myślę, że ostateczną NA POCZĄTKU WSCHODNIEJ WOJNY miałem osobistą konferencję.
List Twój, Panie Mieczysławie, cokolwiek zawiera etnografijnego i filologicznego nawet, bardzo trafnym jest i ciekawym; jako takowy, załączałem go hr. Tarnowskiemu, prof [esor] owi Uniwersytetu Jagiellońskiego, mniemając, że to przecież najwłaściwsza zarazem i najprostsza droga względem poważniejszego dziennikarstwa w kraju – atoli zapewne z ogólnego snu przyczyn i w tym zaśnięcie poniekąd napotkałem.
Co do politycznej części, Europejczycy wszyscy pod względem uważania semickich ras w błędzie bywają (z wyjątkiem może Anglików). Semitowie nie obcy i odrębni są rozwojowi politycznemu, ale inaksi. Aleksander Imp [erator] Rosyjski żartował sobie z inauguracji Parlamentu Konstantynopolitańskiego w rozmowie z ambas [ador] em Nigra – atoli nie wiem, czemu Nigra (który jest światłym mężem) nie zwrócił uwagi tego monarchy, że Turcy od dawien dawna i konstytucję (liberalniejszą od innych konstytucji), i parlament swój mieli.
Wycięcie Janczarów było zamachem stanu – coup d’État . Dzisiejszy parlament turecki powrotem raczej jest niż nowością.
Dalej, myślę, że Islamizm uważanym raczej powinien być jako krańcowa sekta-chrześcijańska, która religią stała się. Przecież z Nestoriańskiej szkoły począł się i Zbawiciela-świata więcej niż uwzględnia. Co do religijnego zmysłu ma go (niestety!) od protestantyzmu o wiele więcej. Tam, ja myśliłbym, że co innego jest kamieniem węgielnym-obrażenia, tam kwestia kobiety, zdaje się mnie, jest Achillejską piętą – a jako stara Rzecz [pospo] lita Polska przewracała się przez kwestię chłopa, tak Islam przez niewiasty kwestię obali się.... te przynajmniej moje jest mniemanie –
Z bieżących spraw (KTÓRE DOPIERO SĄ POCZĄTKIEM) tyle co ja tu lub więcej wiesz ode mnie.
Bądź, Panie Mieczysławie, usprawiedliwiającym, i gdy masz myśl swobodną, napisz. Ja nie zawsze wyraźnie tłumaczyć się zdołałbym z rzeczy mogących mieć pozory zaniedbania.
Przedwiecznemu i Jego aniołom polecam Cię.
C. Norwid
Paris
Gare d’Ivry, rue du Chevaleret N. 119
M-r C. Norwid (de)
927. DO BRONISŁAWA ZALESKIEGO
[Paryż, 1877]
Wiersz, który mi byłeś łaskaw przesłać, jest ślicznym wierszem-literackim, pięknością i czystością rymotwórczego języka odznaczającym się, ale w którym (zapewne umyślnie, bo autor tyle talentu okazuje!) nie ma wcale a wcale poezji. Dlaczego? – żeby jedna malenieczka iskierka i figura! – nic - -
Forsowane polemiczności Duchińskiego ( il Famoso ) szkodzą zawsze wszystkiemu, gdziekolwiek znajdą się. Dla mnie jedna rzecz zostaje absolutnie niezrozumialną, to jest: jak ten pisarz może być religijnym (bo podobno że jest religijnym)?
Jak można być religijnym, poddawszy wszystkie pojawy dziejów człowieczeństwa pod prawa genealogii ras i warunki etnograficzne??Jeżeli to są dwa klucze wszystkich ludzkościowych pojawów, to, pytam się, jak jeszcze można mówić „Zdrowaś Maria"?
Szczególniejsze to są umysły.
Stąd zapewne pochodzi, iż autor po prostu nie przedstawił Francuzom, jako (wedle diapazonu czasu swego) Kozaczyzna była walką Komuny z Parlamentem Wersalskim – bo tak było naonczas – i to łatwe do uzrozumienia. Tudzież że (mimo upoetyzowania Kozaczyzny) godzi się znać, iż to, co w nich jest sektarskiego, pochodzi od organizacji „sierot" po-husyckiej – toć „Attaman" jest tylko zebrzmieniem z miejscowym „atta", ale jest przyniesionym «HAUPTMAN», które nie od Partów tam przyszło, ale od Czechów – tych samych, którzy kresy na twarzy Częstochowskiej wyrąbali szablami z Wierzbiętą.
Atoli u Duchińskiego wszystko, co rozwój człowieczeństwa napotyka lub powoduje, pochodzi z genealogii krwi i zbiegu-rzek etnografijnie dających posadę ludom.
Jak na ironię przyszła ta doktryna we wieku, który ręką przegrzebał Suez i Kordyliery przebił, i robi sobie etnografię wedle nakreślonych ołówkiem zarysów. Rychło w czas!...
C. Norwid
1877
928. DO BRONISŁAWA ZALESKIEGO
[Paryż, 1877]
Rzecz ostatecznie tak jest:
Europa jest ciałem moralnym, nie kosmicznym i geografijnym.
Oprócz Finów, Madziarów i Basków Język jeden – dialekty różne i mnogie – wychodzą ze STOPNIA SANSKRYTU – pnia, prakrytu – idą do zakreśleń Ducha-Świętego.
Zrobić Polskę tym, czym jest – tj. jednym z organów tej świetnej całości, jest to DAĆ JEJ W RĘKĘ WIĘKSZOŚĆ!!
Zrobić ją ekscentryzmem o swych własnych i nie istniejących osobno korzeniach, jest to nie zrobić jej ORGANEM, ale nagniotkiem! odciskiem!!!
Ale – ale działającego Polacy albo opuszczą w głodnej samotności, albo zdradzą –
SĄD NA NICH!!
929. DO ANTONIEGO WAGI
[Paryż, 1877]
Szanowny Profesorze!
Poniżej uwzględnię, dlaczego Was zajmuję następującej treści interesem:
hrabia A. Branicki ze zwykłą sobie dobrocią był łaskaw uczynnym być znakomitemu artyście, śpiewakowi, panu I. Dekler ( Paris, rue Crozatier 15 ) – wymagać nie można, ażeby Hrabia wiedział i pomnił, iż dla artysty ważną rzeczą jest zbliżenie do świata, do społeczeństwa. Panu Dekler słusznie o to właśnie idzie, albowiem nie tylko on jest utalentowanym śpiewakiem, lecz i biegłym profesorem. Uczynność Hrabiego daje do mniemania, iż gdyby skłonił się ku temu, mógłby arcywiele zrobić dla pana Dekler, rekomendując go komu z tych bliskich swoich, którzy stale zamieszkawszy Paryż są przeto członkami uzasadnionego społeczeństwa – mógłby pan Dekler tym jednym krokiem wejść na drogę dawania lekcji, a drogę prawie mu należną. Oto – cały interes... idzie o widzenie się i zbliżenie osobistości.
Teraz – dlaczego Was, Zacny Mężu! utrapiam tym moim pismem? – odpowiedź jest następująca:
Ja kilkadziesiąt lat mam przyjemność znać hrabiego Aleksandra Branickiego, jeszcze (w Warszawie), kiedy on był podoficerem w armii rosyjskiej, ale mój kierunek żywota uczynił, zapewne z mojej winy, iż z-minąłem się zupełnie z kierunkami społeczności polskiej (dzisiejszej) i dawnych nieraz z daleka widzę znajomych. Owszem, zamieszkałem nawet za Paryżem i w murach klasztornych.
Co do Was, Zacny Mężu! miło mnie było zawsze podziwiać, iż przy trudach wiedzy-ścisłej chcieliście i umieliście zawsze Sztukę cenić i pojmować, jakoż przez to samo uważam i tuszę, że będziecie łaskawi zbliżyć utalentowanego p. Dekler do zacnego hrabiego A. Branickiego, który go stosownie polecić potrafi.
Zostaję z głęboką czcią.
Wasz sługa i uczeń
Cyprian Kamil Norwid
Gare d’Ivry – Paris rue de Chevaleret 119 1877
930. DO JÓZEFA IGNACEGO KRASZEWSKIEGO
[Paryż, st. poczt. 9 listopada 1877]
Jakkolwiek ominąć ciągłą i równą dobroć, cierpliwość i gotowość Zacnego Bronisława Z [aleskiego] jest i stawa się arcyniepraktyczną rzeczą, ta atoli rzecz jest i stawa się o tyleż słuszną, ile niepraktyczną. W zasadzie przeciwnym będąc polubowności-wyjątkowej, oświadczyłem to nawet ustnie Księciu W [ładysławowi] C [zartoryskiemu], kiedy (zapewne po ostatni raz) z Tymże traktowałem. Społeczność polska za niewiele dni fatalnie się spostrzeże, iż doprowadziła się nadużyciami prywatnych usług do zupełnej zdrady pojęć obowiązkowych. I spostrzeże: że skoro np. architekt wykreśli plany gmachu, tedy nie ocenią, że on temu gwoli lat kilkadziesiąt pracował, aby nakreślić linie umiał, ale przyjdą do niego, aby materiały zgromadził budowlane, i które skoro zgromadziłby, tedy przyjdą, aby zmurował gmach, a skoro zmurowałby, aby został odźwiernym, a gdy zostałby odźwiernym, aby czyścił obuwie i wodę nosił.
Inicjatywa i Ocena, będąc najdostojniejszymi zachodami umysłu społeczeństw żywych lub żyć mających, nie otrzymuje się przez uprywatnianie praktyczno-osobiste wszelkiej sprawy, lecz vice versa – to jest: przez od--publicznienia obowiązkowe praktycznych prywat.
Wielkich tych rzeczy, to jest Inicjatywy i Oceny, nie naucza się literaturką ani przez modus-vivendi , lecz przez pragmatyczną obywatelskość.
Inicjatywa i Ocena są kaznodziejstwem żywym dla społeczeństw, a kaznodziejstwo tym się od literackości różni, że prywatności polubowne zezuwa i bose jest, i tylko o tyle, ile bose, o tyle do iścia zgotowane.
Społeczności, które się na tym za późno spostrzegają, są zdradzone – historia i rozwój następstw wykrywają, co i przez czyje zdradziło ręce?
Księgarza takiego w Polsce nie ma, który by nam dawać mógł objaśnienia o stanie interesów wydawnictwa, z tej przyczyny prostej, że to jest kilku nieuczonych i nieumiejętnych przemysłowców i zwykłych wyzyskiwaczy. Handlują książką tak, jak byliby handlowali końmi lub wódką. Ils sont parfaitement illettrés.
Pisarze przedają im ich upoważnienia i uznania publiczne, za co oni im odprzedają czas społeczny, a skoro ten drobny handel dobrze idzie, wykluczają powoli tendencyjność (o której nie wiedzą, że jest natury wiecznej), unieobecniają moralistów społecznych i doprowadzają literaturę do periodycznych zużyć i wyczerpnień, nim owocowała.
Skoro to z wiedzą pełnią, są niemężni i źli obywatele. Skoro to z dążnością czynią, są zatraciciele i zbójcy ducha. Dziecku można powiedzieć, iż stan polityczno-socjalny narodu jakiego w Europie nie dozwala rozwoju księgarskiego - my wierzymy, iż tym większym jest interes umysłowy, im trudniejszym polityczno-socjalne narodu położenie. (Tryumfalna moc Niemiec zatrzymała na dobę całą ruch umysłowy niemiecki.) Źli księgarze i licha literackość upadają i zatrzymują się w czasach politycznie trudnych; dobrzy i dobre - przeciwnie.
Nie księgarza zaś, ale w ogóle Obywatela takiego w Polsce tuszymy, iż nie może być, który by nam główne objaśnienia dawał o stanie narodu, albowiem my nie gwoli naszej osobistej przyjemności na wygnaniu jesteśmy (k'czemu drugostronny mój głos w kopii).
Cyprian Norwid
1877, listopada
P.S.
INTERES:
1. Księgarz L[ewental] musi mieć księgi-handlowej-firmy (kwitu żąda), a przeto lepiej ode mnie w księgach zobaczyć może, za ile co kupuje??
Dziękuję za uwzględnienia, że - dla braku kilkudziesięciu franków w przeciągu roku - nie chcą, abym cierpiał.
Z mej strony, wiem tylko, iż winni mi są MNIEJ O 60 centimów (o 12 sous), bo dwa listy niefrankowane posyłałem - tyle powinienem wiedzieć i wiem.
C. Norwid
931. DO BRONISŁAWA ZALESKIEGO
[Paryż, 10 listopada 1877]
Powolnie Twemu życzeniu odpisuję niezwłocznie, iż sprzedałem całą pierwszą rapsodię i ustępy z innych za franków 200, to jest za tyle, ile za samą rapsodię każdą ofiarował mi był hr. Działyński przez W[ielmożneg]o Rusteykę - ofiarując najmniej za każdą dwieście. Zaś, gdybym i tak nie sprzedał, zażądałbym tyleż po roku, z powodu iż w Paryżu tyleż oczekiwanie mię kosztuje. Racz łaskawie pamiętać, iż nie z mego ramienia zaprzątniętym tym jesteś.
Z przyjaźnią i smutkiem.
C. Norwid
Kwitek, jaki zechcesz zredagować i przesłać, podpiszę. Sam nie umiałbym redagować.
932. DO BRONISŁAWA ZALESKIEGO
[Paryż, 1877?]
(Brevi-manu)
...jednym słowem: państwa, nie będąc wyłącznie samowolnymi monarchów, choćby Nemrod-yjnych, utworami, ale obejmując w siebie przez samą swą szerokość warunki historyczne, dochodzą od czasu do czasu do periodów, które są ich krytycznymi momentami.
O tej samej prawie godzinie (historycznej) na jednym krańcu Rzymskiego Państwa Korynt wykwintny, a na drugim przemysłowa Kartagina
w gruzy się zamieniają - i - wybija godzina wielka, ogółowi rzymskiemu donośnie brzmiąca. A jakkolwiek nie każdemu wolno bratać się porównaniem z dostojną groźnością Państwa Rzymskiego, nawet w jego wielkich upadkach - jednakowoż też same historii prawa pozwalają zwrócić uwagę, że:
o tej samej godzinie-historycznej dzisiejsze Rosyjskie Państwo obraża wszystkie aspiracje PRZYSZŁOŚCI Człowieczeństwa na zachodnim swym krańcu (w Wilnie i Warszawie) -
i o tejże godzinie zabiera w posiadanie wszystkie archiwa Ludzkości, całą PRZESZŁOŚĆ człowieczeństwa obchodzące, na Wschodzie.
Przyszłości i przeszłości dotykać nie wolno bez pryncypiów!!...
Tu - po takim zamknięciu rzeczy mógłbym Ci wypracować list otwarty: o najdawniejszych pomnikach ludzkości od Noego do wyprawy Argonautów - wojny trojańskiej, i zamykając to wszystko w odległości na postawieniu Aleksandrii, czyli na zapieczętowaniu sprawy pomiędzy Wschodem a Europą, czyli - na wypełnieniu się proroctw Danielowych.
Taki to list, zawierający to muzeum pomników pierwotnych, dziś należeć w większej części mających do Rosji, wygotować mógłbym.
Uważnie racz przejrzeć.
Cyprian N.
933. DO BRONISŁAWA ZALESKIEGO
[Paryż, st. poczt. 21 listopada 1877]
Szanowny i Kochany Panie Bronisławie!
Chciej i racz na zawsze mieć w pamięci, że we wszystkim, cokolwiek publicznego dotyczy interesu, we dwa dni po odebraniu zawezwania Twego najstaranniej ze spółudziałem pośpieszę.
W prywatnych rzeczach, dla poniekąd ostatecznej anormalności moich interesów, chciej, Kochany Bronisławie, otoczyć mię milczeniem, którym się sam otaczam; że wszelako pomawiany bywam o niejasność wypowiedzeń moich, przeto na zgotowanej do spalenia karteczce tłumaczę Ci to jasno - i odtąd o prywatnych nie mówmy rzeczach! -
Z poważaniem i braterstwem.
C. Norwid
1877
[Na „karteczce do spalenia":]
Ja po prostu coraz jaśniej, co jesień i co zima, widzę, że się gubię tu - powietrza zmienić nigdy nie mogłem dla lichego braku około tysiąca franków, które robię częściowo, i podobno że nie częściowo zrobię wtenczas, kiedy przyjdzie skronie oprzeć w piasku -
Co 24 godzin to jaśniej widząc, nie chcę tego dotykać myślą moją!
Zniszczyć -
934. DO BRONISŁAWA ZALESKIEGO
[Paryż, wnet po 14 grudnia 1877]
Słuszny Bronisławie!
Nie zatrzymując się nad błędem przesyłania cudzej rzeczy przez osobę bez adresu - najgoręcej upraszam Cię, ażebyś raczył w osobną wziąść pieczę, co następuje:
Dramat Wincenty z Szamotuł, wysłany do konkursowej konwencji w Krakowie, nie doszedł. Autor jest chory i bolesny, i znękany, i u-Hiobiony; nadto zrządza przypadek, że i połowa brulionów tej pracy zaniepodziała się, tak iż ocalić jej nie może!! Niesumienności polskie w tej mierze, a pochodzące z upersonalizowania obowiązków, znam, bo i mnie sporo zatracono-najstaranniej; ale tu o coś więcej idzie - bo nie o mnie!
Racz z tego pojrzeć stanowiska na tę lekceważność nihilistyczną.
Tu nie idzie już o to, że dramat jest więcej wart od większej połowy drukowanych mizerności w Polsce, gdzie żadnego estetycznego sądu nie ma - i gdzie ludzie, co dwóch rymów pamiętnych nie złożyli, naiwność miewają zasiadać areopagiem lub wygłaszać się - ale idzie o to, iż to jest zatracenie pracy bolesnego męża, którego odarłszy z właściwej mu rzeczy, może przyjdą dać mu potem wsparcie i nawet ironii nie uczują!
Zaś do kogo tam przesłać te słowa i czyją zawezwać sumienność? - nie wiem! Radź i czyń.
Cyprian Norwid
1877
935. DO JÓZEFA BOHDANA WAGNERA
[Paryż, 23 grudnia 1877]
„Clausula mea" o dni sześć w tygodniu mniej ścisłą jest od Twojej - stąd wyrozumiałość zaleca, abym i wizyty, i rewizyty Twej nie czekając, korzystał ze zaproszenia. Atoli JEDNĄ pocztą sześć (6) odebrawszy, i mimo mego wycofania się od świata: słuszna i logiczna jest, że wybierać nie mogę, bo wybierałbym moje-widzimisię - inaczej, gdyby nie JEDNĄ-POCZTĄ przyszły!! Panny musiały już w tej chwili swoje trzewiczki wstawić w komin.
Vale - collega fraterque.
C.N.
Stąd u siebie Wigilię spędzę.
„Bitwy wygrane - wojna przegrana."
Bitwy wygrane - wojna przegrana - jak rzekło się.
N.
no
936. DO BRONISŁAWA ZALESKIEGO
[Paryż, wnet po 9 stycznia 1878]
Zostawiam Ci Mszę moją, rękopism PRZEDŚMIERTNIE przez ś.p. X. Aleks[andra] zwierzony - racz uważnie i starannie czytać.
Ja - pęzlem zapracuję na to, aby go wydać. Donieś wszelako, że odebrałeś i uszanowałeś -
Będzie to jedyny mój manuskrypt, za którego wydanie ja zapłacę - za żaden nigdy nie chciałem płacić, jak ś.p. Zygmunt Krasiński, Słowacki i Mickiewicz.
Do końca tego miesiąca jestem w kłopotach takich, iż nic konsekwentnie zrobić nie mogę - jak zechcesz, napisz.
C.N.
Jedna pomyślna rzecz!
Wiktor Emanuel pochowany w Rzymie, ale bez szpady, ostróg i dekoracji - tak zaiste należało się - to jedno jest przyzwoite z jego żywota.
937. DO BRONISŁAWA ZALESKIEGO
[Paryż, styczeń-luty 1878]
Nota
Ażeby ułatwić Ci rozmowę i pamięć utwierdzić - kreślę:
Są rzeczy, których dopełnić teraz i po śmierci ś.p. X. Aleksandra jest dla mnie rzeczą trudną, a uchylać się nie zawsze mogę i nie należy - -
Chciej starannie przyjąć u Siebie księdza Spoczyńskiego, osobę około siedemdziesięcioletnią, a 37 lat kapłaństwa liczącego.
Idzie o to, iż Arcybiskup przysłał go do Zakładu Ś-o Kazimierza i że ten poważny kapłan, nie mając osobistych znajomych (bo parę miesięcy dopiero jest w Paryżu), widzi się nie uwzględnionym w swoich kapłańskich czynnościach. W tak obustronnie subtelną rzecz wejrzeć byłoby mi łatwo za życia księdza Aleksandra - dodaję, że i słuch mój niekoniecznie ułatwia rozmowę, a zwłaszcza z nieprzywykłymi.
Osobiste poręki zapewne są drugorzędnymi w kwestiach kapłańskich, ale kryć sobie tego nie ma co, iż osobiste poręki w społeczeństwie XIX-o wieku, czyli chcemy albo nie chcemy, wszędzie a wszędzie sporo znaczą, ciało zaś Kościoła jest w tymże społeczeństwie onegoż XIX-o wieku, i jakkolwiek bądź nie dotkliwym byłoby nie wyłączać się. Stąd zapewne pochodzi (a nie z jakowych ze świętymi siostrami lub z Misją parysko-poiską niezrozumień), iż naturalnie że starzec blisko siedemdziesięcioletni, parę miesięcy dopiero w Paryżu będący, należałoby, aby bez osobistych poręk i uwzględnień nie zostawał.
Szczegółem to jest ubocznym, jak ubożuchno mieszka w lichym kąciku ten 37 lat kapłaństwa liczący, ale, co głównym jest, to iż podobno nie uwzględnionym się czuje w rzeczach jego kapłaństwa. Jak dalece w tym przypadek zrządzić może, to mnie samemu dotknąć zdarzyło się, albowiem skoro zapytywałem raz o księdza Spoczyńskiego, odpowiedziano mi, że on NIE MOŻE SPOWIADAĆ, zamiast iż ta osoba, nie mając tu osobistych znajomości, nie ma kogo spowiadać, co, pojmujesz, jak ogromną jest różnicą i urząd kapłański dotyczącą! - a jedynie oto z takiego pobieżnego wyrażenia wyszło.
Subtelności takiej sytuacji było myślą moją zbliżyć wielebnemu Hubemu, jako osobie odpowiedniej powagą wieku, bo o kilkadziesiąt lat kapłaństwa młodszymi są inni zacni księża nasi! Atoli on sam nadmienia, iż z Tobą mówić życzyłby. Uprzedzam Cię, ile umiem, najstaranniej i najgoręcej.
Racz zachować adres:
X. Spoczyński - rue du Chevaleret 143.
N.
P.S.
Oszczędzam Ci jednego wyrazu, zapewne dość głośnego, jeżeli do mego ucha doszedł: to jest -
*
iż nie chciałby starzec i kapłan zostać „popychadłem".
W zamian chciej dać Twoją kartę dla X. Spoczyńskiego, a on przyjdzie poufnie się rozmówić.
938. DO MIECZYSŁAWA GENIUSZA
[Paryż, luty 1878]
Zapewne się domyśliłeś. Kochany Panie Mieczysławie, że nie było podobieństwem ani być, ani odpisać -
I sen znaczący, i wiersz Twój układny, i Twoje szlachetne serce - ale ja jestem z ciemnością dni, wilgocią, bólem organu-serca i bólem moralnym serca. W tej nawet chwili. Trzeba to przechodzić milcząc.
Do widzenia za pierwszą sposobnością.
C.N.
Nie oddam Ci skarabeów - licho-ryty, bez formy świętej, jest odczytany. A co znaczy?
Zawsze miałem na myśli określić Ci, co następuje: ofiaruję Ci względem mnie ceremoniał, jaki Ci się podoba, jak każdemu dobrze wychowanemu szlachetnemu człowiekowi.
Sam zapewne uważałeś, że nie robię jak zacny Wagner, wprowadzający «WY», ale i te przyjmuję - moja doktryna jest, że im więcej ceremoniałów społeczność przyjmą, tym więcej zależy to jedynie od Ducha, nie od uniformité de la lettre. Do moich wujów (którzy zarazem są moimi beaux-frères przez małżeństwo brata mego z ciotką za pozwoleniem Papieskim) mówię: Ty.
Osoby mało baczne niekoniecznie mię w tym rozumieją - bliższym tłumaczę jak wyżej. Nie uważaj za zaniedbanie -Do widzenia.
C.
+ Sen zdaniem moim znaczący - czasem za dziesięć lat wyśniony - a znaczący z powodu, iż nie mniemam, aby cokolwiek mającego całość mogło być bez prawdy - jakże byłaby całość??
++ Ponieważ rymy piszesz, ofiaruję Ci mój ołówek.
N.
1878
939. DO BRONISŁAWA ZALESKIEGO
[Paryż, st. poczt. 8 lutego 1878]
Proszę Wielm[ożne]go Zaleskiego, aby był łaskaw, wedle prywatnych swych znoszeń, przesłać załączony skrypt „Czasowi" - bez względu na to, czemu? jak? co?
Autograf Cypriana Norwida może być i dlatego drukowanym, że taki jest.
Ja wiem, co robię, i nie chcę przynajmniej osobistego wstydu.
A niech sobie świat i naród robią, co oni chcą - zobaczemy -
C. Norwid
Nie można zdurnieć dla durniów.
940. DO BRONISŁAWA ZALESKIEGO
[Paryż, wnet po 7 lutego 1878]
P.S.
To ja przez osobistą pokorę moją robię, że ograniczam się na potocznych warunkach i że przeto w chwili, w której to czytasz, jest już w Polsce proklamacja moja (osobista) o żałobę na całym obszarze Narodu. Małe te partykularne rzeczy po Wiekopomnej pamięci Monarsze moim pełniąc, czynię tylko pokorne, drobne, prawie osobiste sprawy moje.
Nie chcę się przyzwyczaić do z-nikczemnienia - voilà tout - en quelque sorte une espèce d'égoďsme !
Atoli - zapewne Ci, co są możni, świetni i tryumfujący, zapewne skoncentrowali na czas upoważnioną Opinię i uzasadnili ją na mających charakter poselski -
Zapewne wysłali do Rzymu reprezentanta, aby pogrzebowi od Narodu uczestniczył - zapewne jest już w drodze do Rzymu - zapewne nie wybrany dlatego, że znalazł się tam przypadkiem i że ma trochę pieniędzy,* ale wybrany, aby reprezentował.
* Przypadkiem z chorą żoną, która ku temu zrobi nowennę - atoli nowenna trwa dni dziewięć, a historia i umarli „prędko-jadą"
Zapewne on, tak postawionym będąc, będzie się starał ILE MOŻNA uzasadnić przynajmniej pozór naszego polskiego WOTU na konklawie - zapewne będzie to czynił, nie myśląc o tym, iż opatrznościowa łaskawość, wyręczając małoletnich, ślepych i kulawych, zdarza im niekiedy SAMA PRZEZ SIĘ okoliczności wyręczające samą logikę fatalności.
Zapewne się na to oglądać nie będzie, bo to jest: nic nie robić i ukołysywać-nicość.
Cyprian Norwid (de)
1878
941. DO JÓZEFA BOHDANA WAGNERA
[Paryż, wnet po 7 lutego] 1878
P. Geniusz wie, że albo być u Was, albo do Was swobodniej, niż czynię to, pisać życzyłem sobie.
Atoli - jestem złamany.
J. Świąt[obliwo]ść Monarcha Mój, i jedyny na świecie Monarcha, który wygłaszał prawa Polski nawet ze śmiertelnego łoża swego - przeszedł do wieczności.
Moje osobiste spełniłem powinności.
Czy Naród weźnie żałobę choć przez trzy dni? Czy opinia na posłach uzasadniona wysłała Reprezentanta, aby pogrzebowi uczestniczył i aby nominalnie wot-Polski na konklawie znaczył??-to należy do mędrszych, czujniejszych, trzeźwiej i wcześniej ode mnie rozumiejących rzeczy PATRIOTÓW!
C. Norwid
942. DO JÓZEFA ŁUSSAKOWSKIEGO
38291 rue du Chevaleret 119, Paris, 1878 marca
Niestety! - prawdy bywają zatrzymane w rozwoju im właściwym, a to z powodu niewdzięcznej działalności ludzi, którzy, jak złe dzieci, palcami
cukierki tylko z zewnątrz ciasta wybierając, albo nominalnie inicjatywy nie szanując, oddają jej następstwa w ręce cudze, niezgrabne i niewłaściwe.
Racz zapytać np. Dziennikarstwa i wszystkich, bez wyjątku żadnego, pism periodycznych polskich - gdzie są ich Archiwa-Dobra?* Chronique du bien? Zapytaj, wiele który dziennik dobra na rok posiłkował?? * Czy to wie pan Kraszewski ?
Zaiste, wszystka prasa XIX-go wieku jest niedobra - ale każdy najgorszy dziennik franc[us]ki, angielski, amerykański, zapytaj, ile na rok robi dobra? Zobaczysz, że te rachunki tych złych dzienników dochodzą do kilkudziesięciu tysięcy franków na rok i że nieszczęścia są spomagane: a jak? a dlaczego? - dlatego iż jawność ma obowiązki - la publicité impose des devoirs. Kto ma w ręku organ publiczny, ten ma i obowiązek publiczny.
Otóż zapytaj się, proszę, czy tę powyżej rzeczoną malenieczką prawdę zna i w pieczy ma choćby jeden jakikolwiek polski dziennik? Zobaczysz, że żaden - i potem życzysz sobie, aby ze źródłami bez obowiązków obcować - aby z ludźmi, którzy, jako widzisz, są zarazem źli (bo to jest zło) i niewinni (bo nie wiedzą, co czynią), zagajać rzeczywistość. Ich się znosi, ale się z nimi nic nie działa, bo nie można. Powiesz mi zapewne, iż w takim razie trzeba pierwej oświecić światło trzymających... Zapewne - ale trzeba, aby oświecić się mający nie byli, jako na początku tego listu rzekło się, dziećmi złymi, cukierki tylko same palcami mało-czystymi wydłubującymi. Stawiam Ci przeto prostą i dojrzale ścisłą rzecz: gdzie jest Kronika-dobra tych dzienników? Jak kto jest szewcem i ma szyld, to pyta się go o obuwie: nieprawdaż?
C. Norwid
Podnosisz wyrazy moje o rycerskości - najmniej onychż nie cofam -owszem, streszczam, iż widzę, że pamiętać je chcesz, a pozwalam nawet imiennie mnie cytować. Są takie te myśli moje: heroizm (według C. N.) nie jest w samych bitwach, ale na wszystkich polach życia i nieustannie. Owszem, bitwy dlatego tylko bywają, iż heroizm nie bywa pierwej na wszystkich polach życia praktykowanym. Stąd bitwy są chirurgią, ale nie medycyną... Rycerskość jest elementem żywym, nie żadną archeologiczną pretensją!
C. Norwid
Dziś tyle piszę - dasz mi wiedzieć, skoro księżna Marcelina Czartoryska (z Radziwiłłów) wróci z Włoch do Krakowa, i Jej adres ścisły. Może ona co zrobi!
Pozdrowienie i uściśnienia. Żonie Twej poważanie moje.
C. Norwid
943. DO WŁADYSŁAWA CHODŻKIEWICZA
[Paris] Samedi, 1878, 28 juin
Cher Ami et Ancien Collègue!
Veuillez avoir l'obligeance de me faire répondre sans trop de retard, si le Comte de Charencey reste à Paris? si toujours avec le męme intéręt s'occupe-t-il de l'oeuvre philologique? et si son adresse la plus directe aurait été celle de St Dominique N-o 11 ???
Ma personnelle infortune m'ayant prescrit de me retirer du monde, il ne s'en suit point, que je sois en dehors de mes préoccupations, et en quelque sorte męme cela est tout-à-fait le contraire. Je ne puis cependant participer à rien de ce qui est conventionnellement suivi faute de loisirs, et si je vous demande de me faire parvenir les renseignements ci-dessus, c'est pour des causes très sérieuses.
Veuillez aussi agréer mes plus anciennes cordialités.
Twój
C. Norwid (de)
1878, Paris. Gare d'Ivry - rue du Chevaleret 119.
944. DO AUGUSTA CIESZKOWSKIEGO
[Paryż, 20 lipca 1878]
Szanowny i Kochany Panie Auguście -
Jestem zmęczony, ale jasno nie mogę jeszcze wiedzieć, czyli zbliżenie naturalne wieku to czyni, czy też zmęczony czasowo skutkiem walk nie ułatwionego niczym życia. Oparłem głowę o mury klasztorne dla taniości i ciszy. Piszę do Ciebie, Panie Auguście, abyś raczył odpowiedzieć mi, czy zechcesz znaleźć dla mnie edytora tomu pism moich polskich, edytora, który mi zapłaci i na naznaczony czas poprawnie wydrukuje?
Ja miałem do zarzucenia ś.p. Zygmuntowi, iż swym kosztem drukował, i ś.p. Adamowi Mickiewiczowi, że źle lub wcale płacony nie był, i ś.p. Słowackiemu - zawsze im to mawiałem. Sam też przez edytora mego (Niemca - Brockhausa lipskiego) płacony byłem pięćset franków za rękopism. Atoli teraz cudzoziemców edytorów na rzeczy polskie nie ma - Polaków nie znam - lub może nie znają mię (temu gwoli dołączyć należałoby, co w post-scriptum łączę).
Życzę sobie sprzedać tom tej wielkości np., jak półtora tomu Twojego Ojcze-Nasz, lub jak dwa - rad bym mieć za to tysiąc franków. A gdybym połowę sprzedał, to pięćset. I czterdzieści egzemplarzy dla mnie, i przesyłanie arkuszy-korekty do Paryża kosztem edytora. Taki miałem układ z Brockhausem.
Jestem zmęczony - potrzebuję troszkę wyjechać - do morza - zmienić klimat.
Pytałem się o Ciebie, Panie Auguście - dzięki Najwyższemu masz się jakoby zdrowo - pytałem o synów Twych, podobno jeden z nich muzykalnie udarowany.
Racz mi nie najpóźniej odpisać i przyjm wyrazy przyjaznego i prawdziwego poważania.
Cyprian N.
1878, 20 juillet
Paris - Gare d'Ivry, rue du Chevaleret 119, Mr Norwid (de)
C. N. -litera N. - w Niemczech: Konversations-Lexikon - biografia Cypriana Kamila Norwida; we Francji: Dictionnaire du XIX Siècle - lettre N.
Norwid, Cyprien Camille - sa biographie; Actes de la Société Philologique de Paris: lista członków: Norwid (Comte de) , tudzież udział Norwida w dyskusjach i archiwach ciała uczonego, mianowicie:
w kwestii Języka Basków; w wyczytaniu napisu, znalezionego nad Renem, bogini Rozmerty; w wyczytaniu napisu meksykańskiego; tudzież o glossolalii, o początku mowy: sur l'origine du langage-sur l'origine de la lettre - sur la liberté de la parole du point de vue scientifique.
(Znajdując w aktach uczonego ciała cudzoziemskiego: Comte de Norwid, nie trzeba myśleć, że to inny jaki Norwid - naturalnie, iż w Polsce tytułów się nie przyjmuje, bo szlachectwo nasze wystarcza.) Na tejże liście jest i honorowy członek, Jego Cesarska Mość Cesarz Brazylijski, który raczył się starać, ażeby członkiem został, i adres nam swój zostawił.
945. DO MIECZYSŁAWA GENIUSZA
[ Paryż, 11 sierpnia 1878]
Nie dopisuję! a z przyczyny której ?
Nawet i o tym słowa krótkie ślę Ci,
Kreśląc je piórem, nie wzlatując pióry. Przywdział je za mnie czas i górą leci,
Gdy ja tu pełzam, słaby i ponury –
Przysłowiem ciesząc się pustynnych dzieci, Które głęboką treść jak Sfinks opiewa:
Że - „tylko wrogom pełno się nalewa!"
Bismillah ! marhaba ! marhaba !
Norwid
1878
Dom o ósmej wieczór zamknięty, iż damy zakonne tu mieszkają.
Ilekroć obiaduję w mieście, tamże nocować muszę.
Dotąd miałem na zawołanie moje łoże i pokój - i takowe po dwóch miesiącach znów w Paryżu mieć będę - ale teraz nie mam, bo wyjechały na dwa
miesiące osoby ten dla mnie mające namiot. Zaś w małych hotelach na jedną noc ambaras jest znaleźć się - z powodu że teraz mnóstwo lokatorów, i trzeba hotelu znajomego, a takiego nie mam.
Kto ongi parę miesięcy tułał się po morzach, spać może na dwóch krzesłach - ale na teraz i to niełatwo, bo parę dni cierpiący jestem. Myślę - na godziny ranne, dzienne, dające powrót do siebie przed ósmą - przyjąć zaproszenie Twoje i najserdeczniej Ci dziękuję, jak widzisz, śród tych nieodbitych warunków.
Salve !
N.
Gdyby było podobna do jutra 7-ej temu zaradzić, to byłbym.
N.
946. DO MIECZYSŁAWA GENIUSZA
[Paryż, st. poczt. 26 sierpnia 1878]
Kochany Panie Mieczysławie -
Zasłużony wojak pyta mię po wujowsku, czyli nie gniewasz się, że nie miał czasu być u Ciebie? Następnie prosi, abyś ich nie zaniedbywał - spełniam drugie. Panny ze swej strony pytają o Ciebie - a wszyscy żałują, iż nie pokazałeś im pięknej Twej siostrzycy.
Ja co parę dni wiele cierpię i tylko, gdy zupełna pogoda, żyję.
Wyczytałem hieroglypt z wyjątkiem jednej litery, której i Champollion nie wyczytał; inne, jeśli jeszcze możliwa, to chciej odcisnąć na laku i za widzeniem dać mi - wszystkie są arcyautentyczne.
Vale.
C. N.
Gdybym ściśle wiedział godziny, w których jadasz we wiadomym miejscu, znalazłbym Cię tam kiedy.
947. DO BRONISŁAWA ZALESKIEGO
[Paryż, st. poczt. 20 września 1878]
Zapewne zrobisz mi wizytę, przyjechawszy - to jest Swoim pięknym pismem oznajmisz, kiedy Ci najmniej weznę czasu, przypłynąwszy, nim statki przestaną żeglować.
Augusta Cieszkowskiego syn tonął, rzuciwszy się w staw wierzenicki, aby tonącego ratować. Ojciec pisał mi to, sam niezbyt silny. Winszowałem mu, ale nie dodałem, iż Polakowi, gdy nie utonął, przyjętą jest rzeczą, według przysłowia gminnego i według słynnego wiersza ś.p. Adama Mickiewicza (Do Matki Polki), nie dziwić się ani życzeń składać. Tak dwakroć Ocean przepłynąłem w czas wielkich burz i widziałem oczyma mymi rozbity okręt - istotnie - nie jak malują i opisują - a przecie, jako (przez Matkę) Lach, spokojny byłem, że co ma wisieć, nie utonie!
A kiedy do widzenia?
C. N.
1878
948. DO BRONISŁAWA ZALESKIEGO
[Paryż, st. poczt. 26 września 1878]
Ja także chciałem dziś przed 10 być u Ciebie.
Z moim słuchem, w moich warunkach, nie starczy mi zwykły czas. Jak do Ciebie wyruszę, to potrzebuję parę godzin swobodnych - w co wchodzi kwestia śniadania u mnie. Monologami rozmawiać jest osobną sztuką, czasu wymagającą, a tej gdybym nie zażywał, czy byłbym sociable ? ?
Dalej - jestem w kłopotach.
Aug[ust] Cieszkowski] pośredniczył mi w układzie z Żupańskim - chciałem 650 franków za rękopism (jest to LICHA i LICHA cena), nie zgodziliśmy się.
Mam indziej pracę na półtora tysiąca franków, ale tę dokonywam w warunkach takich, że co parę tygodni absolutnie bez grosza bywam - a już NIKOGO nie szukam, żeby mię zrozumiał w administracji prac moich - bo nie ma z kim gadać o tym - żaden możny nic nie rozumie. Podeprzesz mię, czym na razie bez uszczerbku sobie potrafisz ?? - a kiedy?
N.
X
W PARYŻU 1879-1883
Listy 949-1041 (1044)
949. DO BRONISŁAWA ZALESKIEGO
[Paryż, st. poczt. 24 stycznia 1879]
Dziś widzę, że masz słuszność, abym dnia właściwszego czekał. I służący Twój, i ja zasługujemy na uszanowanie sił - robię to i przez drugą oszczędność także, bo w oddalonym od kaloryferu kącie mieszkając, zima kosztuje mnie - palę i palę!
Littrégo tłumaczenie Danta! - oto literat jeszcze!!! - wielu też, wielu Polaków dziś zna archaicznie swój język ?? - z tej strony patrząc, rozpacz zupełna bierze.
Szlachetny i genialny Zygmunt mówił mi raz z uniesieniem: „Pisz! pisz! w Imię Języka Polskiego!" Niech Mu odpuszczone będzie, atoli żałuję, że mu nie odpowiedziałem był: „Ja to zrobię, ale każ sobie za Nieboską zapłacić choćby dwa tysiące franków."
Wirgiliusz miał troszkę większy majątek od panów Krasińskich lub Potockich et consortes, był więcej milionowym panem - a za jeden wiersz ileż płacono mu ?? Powiedzą, że to August! - nieprawda, bo i dziś, gdyby się znalazło parę jego wierszy - np. w Anglii - to niezawodnie tyleż by za nie zapłacił Derby albo Beaconsfield (oba poeci) - niezawodnie tyleż, to jest parę tysięcy franków za jeden wiersz. Jedno więc tylko Augustowej Epoce właściwym, to jest, że za życia Virgilius znalazł ocenę - i to sekret wieku onego.
Aug[ustowi] Cieszkowskiemu, a przezeń uczonym poznańskim, nie kryłem tego - niech wiedzą - to jest zbrodnia przeciw ojczyźnie takie brudactwo z «RUCHU» literackiego robić.
Zapewne sam drukować będę - i cząsteczkami to zrobić myślę, albowiem liczyć mogę na kilkadziesiąt osób na obszarze polskim, co po jakie kilkadziesiąt egzemplarzy sprzedadzą.
Jak to zrobię - adieu! panowie księgarze dzisiejsi, z których żaden dobrze czytać nie umie i lepiej, żeby gorzałkę sprzedawał.
Kleopatra moja sama warta NAJMNIEJ tysiąc franków.
A ja muszę oszczędzać się aż do kosztów korespondencji uczonej i cudzoziemskiej, i kiedy taki Littré wyjdzie, kupić nie mogę - wstyd mi pomyśleć, a obrzydliwość mówić, a nikczemność milczeć.
Racz osobno zapieczętować w papier Mszę i książeczkę, od której oddarłem był kartę z nazwiskiem - ja dnia pogodnego przyjdę - co gdyby opóźniało się i gdybyś zmienić musiał Twój porządek ranny, raczysz mię uwiadomić o następnym -
Tymczasem statu quo.. .
N.
Mszy tknąć już nie można - popsułoby się wszystko – ludzie nie wiedzą, jakie trudności w tych sferach są do pogodzenia.
950. DO BRONISŁAWA ZALESKIEGO
[Paryż] Piątek [31 stycznia 1879]
W myśl Twą, starożytny służący Twój uwiadomiony być może, że w niedzielę około śniadannej pory zajść będę usiłował. Temu poświęcając lokomocję listu i siebie, zostawa czas do wiedzenia powrotnie, czy tak stosownie Wam będzie.
N.
List Do B. Z., który (naturalnie że z wszelkimi prawami autor[ski]mi) miałem przyjemność Ci ofiarować, byłoby dobrze przesłać do Wejmaru staremu Radcy Stanu von Goethe, bo on bv ocenił!
Norwid
1879, w Europie
951. DO BRONISŁAWA ZALESKIEGO
[Paryż, luty-marzec 1879]
Jeżeliby Ci to miało skrócić działanie, to niniejszym piszę zarazem do Ciebie i do W-o Antoniego Zaleskiego.
Kompozycję moją biblijną, wielkości materialnej około metra, przygotowaną, oramioną, życzę sobie przesłać do Warszawy lub do Krakowa na ekspozycję Towarzystwa Sztuk.
Trzeba wiedzieć, że zarówno bywa, iż niedozwolone mi jest mieć nazwisko w Warszawie - tak dalece, iż bywały drobne rzeczy moje z mym podpisem zakazywane - i zarówno bywa, że drukowane jest najswobodniej moje nazwisko, tak dalece, że nawet moje bezpośrednie odezwanie się DO MIASTA WARSZAWY drukowało „Echo”, zaczynając dziennikiem być.
W tak nieustalonych przeto fluktach nie miałbym żadnej gwarancji, posyłając rzecz pracy mającą wartość, a choćby tę, że to jest parabola z Biblii przez nikogo przede mną nie robiona. Owóż, jeżeli Wiel[moż]ny i miły Antoni Zaleski zechce objąć to w domniemywane przeze mnie przesyłki swych korespondentów, uczyni, nie powiem: „łaskę dla mnie”, ale poczciwy obowiązek rodaka.
Stąd, gdybyś tego spodziewał się po nim, to Ci zostawię pracę moją u Ciebie dla tego a wyżej orzeczonego celu.
Dwa słowa (na tyle słów) odrzekłszy, znajdziesz u siebie rzecz, o której mowa.
C. N.
(To jest parabola Kanaenki o uzdrowienie córki wołającej i przypodobanie robiącej do psów małych, co pod stołem kruszyny jedzą.)
952. DO PIOTRA ŁAWROWA
[Paryż, kwiecień 1879]
Cher et honorable!
Je ne connais pas l'opinion de ma nation par rapport à ce qui se passe chez vous - je ne suis pas autorisé à l'exprimer et la déviner, je ne me donne pas la peine, vu qu'il n'est pas toujours convenable de remplacer les devoirs collectifs par de personnelles sollicitudes. Je n'ai donc que mes opinions particulières.
Elles sont telles:
- de toutes les personnes qui ont opté pour S. M. Alexandre de Russie il n'y a qu'une, qui me paraît ętre respectable dans cette occasion - c'est la vieille femme - je suis sűr que cette personne n'a voulu qu'arręter le bras de l'héroďque meurtrier et ne pas se trouver impassible en présence du meurtre d'un homme.
Voici la seule personne que je respecte.
Quand au télégramme de Garibaldi etc., etc., félicitant Alexandre de Russie, il me reviens à l'idée l'anecdote de ce noble monsieur qui avait le malheur d'ętre ami à une femme équivoque et chez celle-ci ayant trouvé un autre l'entourant de ses amabilités, il lui a exprimé son étonnement en ces termes: „Comment? Monsieur!... et cela sans ętre obligé??!... ”
Veuillez agréer, je vous prie, toutes mes respectueuses cordialités.
Cyprien Norwid (de)
1878[!]
Paris, rue du Chevaleret 119 Gare d'Ivry
Philologiquement
Avez vous remarqué que toute fois que les journaux rapportent un meurtre pour cause de vol ou un brigandage, ou une escroquerie, on se serve du mot „Drame”. Drame de la rue Neuilly - de la rue Fontaine etc. - - et que rapportant un attentat historique on le dit: un „exécrable assassinat” -
- „parce que le russe s'écrit de droite à gauche”? Selon l'auteur français dont voici le fragment imprimé à Paris en 1878.
953. DO BRONISŁAWA ZALESKIEGO
[Paryż, kwiecień-maj 1879]
[NIHILIZM I NIHILIŚCI]
[Tekst: PWsz., t. VII.]
Na teraz tyle, co mówiłbym, gdybym był przy Tobie i zacne Twe ramię uściskał -
Mam nawał ciężarów i kłopotów, które zaczynają mię spychać do dołu...
Gdybym Ci wszystko odkrył, zapłakałbyś...
954. DO BRONISŁAWA ZALESKIEGO
[Paryż, kwiecień 1879?]
Piszę zza miasta, gdzie znaleźć się należało mi, a w myśli mam, co następuje:
Mój drogi! Trzeba niezwłocznie dać wiedzieć (ale komu??), że siostra Bronisława udaje zdrowie - porwała się na zawołanie w nocy i zwichnęła coś w nodze - może nawet co pękło?
Włóczy tę nogę martwą i uśmiecha się. Trzeba niezwłocznie zakazać Jej się ruszać i niezwłocznie słuchać lekarza - myślę, że to należy Generałowej Zamoyskiej powiedzieć - tak myślę - lecz zrób, jak uznasz - trzeba komu serce żywe mającemu niezwłocznie to odkryć. Mówię „komu” partykularnie, dlatego że jak sesje złożą, uradzą i ugawędzą - to tymczasem będzie nieszczęście!
Ostrzegam: z bólem serca, bo to zarazem i odkrywa ciało społeczności polskiej, gdzie zaprawdę Ci powiadam, iż wszystko, co święte, zacne, wyższe, jest nadużytym, aż pęknie.
Norwid
To obowiązek księdza, ale ksiądz jest zdrów, chwała Bogu - więc zapewne nie pomyśli o tym.
Nihilistów zakasuje radykalniejsza rzecz, która idzie uderzyć egoizm świa ta - to jest morowa-zaraza!
Domyślam się trudności, jaką spotkają deputacje do Kraszewskiego.
Z całego autorstwa 500 tomów zostanie w literaturze parę maleńkich powiastek, a może jedna tylko, to jest Poeta i świat - i nic więcej; zaś co do języka, to jest najniższa sfera prozy felietonistycznej. Kraszewski i Mierosławski to jedno - agitator literacki i agitator polityczny.
Wszelako komukolwiek Polacy są wdzięczni, to zawsze najchwalebniejszym jest, bo nigdy nikomu nic nie wdzięczyli – nigdy - po śmierci zrobią składkę, żeby dzieci miały co jeść - a i to wyjątek! - gęsiego pióra ci nie dadzą - ja otrzymałem pióro, ale od generałowej rosyjskiej, i za to, iż piórem moim wybawiłem jej brata z więzienia.
955. DO SEWERYNY DUCHIŃSKIEJ
[Paryż, 1879]
Nie tylko nie podzielając rozgłośnego systematu Darwina, ale nawet rozgłośność jedynie tegoż za godną szczególnej uwagi poczytując, usłusznione u mnie jest, że mi antropologia spółczesna nie wystarcza. Myślę, że to raczej kraniologia, że to osteologia!... albowiem samą czaszką i szkieletem obchodzi się. Gdzież jest człowiek w tym wszystkim??
Podobno, że Łaskawa Pani, będąc w progach tych tu murów, raczyła o mnie zapytywać - otóż właśnie że wyszedłem do Ogrojca roślin i zwierząt z tej arcy-antropologijnej przyczyny, a za nią myśli, którą tu podnosząc, zapytuję, azali antropologia spółczesna pomyśliła o tym? azali podjęła te pytanie...
Czemu człowiek mieszkający opodal Akropolis w Atenach najmniej zwiedza Akropolis? - czemu mieszkaniec Rzymu najleniwiej do Colosseum chadza? - czemu mieszkaniec Warszawy nie podziwia frontonu pałacu Krasińskich (który jest prawie arcydziełem)? - czemu ci, co mieszkają w zbliżeniu Jardin des Plantem w Paryżu, zaledwo tam zbaczają na przechadzkę??...
Fakt szeroko pojawami codziennymi uzasadniony - - Przyczyna, że człowiek jest natury pielgrzymiej... dopiero, odbywszy pielgrzymkę umyślną i umyślnością zachodu uświęconą, ma działalność zupełną myśli swojej. To dopiero jedna tajemnica, a milion ich jest!... i człowieczeństwa dziejów bez onychże zrozumieć nie można by było.
Spółcześni wszelako tłumnie biegną do Ogrodu-aklimatacji, ażeby widzieć ich (wedle Darwina) przodka orangutanga, a nie pojmuję u tych osób podzielających system naturalisty angielskiego, dlaczego one antenata w klatce z małpami osadziły i parasolami przez kraty do niego bodzą?... Obyczaj, którego żaden ze spółwyznawców moich nie dopuściłby się względem portretu dziada swego!... Orangutang też z politowaniem i newralgią na tę zdziczałą-cywilizacją rzeszę pogląda... W tym to jednym pokrewny mu jestem, tak jak i całemu ogółowi parabolicznie pokrewnych mi zwierząt i tworów - czyli: według mojego-systematu.
I stąd to poszło nawet, że nie byłem wtedy u siebie, albowiem ze zupełną grzecznością poszedłem ponieść ciastka Damie, którą czasem nawiedzam (Lineusz zwie ją - „Dama”). Śliczniejszej osoby zaiste dawno nie widziałem! Jest ona znad brzegów Senegalu - z profilów warg jej widać, że pijała wodę ze zdrojów, które mają złota czystego blachy na dnie. Stąpa jak zaczarowana księżna, lecz że murawę ma równą i czystą jak dywan, szuka miejsca po deszczu błotnego i umyślnie tam stawia i głębi nóżki swoje ulotne jak trzcina... Kaprys ten pełniąc pogląda oczyma, które doprawdy że Hafiz jeden opisać zdołałby - takie pełne głębokiego pokoju a rozjaśnione iskrą wewnętrzną spojrzenie. Tylko że iskrą nie znanego nam ognia i światła, jak gdyby nie z naszego tu słonecznego systematu. W toku szyi i profilach-czoła pewien rodzaj nieumyślnej pogardy dla otaczającej zewnętrzności... Dziwnie piękna postać.
Tej że poniosłem właśnie ciastka, dlatego mnie nie było w domu. Kreślę zaś te rzeczy i słowa w zastępstwie mojej karty, jaką powinienem Państwu dziś złożyć u Nich. Myślę, że mimo wycieczek do tych i owych wód Państwo nie przepominacie donośnych prac swoich, i że te parę wyrazów od człowieka, co nic nie robi, nie będą niewczesnymi: „nic nie robi” - to znaczy, że podejmuje od czasu do czasu wezwania zacnych literatów krajowych, mówiących: „Czemu tak dawno nic nie dajesz? - my, nie wiedzieć kiedy, wydrukowalibyśmy z błędami zecerskimi - obiecali wszystko, nie zapłacili nigdy i opłakali zgon oszczędzający parę butów."
Ksawery Korczak Branicki wytwornie pojął, co po polsku, a co w obcych językach pisze się? - temu przemysłowo z-żydziałemu literackiemu ogółowi pisze się po polsku o Talmudzie, bo to są albo Żydy, albo z-żydziały świat.
Dodawać nie potrzebuję, iż mnie nikt posądzić nie może o brak najistotniejszego poważania dla starożytnej, głębokiej i przezacnej rasy Izraela - całe życie to uczucie miałem. Ależ! to zupełnie co innego jest - a co innego dekadencja brudna żydowskiego ciała społecznego, zamieniona w doktrynę materializmu i oszukaństwa - lubo J. I. Kraszewski et consortes piszą im, że to postęp! postęp! postęp!!...
Cyprian Kamil Norwid
1879
956. DO BRONISŁAWA ZALESKIEGO
[Paryż, 1879?]
Skarżyć się na Siostry -
Skarżyć się na prostego żołnierza na polu bitwy, a w narodzie, w którym nikt podatków nie płaci, i nikt się publiczną rzeczą nie interesuje. I stąd wyraz „zdrada”.
Otóż skarżenie się na siostry jest toż samo - zupełnie toż samo.
Masa kwestii leży w tym.
Zakład jest instytucją. Instytucje nie tylko są dla wyręczania czynności obywateli, ale i dla przykładu czynności obywateli.
Siostry więc nie tylko są ku temu, aby wyręczać Twoją siostrę i Twego brata względem Ciebie, lecz i ażeby przykład był. Inaczej albowiem byłaby matematycznie strata.
Zakład więc, będąc instytucją, powinien być przez społeczeńskie siły asystowanym. Oto grunt rzeczy.
C. N.
1879
Żyjemy w Epoce, która zawsze usprawiedliwia masę ogółu, a niemiłosiernie wszystkiego chce od indywiduów.
C. N.
957. DO ANTONIEGO KOSSAKOWSKIEGO
[Paryż] 38345 30 mai 1879
Szanowny i Wielmożny Panie -
Przymuszony byłem na dni kilka z Paryża wyjechać - teraz ledwo że chodzić mogę, tak odjętą mam nogę bolem - wszystko to z połączeniem innych powodów opóźniło i opóźnia pracę, która ma do siebie, iż bez usposobienia stosownego przestaje być tym, czym być winna. Donoszę to z przyczyny: jeżeli kwestia czasu może wpłynąć na kwestię samą w sobie, to poddać się winienem konsekwencjom.
Łączę wyraz głębokiego poważania.
Cyprian Norwid
958. DO ALEKSANDRA NIEWIAROWSKIEGO
[Paryż, wiosna 1879?]
(...) bo, kiedy się po dziesięć godzin dziennie pracuje ciężko, nie chce się tymi rzeczami zajmować i nie chce się ręką ruszyć, aby list rozpieczętować nawet. (...)
959. DO TEOFILA LENARTOWICZA
[Paryż, czerwiec 1879]
Dziecko jesteś, ale maluteczkie, utrzymując, że Adam Mickiewicz był patriotą.
Cyprian Norwid
960. DO N. N..
[Paryż, po 4 lipca 1879]
Od „Wydziału Krajowego” okólnik do „p. artystów” odebrałem - ten życzy sobie kilku posągów dla przyozdobienia gmachu sejmowego we Lwowie - a między tymi: „Wiarę, ale nie z krzyżem w ręku”, „Prawdę, przeglądającą się w zwierciadle swoim”.
Cena jest za mała (5000), a ocena, jak widać z wyżej wzmiankowanych określeń, niespodziewalna. Monumentalnej sfery sztuki (statuarnej, nie skulpturalnej) nikt u nas nie zna - nikt, to jest parę osób i ja - uczyli się tego u starożytnych wszyscy artyści, mówcy, ludzie stanu.
Prawda nigdy u starożytnych nie przegląda się w zwierciadle, ale się spół-poziera z widzem i stąd jest Prawdą - gdyby się Prawda „przeglądała”, to widz galicyjski widziałby tylko lewą stronę zwierciadła i lewy cycek Prawdy lub cały tył onejże Prawdy.
C. Norwid
Gramatykę X. Malinowskiego i rozprawę Baudouina de C[ourtenay] O starożytnym polskim języku, jest obowiązkiem mieć tu -
N.
961. DO BRONISŁAWA ZALESKIEGO
[Paryż, po 4 lipca 1879]
1. Księdza Malinowskiego Gramatykę;
1. Baudouina de Courtenay O starożytnym języku polskim?? - czy można z waszej mieć poręki? - to pytanie czynię dla prac bieżących, bezosobiście moich.
Dialogi Platona - z wyjątkiem Fedona i Alkibiadesa II-o, które mam w głównych edycjach - czy zechcecie mnie osobiście pożyczyć? (to pytanie osobiste, a idzie o tłumaczenie francuskie).
1879
Widziałem Antoniego z nogą skrzywioną, nie wiem, jak się ma?? - pisałem - być nie mogę śpiesznie u niego.
Mam jedną rzecz w Warszawie, drugą w Paryżu umieszczoną na sprzedaż -czekam - czekam -
W czasie, w którym tak tragicznie palec Boży prowadzi rzeczy ludzkie najmniej ważne pozornie - podobno iż robimy wszystko na dojrzały pożytek postępowy swej i społecznej korzyści, a obraca się pierwej na przekleństwo samowolnych głupców i dopiero potem na coś!
Z okoliczności korzystać muszę nawet w pisaniu tym, bo jutro mam wysłać korespondencję ważną i opłacić, a cóż dopiero ruszyć się osobiście, najdrobniejszych gdy zabraknie groszy - littéralement parlant: groszy.
Milczenie i pozdrowienie.
N.
962. DO BRONISŁAWA ZALESKIEGO
[Paryż, st. poczt. 29 października 1879]
Na liść bluszczu - dodany do pierwszego: z grobu drogocennej pamięci Zofii - patrząc, piszę;
Iż Ciebie, tudzież historyka księdza Kalinkę i może kogo, blisko obchodzą dziejowe fakta i polityczne gesta, zechcesz za nieobojętne mieć, co następuje, tym więcej, że podobno już tylko ks[ią]dz Hube między żyjącymi pozostaje ze świadków naocznych.
Działo się w Mieście Stolicy Apostolskiej na umocnionym przez władzę zgromadzeniu publicznym w obecności Duchowieństwa, reprezentowanego przez trzech czy czterech księży polskich.
Ś.p. Adam Mickiewicz podniósł głos i zażądał przyznania votum, aby generała Władysława hrabiego Zamoyskiego z uczestnictwa usunąć i z listy wymazać.
Na głos ten podniósł się Cyprian Norwid i ś.p. Adamowi Mickiewiczowi zupełnie zaprzeczył; większość zgromadzonych świstać poczęła mówienie Norwida; hałas się wielki zrobił, albowiem zaprzeczyć Adamowi Mickiewiczowi było to onego czasu u Polaków tak samo, jakby kto np. parę dni temu w Krakowie powiedział, że Kraszewski nie jest Petrarką!...
Śród zamętu i świstania skoro mówienie swoje kończył Norwid, zawezwał po nim głosu parlamentarny Orpiszewski, ale zbyt plastycznie porządek posiedzenia zmieszany będąc, wołano raczej groźnie, aby wymazać z listy Cypriana Norwida, co wielce na chwilę podobało się i łagodziło polubowność szwankującą. Temu nowemu projektowi wymazania członka zaprzeczył ś.p. hr. Łubieński jeden.
Adam Mickiewicz wtedy zupełnie zajął głos - niektórzy do nóg mu się rzucali. Duchowni w chwili stosownej USUNĘLI SIĘ. Norwid przez wiele dni unikać musiał spotkania rodaków.
Nigdy nie zbliżałem się do Hotelu Lambert i zachowałem najodleglejszy, ile można było najodleglejszy, stosunek z ś.p. generałem Zamoyskim - pono że na lat kilkanaście dwa razy u Niego byłem, i to z tej przyczyny, że brat mój, ś.p. Ksawery Norwid, urzędem i Bankiem Obywateli Polskich zbliżony był do ś.p. Andrzeja Zamoyskiego i dzieł Jego.
Jak i co to było za uznanie, którym onego czasu Mickiewicz otoczony był, to o tym dziś mało kto wie, a pochodziło to - jak do dziś i zawsze u Polaków - z tej przyczyny, iż nikogo i nigdy nie oceniali i nie cenili - nigdy!
Zawsze: albo lekceważyli, albo bałwochwalili, z powodu iż rzeczy te dwie same przez się robią się, bez osobistej usilności.
Do dziś wyraz „krytyka” znaczy: ubliżenie - „skrytykować kogo” znaczy: ubliżyć mu, a przeto znaczy treść absolutnie wprost przeciwną znaczeniu wyrazu. Jeżeli przeto jakowy umysłowy ruch nie jest na siłach, ażeby przynajmniej jednemu wyrazowi powrócił znaczenie jego, to – zaiste - że taki umysłowy ogół jest w zupełnej impotencji.
Cyprian N.
1879
Bardzo mi jest przykro, że Ci wziąłem pięć franków, ale to było niepodobieństwem inaczej zrobić, dla przyczyn, których nie znasz.
N.
963. DO KONSTANCJI GÓRSKIEJ
[Paryż, st. poczt. 8 grudnia 1879]
rue du Chevaleret N-o 119, Gare d'Ivry, Paris
Nabożeństwo za spokój duszy ś.p. Ksawerego Branickiego odbyło się dziś rano. Przeziębły i z nogą chorą wracam z tego smętnego obrzędu i koła. Był książę Napoleon ustronnie i prywatnie, jak emigrant wśród emigrantów, a we własnej niedawno stolicy. Zresztą koło zwykłe, więcej zwichnięte i wykolejone, przy drodze bez osi leżące; może i bocianiego gniazda z koła tego na ruinie wieży nie zrobi się!
Co Polska traci w zgonie Branickiego, zapewne nie wie. Naród za długo żyje bez politycznego bytu i jest nieświadomy, niewinny; ledwo, ledwo, ledwo ocenić zdolny ludzi zupełnie urobionych, ale odgadywać ich, spół-kształcić się z nimi - to jest dla ludów nieżywych zadaniem niezrozumiałym! Tak są te młode, a źle chowane osoby, które wiedzą tylko, iż przyszły mąż ma mieć wszystkie przymioty, ale jak się na tę doskonałość pracuje i o ile ona od tych właśnie osób zależy, to tego im nigdy nie odkryto. I oczekują tego ze wszech miar doskonałego i gotowego męża... ze wszystkimi zaletami w gotówce.
Inaczej jest u ludów nawykłych do publicznego życia; one odgadują człowieka i z nim wspólnie kształcą się i podnoszą.
Ś.p. Branicki jak dopełniał obowiązków wszystkich możnego obywatela, nie chcę i nie mogę tu spowiadać. Niektóre z tych obowiązków znam z teorii -mógłbym nietrafnie sądzić, ale dopełnił on jednego obowiązku znakomicie, to jest: on się nigdy i niczemu nie płaszczył.
Powiedzą, że to łatwo z jego środkami. Nieprawda! To zawsze jest bardzo trudne w Europie i w XIX wieku. To bardzo jest niełatwe i może też dlatego, że niełatwe, to i arcyrzadkie!
Znałem osobę bardzo dawno, jeszcze w Warszawie. Nie zbliżałem się bardzo w emigracji, bo unikam bogatych i możnych. Hojności Ksawerego Branickiego użyłem parę razy i dla innych - niedawno dla jednej wdowy z sierotami. Nigdy mi nie odmówił.
Hrabiny-wdowy, która wydawa się być osobą wyższą, serdecznie żałuję, mimo wszystkich milionów.
Kończę. Co zima gorzej tu jestem. Zmienić klimatu nie starczy mi środków. Tu bajecznie tanio płacę, a zrobiłem to, aby nic od rodaków nie potrzebować.
C. Norwid
1879
964. DO MIECZYSŁAWA GENIUSZA
[Paryż] 10 decembra 1879
Szanowny i Kochany Panie Mieczysławie! Jeszcze nie podziękowałem, że byłeś łaskaw być u mnie, zapewne słysząc, iż przez spory czas miałem ubezwładnioną nogę prawą i leżeć, a później ograniczenie chadzać, zmuszony byłem.
Też za istotną Waszą uważam delikatność, że nie prosiliście mię na szlub, bo doprawdy iż serce Lapończyka trzeba by mieć, aby 24 stopnie zimna (u nas 24) lekceważyć. Mimo to wybrałem się z Szyndlerem, ale środków komunikacyjnych zabrakło - i cofnęliśmy się. Odsłużę na weselu-srebrnym.
C. Norwid
965. DO ZOFII ODESCALCHI
[Paryż, 11 grudnia 1879]
Madame et Illustre Princesse! Une grande dame polonaise et nécessairement quelque peu Votre parente, peu après la mort de Votre beau frère Sigismond, a eu l'extrème bonté de venir me visiter à Paris. Ceci ayant eu lieu dans une habitation on ne pouvait pas moins Princière, je la reconduisais en bas des escaliers et la remettant en sa voiture, je me rappelle lui avoir dit:
- Cette visite, Madame la Comtesse, faira aussi une grande impression sur les habitués de cette humble maison.
- Et sur Vous ? - m'a répondu la Comtesse Delphine Potocka.
1B79
- Ah! Madame - lui répliquai-je - je me trouve si souvent, si souvent au-dessous du niveau des appréciations de ce monde, que s'il m'arrive accidentellement l'opposée de la balance, je médite premièrement la grande et ineffable justesse du calcul providentiel et je me vois contraint à accepter l'un pour l'autre...
Que cette digression apparement anecdotique me soit pardonnée, Princesse! car je ne fais que rélater un fait appartenant à l'histoire de vos proches. Autrement, certes, j'aurais du commencer me mettant en face d'un souvenir douloureux et plus récent.
J'ai connu le C[om]te Xavier encore au temps de ses services militaires en Russie; je l'ai peu approché en exil mais il connaissait les raisons de mon éloignement et nous nous rencontrions de temps en temps. Si la nation vivait politiquement, si la société européenne avait un caractère quelconque sérieusement arreté, quel grandeur ne pouvait en pas légitim[em]ent espérer de ce vaillant coeur?
Vous me parlez majestueusement, Madame et Illustre Princesse, de la paix de l'âme (considérations d'autant plus augustes qu'elles partent de Vous, Madame, et dans un tel moment), mais de męme que le moment donné et que la source de ces considérations les grandissent, de męme il faut à l'homme un correspondant milieu politique et social qui le renderait plus lui męme - plus sévèrement appréciable - plus injustificiable!
O! Jerusalem - Jerusalem!
Kto inny dziwiłby się, że ktoś, kto miał był zaszczyt znać Waszą Książęcą Mość, Pani! kiedy był jeszcze młodzieńczykiem, i który potem Jej nie widział, może tyle mieć do mówienia z Nią.
Pochodzi to z przyczyny, iż spomnienie Jej połączone dla mnie zawsze było z całą bieżącą tragedią społeczeństwa chrześcijańskiego...
Niech Księżna raczy pozwolić, ażebym list Jej złożył w portfelu moim obok listu, który w pokorze swojej raczył był napisać do mnie do Paryża wiekopomnej pamięci Pius IX.
Jeżeli modlitwy moje są coś warte, są i będą dla Niej i tego, co Jej jest.
Sługa Cyprian Norwid
1879, 11 décembre
966. DO N. N.
[Paryż, ok. 8 stycznia 1880]
Wiele osób objawia mniemanie, iż należy się, aby W[ielmożn]y Cyprian Norwid podniósł głos na pogrzebie ś.p. Bronisława Zaleskiego.
Ku temu należy się, aby mający mówić uwiadomionym był na 2 lub 3 dni naprzód i aby objawione było chcenie sprawujących obchód pogrzebny.
Te warunki znanymi są w ciałach politycznego i publicznego życia świadomych.
de la part de Monsieur Norwid (de) rue du Chevaleret 119. Paris
1880
967. DO KONSTANCJI GÓRSKIEJ
[Paryż, początek 1880]
W jakimkolwiek bądź charakterze testament powraca Pani kapitały, zawsze to dowodem jest, iż człowiek patrzący w zgon swój myślił o Pani — jest to zawsze wielce cenne. Nie ze samej Nicei dochodzi mię to słowo o ś.p. Ksawerym Br[anickim], iż mózg miał zachwiany - atoli niech też Pani zada sobie trud pomyślenia chwileczkę o wszystkich, bez żadnego wyjątku, czymśkol-wiek wyższych Polakach, czy to umysłem, sercem, geniuszem, charakterem, odwagą, poświęceniem... boć wszystkich znaliśmy lub znamy i osobiście, i blisko - otóż... niech mi Pani jednego pokaże, o którym by społeczeństwo polskie nie mniemało, że to „wariat” albo „pół-główek"! Ja znałem wszystkich ludzi wyższych czasu mojego i o każdym słyszałem, że wariat albo półgłówek.
Dodam tylko, że to jedno i jedyne w Europie całej jest społeczeństwo, któremu to właściwym jest - to, mówię, że nigdy żadnego czymśkolwiek bądź wyższego człowieka nie uważa inaczej, tylko jako wariata albo półgłówka. Niech Pani to sprawdzi w swej pamięci, bo za długo mi cytować tyle znakomitych imion z przyjaciół naszych i moich.
Musi więc to społeczeństwo być w całej Europie najrozsądniejsze - niedługo, droga Pani, nie będzie wcale nas nieroztropnych ani onych wariatów! - zostaną tylko bardzo roztropni ludzie i Hôtel Lambert (tudzież Bursa). Wtedy zrobią oni, czy to dla postępu, czy to dla umysłu, czy to dla narodowego bytu, coś lepszego, niż my głupcy myśliliśmy, czuliśmy, początkowaliśmy lub czynili z poświęceniem naszych młodości, sił, bytów i interesów. My wariaty nie spekulowaliśmy na wygnanie i niedolę narodu. Roztropni mężowie zyskali wszystko - my wszystko traciliśmy.
Dziękuję za wiadomość o siostrzenicy, ale co ze Zdzisławem dzieje się? Hr. Stan[isława] Potockiego czasem spotykam na obiedzie, gdzie nie sam jestem, a siada do stołu niekiedy od 50 do 100 osób, więc mało z nim być mogę - do niego iść TERAZ (gdy Rosja zawichrzona) nie chcę. Końcem końców jest dygnitarzem rosyjskim.
Dziękuję za wiadomość o hrabinie Starzeńskiej Izabeli, zawsze Ją za niepospolitą damę uważałem, a też musiała to być niesłychanie piękna osoba!- albowiem: kiedy byłem malenieczkim i do szkoły chodziłem z ciężącymi rękom moim książkami, przechadzałem plac Saski i spotykałem wysoką postać żeńską idącą, jakby szła przez podwórze domu swojego - robiło to na mnie wielkie wrażenie i stałem z palcem w ustach... a w sporo lat potem dowiedziałem się na świecie, że to hrabina Starzeńska - entre parenthèse dowodzi to, iż od kolebki miałem uczucia estetyczne niepoślednie... skutkiem czego zapewne tak bardzo byłem potem szczęśliwym u niewiast, które zawsze wyszły za... jak to Pani wie... i tak ślicznie wyszedłem jako członek społeczeństwa ojczystego!!! -
Ponieważ zabraniają Pani pisać, niechże Pani to wszystko czyta - dodam tyle: chleb, który jem, jest mój, ale... (Pani wie, że nie kłamię) - otóż powiem, że rad bym mieć tyle luidorów w kieszeni, ile razy od pracy sześciu lub ośmiu godzin czuję ból w lewym boku - i piórem ruszyć mi wstrętno!
Cypr. Norwid
Paryż 1880
Co też z Panią Joanną Kuczyńską dzieje się?
968. DO KONSTANCJI GÓRSKIEJ
[Paryż, początek 1880]
Ja Pani Łaskawej kiedyś odpiszę na pytanie o p. de Bonneval - ale jeszcze czas na to nie przyszedł.
Hrabinę de R[oguet] widziałem nie najdawniej, bo przypadek zdarzył, że gdy jadłem w hotelu, dano jej krzesło naprzeciwko mnie. Dziękuję za kartkę pani Kuczyńskiej - aby dać Pani widzieć, iż Jej okoliczne wiadomości nie są mi obce, powiem - że:
jeżeli hr. Bolesław (syn hrabiny Izabeli) zupełnie mnie nie pamięta - to bardzo być może, ale jeżeli nie pamięta dlatego, iż Króla Saskiego u siebie przyjmuje, to go bardzo żałuję, bo trzeba wiedzieć, jakie są różnice pomiędzy Królem Saskim a mną - te zaś są następującej treści:
Kiedy Król Saski w swoim pałacu, zapewne we willi nad rzeką, tłumaczył la Divina-Commedia Danta, i myślę, że tłumaczył il Paradiso, to ja właśnie wtenczas tłumaczyłem Interno, leżąc na słomie przegniłej w więzieniu w Berlinie.
Mówię Pani najściślejszą prawdę: jedną książkę pozwolili mi Prusacy mieć w więzieniu, i zażądałem Danta, i dali mi - tłumaczyłem więc Interno i myśliłem nawet, że ten rękopism zginął z papierami innymi - ale ja dałem go, przez kraty więzienia rzuciwszy, ś.p. hr. Włodzimierzowi Łubieńskiemu, przyjacielowi, który co sobota przychodził pod okno więzienne, gdy mnie miano wydać Rządowi Mikołaja I-o - i zapewne, gdyby wydali, tłumaczyłbym Danta gdzie indziej.
Widzę jednak, że rękopism nie zaginął zupełnie, bo Kraszewski w Dreźnie, o Dancie mówiąc, cytuje mnie i zapewne Króla Saskiego. Ale Król Jegomość miał pod ręką bibliotekę, i słowniki, i komentarze - a ja nic.
A Pani Konstancja gdzie wtedy była? - myślę, że w Warszawie, kiedy ja z ś.p. Mierosławskim wojowałem troszkę - i on końcem końców bił tych Prusaków, bez wojska, marszałków i bez Napoleona III-o.
C. Norwid
Książę Wilhelm Radziwiłł był łaskaw mówić o mnie Królowi Pruskiemu i tym sposobem ułatwiono mi ujechanie z więzienia - mówię: ujechanie, nie: ucieczkę, bo nie uciekałem nigdy!
Ale co pięknego, to że co sobota przychodziła mi kwiaty pod okno przynosić ś.p. Koźmian z Chłapowskich - więc właśnie że kuzynka Mikołaja I-o -bo rodzona siostrzenica Księżnej Łowickiej, bratowej Mikołaja!
Jakie życie jest dziwne! - i jak widać, że wszystko w życiu jest ważne... i marne!
969. DO JÓZEFA BOHDANA ZALESKIEGO
[Paryż, 24 lutego 1880]
Czcigodny Panie Bohdanie!
Odebrałem zaproszenie brzmiące:
„Prezes T[owarzystwa] Hi[storycznego] Lit[erackiego] Pol[skie]go zaprasza...”
Należy do abecadlanej wiedzy parlamentarnej, iż Prezesowie nigdy nie zapraszają, ale „mają zaszczyt zapraszać”, z tej przyczyny, iż to nie są funkcjonujący urzędnicy administracyjni, ale że ich godność jest symboliczna i sama zaszczytem jest.
Bankier, komisarz policji etc. ... zapraszają - ils vous invitent - prezesowie mają zaś ten zaszczyt. Taka w pierwszych dwóch słowach myłka ubliża księciu Czartoryskiemu i zaprasza czytających - - lecz nie czytelnych.
Z głęboką czcią.
Sługa
Cyprian Norwid
1880, 24 luty
970. DO ZYGMUNTA SARNECKIEGO
[Paryż, 1880]
Idzie mi bardzo o poprawność tej małej pracy, a czasu mam tak skąpo, że - powiadam Pani - nie wiem, jak obrócić się.
PSALM W HEBRONIE
[Tekst: PWsz., t. II, nr 327.]
Już był śpiewany ten jedyny wiersz Matki Boskiej - słuch mój nie pozwala, abym o muzyce właściwie co wyrokował - ale przecież macie tam muzykalne inteligencje!
Ludzie znający serio literaturę zapewne pojmą i widzą, jak niełatwo jest pojednoczyć ścisłość tekstu z eufonią i sztuką w tłumaczeniu.
971. DO SEWERYNY DUCHIŃSKIEJ
[Paryż, 1880]
Ja wiem, o! Pani, czego zacny K.W.W. (Wójcicki) chce? - zapewne chce on jako „Kłosy" - dziennik „Ilustrowany” - kłosy, które w tym odpowiadają nazwie sielskiej, iż kłosy są natury-spraw węzełkiem wcale o rolniczej pracy je posiłkującej nie wiedzącym. Kłos nie wie, kto mu podściela rolę? - jedna jest to z przyczyn, iż wyrazista większość literackich płodów prasy zwie się: Kłosy, Kwiaty, Bluszcze, Kolce, Wianki, Niwy, wzgórza, równiny i Echa - wszystko to ze świata sielskiej Idylli!! Nic - ze sfery dramatycznych społeczeństwa usiłowań i powzajemnień!
Nie zwą się owdzie dzienniki: Sumienność - Wdzięczność - Obowiązek... ale dopiero pejzażowe nazwy przybierają. Słusznie Wiel[mo]żny Duchiński twierdzi, że Słowianie-czyści przede wszystkim się do Ziemi przywiązują. Ja wnioskuję nawet, iż Anteus był słowiańskim mitem i że nazwa jego zachowała w pierwosylabie Anteów imię - - av&7) - dWbjpóc (ziemia mu moc daje).
Otóż, krócej i jaśniej mówiąc, zapewne „Kłosy” chcą wizerunku ś.p. T.A. Olizarowskiego upomadowanego, uczesanego, u-społecznionego, czyli chcą one mieć to przysądzonym człowiekowi i obywatelowi in effigie po zgonie, co należało było, aby miejsce miało nie we wizerunku i za życia. Czyli, tego to chcąc, nie o mniej im idzie jak o wartość nazwy „Ilustracja” - albowiem ilustracja jest pono wyświeceniem, nie przyciemnieniem, i ku temu nie zwie się ona obskuracją, ale ilustracją.
Myślę wszelako, że tam artystów skłonnych mają, którzy potrafią dane rysy rozweselić, rozjaśnić, upomadować, ubrać i uspołecznić... ad majorem gloriam... prawdy i patriotyzmu dobrze pojętego...
Tak bywa, że nieludzcy opiekunowie raz do roku pokaźnie ubierają i uwdzięczają twarze sierot, aby przeto świat widział, że nie bywają one poniewieranymi codziennie.
Lubo zdarzają się nawet społeczności, które nie tylko nie mają potrzeby widzenia i dostrzegania wszelakiej wyższości w obliczu ludzkim, ale mają potrzebę nie widzieć na oczy nic wyższego - to im wstrętne i odpychliwe jest.
Znieść tego nie mogą. Tak istotnie że było, skoro Żydzi twarz w twarz pozierać nie mogli na Mojżesza. To uczczenie osobistości jak dziwacznie bywa pojmowanym i zagajanym - ciekawą jest rzeczą uważać.
Moralista Dr Żuliński (patrz Sobótka Goszczyńskiego) upomina nareszcie, iż życiorysy osób należą do nabytków publicznej wiedzy i życia (O potrzebie wydawnictwa żywotów znakomitości polskich)wielki
postęp!! - nie oczekując, aż się wszystko samym rzeczy biegiem utrze, dokłada ręki Doktor Ż. i zaleca cnotę, oburzając się na postawienie pomników Danta i Machiavella razem, albowiem cytuje Doktor Ż., iż Mickiewicz powiedział:
Dobrze - by w życiu świeckim, jak niegdyś w kościele,
Tego tylko zwać wielkim, co wycierpiał wiele.
Niestety! Mickiewicz miał talent wypowiadania czarownie rzeczy błędnych - jakoż mówi tu o jakim kościele?? - nie wiadomo! - zapewne o kościele indyjskich świętych. Co zaś do Doktora Ż., to ten zapewne nie wie, że Machiavelli więcej niż ktokolwiek wycierpiał - bo przecież Machiavelli był branym na torturę! Zacny Praniewicz lepiej pojmuje znakomitości publiczne.
Inny znowu polski pisarz bezimienny, autor dziełka Pobrzękiwania mistyczno-patriotyczne, wydanego w Szwajcarii, głosi:
Tylko brat w spółce i kolega prawy Godnym jest sławy!
Co to jest „w spółce”? - Ten przeto pojmuje znowu znakomitości jedynie w koleżeństwie et Comp
Pouczającą zaiste byłoby rzeczą poszukanie stateczne, co wielkością zwie polski umysł?? Dr Żuliński, znowu na pięknych słowach Mickiewicza
1opierając swą filozofię, twierdzi, że ewangeliczną wielkość „Kazimierza Wielkiego, króla chłopków”, tę tylko polski umysł za istnie wielką poczytuje!...
Dobrze to brzmi: atoli, osoba (i kobieta! i we wieku rycerskim, cześć kobiety praktykującym, nie jak dzisiejsze upomadowane brutale), osoba, mówię, której Kazimierz on Wielki i Ewangeliczny kazał nos urżnąć (kobiecie!), zaiste mogła być przez Dok[tor]a Żulińskiego odniesioną do dwuwiersza Mickiewicza cytowanego wyżej - boć ona cierpiała, gdy nos urzynano jej.
Co do periodycznych ilustrowanych pism: tym (np. „Kłosy", „Dziennik Ilustrowany” etc.) idzie pogłównie o to, ażeby zupełnie były podobne do ilustracji francuskich etc, etc. - i ten sam ustrój na wejrzenie okazowały. Czasem potrzeba im ewenementu gwałtownego, czasem słynnego męża, czasem rebusu i wierszyka. We wszystkim tam nie idzie wcale o uzasadnienie żywotnej potrzeby, następstwa mającej właściwie-naturalne, ale idzie o to, ażeby odpowiedzenie potrzebom publicznym tejże samej na wejrzenie formy było, co w Paryżu, w Londynie etc.
Atoli nie sama Polska tak się o-kształca - w całej Europie tylko dzienniczek ilustrowany müncheński i londyński chcą i umieją być bawarskim i angielskim - - inne są zewnętrzną-kaligrafią-udawaną.
Poszukując fotografii załączonego, te przychodziły mi myśli.
Z głębokim poważaniam i serdecznością
Cyprian Norwid
1880
972. DO SEWERYNY DUCHIŃSKIEJ
[Paryż, pierwsza polowa czerwca] 1880
Szanowna Pani i Państwo!
Nie godzi się mniemać, iż niecham być u Państwa, co wyrzuca mi W-na Rakowska (zapewne jako powinowata krewnych moich) - nigdzie nie bywam, odkąd tu oparłszy głowę, nie mam przeto pobytu na wysokości mych stosunków, ale nie idzie za tym, żebym którąkolwiek społeczną powinność zaniechał.
Oto i dowód.
Bo cóż mówiłbym, będąc osobiście?! - - - -
Hugo - Ekspozycja - Kongregacja.
- - - - - - - - - - - - - - - -
38398A FRASZKA
Czy to nie wulkan grzmi pod Neapolem,
Czy rozdzierają się bliżej niebiosa?...
Słyszę: „Waterloo - Gutenberg - Tryptolem,
Habakuk - imbir - pieprz i Barbarossa,
Ney - Algarotti - Witikind - Cyrano...”
(Byłby zapewne i Bolesław Chrobry,
Gdyby coś o nim w Paryżu wiedziano!)
Głos grzmi... mieszczanie, jak przed burzą bobry,
Tulą się - sklepy wzdłuż pozamykano -
Drukarskie prasy, czując Wielki-tydzień!
Tuszą, że Hugo powie nam dzień dobry... ***************
Nie!... Wiktor Hugo powiedział: „Dobry dzień"!
Cyprian Norwid
38399 Spojrzałem na Ekspozycję - parę akwarel bardzo pięknych - zapewne Polacy już wierzą temu, co mówiłem o Matejce i za co o mało mi oczu nie wy-drapali, ale teraz już mają w dziennikach francuskich, tylko że grubiej, niż ja mówiłem, ale że w dziennikach francuskich, to uwierzą - nic im więcej nie powiem w tym rodzaju - nienawidzą krytyki - inicjatywy i oceny.
Jak bez tych trzech być narodem ? ? ? - that is the question !
Kongregacje ufają,
973. DO WŁADYSŁAWA CHODŹKIEWICZA
[Paryż, przed 13 czerwca 1880]
Twego adresu doszukać się nie mogę, a Bohdana Zaleskiego nie wiem; racz mu łaskawie przesłać lub udzielić ode mnie załączonych paru wierszy.
Sługa
974. DO KONSTANCJI GÓRSKIEJ
rue de Chevaleret 119. Paryż [jesień] 1880
JW[ielmoż]na Pani niesłusznie ogaduje swoją pracę - szalik jest bardzo piękny i użyteczny dla człowieka dość inteligentnego, ażeby nie używał wełny w lecie, ale w zimie. Trzeba albowiem wiedzieć, że wełniane rzeczy nie w lecie się używa.
Czekałem, ażeby Pani coś albo przyjemnego, albo użytecznego napisać... ale doczekać się tego nie mogę!... poskarżyłem się nawet jednej szlachetnej Damie, która mię zaszczyca swą przyjaźnią tak dawno jak Pani Dobrodziejka... i powiedziałem Jej: „Chcę coś przyjemnego albo użytecznego Pani Konstancji napisać, a nic nie wiem - niechże mi pani hrabina coś powie”... a ona na to mi powiada: „Niechże pan ode mnie się pokłoni i powie, że ja się dowiaduję" -
Cóż mam więcej Pani powiedzieć? Kłaniam się i dowiaduję się -
Ale spostrzegam się, że trzeba także napisać, od kogo mam polecenie -jest to hrabina francuska, która była bardzo piękna.
Pani wie, że wszystko, co było-piękne, to zawsze przeszłość odpomina - tylko drugo- i trzecio-rzędne piękności mają czas przeszły i zaprzeszły.
I jeszcze mi przychodzi na myśl, że Pani może nie wie adresu: Madame la C[omte]sse Marie de Roguet, Boulevard Haussmann N-o 108, Paris.
Wszelako, gdyby Pani raczyła pisać do tej Szlachetnej Damy, to proszę mię nie ogadywać i nie psuć mi interesów u wdowy Generała Dywizji.
Uszanowanie albowiem i szczególny afekt dla wdów należy do obowiązków wyraźnych wszelkiego szlachetnego człowieka i należy do regulaminu Kawalerów Maltańskich - wdowy i sieroty przede wszystkim!
A propos - nic absolutnie nie wiem o procesie***, który Panią koniecznie interesuje! -
Więc te wszystkie wielkie pieniądze i miliony rozbiły się gdzieś o coś???...
Być u pani Podwyszyńskiej Anieli nie mam czasu - myślę, iż nie dziwi Panią, że zarówno spominam wielkie Damy i służącą Anielkę, z powodu iż naprzód dla każdej kobiety mam uszanowanie, a dopiero potem myślę o stanowiskach, jakie one socjalnie zajmują. Toż z mężczyznami - naprzód poważam człowieka, potem etc. ... Hrabia St[anisław] Potocki jest w Paryżu, zawsze prawy i uważny człowiek, ale którego kompromituje kształtna grzeczność Jego Matki - bo on nie jest bardzo grzeczny.
Helena Modrzejewska, czyli pospolicie mówiąc: JW. Hrabina Chłapowska, występowała w Théâtre de la Cour (Court-Theatre) w Londynie w Marii Stuart - po angielsku.
Cała publiczność angielska, mężczyźni en cravate blanche - kobiety décolletées- uszanowanie i oklaski.
Sługa
C. Norwid
975. DO WŁADYSŁAWA CZARTORYSKIEGO
[Paryż] Rue du Chevaleret 119. Listopad [koniec miesiąca] 1880
Mości Książę!
Kiedy uważaliśmy za moralnie obowiązujące towarzyszy ofiarować ś.p. Szermentowskiemu cztery-tysiące-kilkaset-franków, miałem honor być deputowanym w tej mierze do udziału łaskawego Waszej Książęcej Mości, która też raczyła była wziąść dwa bilety po fr. 10. Co zaiste, że okazuje, iż przy wysokich i właściwszych, a zapewne mnogich, Jego zajęciach Książę raczy nie oddalać się od udziału pokornych człowieczych mozołów i względów.
Celem tym mam staranie przedstawić, iż życzę sobie sprawiedliwie i nie-opieszale sprzedać jedną moją niewielką i skończoną akwarelę, której cena nie chcę, ażeby być miała większą ni mniejszą od cen paryskich magazynów - tudzież słusznym życzeniem moim jest, ażeby stosowne sobie znawstwo znalazłszy, nie była rzeczą narzuconą.
Czynię to z powodu moich familijnych klęsk, a w których ani życzę sobie odwoływać się do tych, z którymi kilkadziesiąt lat niedoli przeżyłem, bo zapewne ludzkiego-spółczucia u nich we wypadku trudnym nie znalazłbym... ani przyjmać co za publiczne prace lat moich, bo te nie są ku temu przedsiębrane i u spółczesnych rodaków mogą być nie cenne - lecz czynię z powodu, iż szukam sprzedania nieopieszałego małej i skończonej rzeczy-sztuki, którą gdyby się podobało Waszej Książęcej Mości widzieć, miałbym zaszczyt i staranie powierzyć ją Jego posłańcowi, co więcej, że mieszkając w Domu osobnego charakteru, ani atelier nie mam, ani kogo do siebie prosić mogę.
Że żyjemy w Epoce, w której, lubo bywa niewłaściwie, ważną jest rzeczą imię autora i te na wartość wpływa, przeto dodawa się, że imię znaleźć można dla Francji au Dictionnaire du XIX siecle - lettre N., a dla Niemiec - Kon-versations-Lexikon, lettre N (Norwid).
Mam zaszczyt zostawać z głębokim poważaniem sługą.
C. Norwid (de)
976. DO SEWERYNY DUCHIŃSKIEJ
[Paryż, st. poczt. 11 grudnia 1880]
Prywatnie
Dostojna pracownica wie, że wszystko, co robiemy, robiemy po i przed - abym Jej przesłał żądany list o mogile i mogiłach, muszę ten Jej przesłać -stąd tak czynię...
- - Kończę, bo oto widzę Getów i Scytów zabierających się do śniadania. A nie zawsze leżąc nad Dunajem mogę myśleć swobodnie o siedmiopagórkowej okolicy i o cieniach oliwek i cyprysów, bo oto Scyty już do jadła siadają -
Śpieszę.
Nor vid
977. DO SEWERYNY DUCHIŃSKIEJ
[Paryż, wnet po 11 grudnia 1880]
Nie zawsze wszystko na pamięci i pod ręką mieć można - dlatego dopełniam.
Ja pracuję bardzo i nie tylko dla tej zacnej publiczności, która może sobie na wiekowy obiadek komemoracyjny pogadankę o Duchu Świętym odłożyć.
N.
978. DO LUDOMIRA GADONA
[Paryż, wnet po 16 grudnia 1880]
Szanowny Panie i Wielmożny M[o]ści Dobrodzieju etc.
J[e]go Książęca Mość objawić raczył życzenie, ażebym oszacował moją akwarelę - atoli wiadomo jest Księciu, iż należąc do Emigracji polskiej, nie mogę tego bezwzględnie uczynić.
Kasa Księcia, jaka by nie była, podejmuje i ciężary publiczne, narodowe. Byłoby więc dla mnie ubliżeniem, gdybym nie prosił o położenie najniższej ceny, jaką za pracę tej wielkości i tego stopnia zwykli byli i są Książęta płacić innym, sobie zwyczajnym artystom. Ci zaś że są i liczni, i tylokrotnie używani, nie będzie najmniejszym ambarasem dowiedzieć się o tym lub to przypomnieć sobie - a ja takową to cenę i nie inną żadną z wdzięcznością tym większą przyjmę, iż tak postąpić istotnie się należy.
Proszę Wielmożnego Pana, ażeby raczył w stosownych wyrazach Jego Książęcej Mości na pytania w tej mierze uczynione odpowiedzieć. Zwłaszcza, że innej odpowiedzi dać nie mogę.
I proszę przyjąć wyrazy głębokiego poważania.
C. Norwid
1880
Jest logicznie prostym następstwem, że inaczej rzecz tę traktowałbym z obojętną publicznością.
Norwid
979. DO LUDOMIRA GADONA
[Paryż, st. poczt. 24 grudnia 1880]
Szanowny Panie!
Miałem zaszczyt już odpowiedzieć w pierwszym liście, i dziękuję za ścisłe zastosowanie się do położonego warunku - którego drugą częścią jest, ażeby ta cena nie miała charakteru publicznego, bo to nie jest
979 ■ Do L. GADONA 1880
ani dla rzeczy, ani dla niczego potrzebne. Z nie mniejszym więc zaufaniem i o to proszę. Zaś pieniądze, myślę, że najłatwiejszą drogą, to jest telegramem, mogą być przesłane.
Z głębokim poważaniem.
Norwid
1880
980. DO BRONISŁAWY STUDNIARSKIEJ
[Paryż, 1880-1881?]
Niech Czcigodna Siostra raczy najłaskawiej powiedzieć służącemu, że na przykład:
mój rodzaj pracy jest taki, iż będę musiał spóźniać się do stołu o kilka minut -
tym sposobem ja będę mógł jeść wtenczas, kiedy on sprząta ze stołu, a że jem prędko, więc to nic służącemu nie przysporzy roboty - ja zaś będę wolnym od znajdowania się nietrafnie.
Resztę Siostra zapewne zrozumie.
Myślę, iż nie można zaczynać dobrego wychowania w sześćdziesiątym roku życia lub później - a należy unikać wielu nietrafności.
Jadłbym chętnie z Waszymi służącymi, którzy jedzą spokojnie, ale gdybym to zrobił, byłoby złem - najlepiej, że się spóźniać będę o 10 minut.
Sługa
C.N.
981. DO WINCENTEGO MAZURKIEWICZA
[Paryż, 1881]
Szanowny i Szlachetny Panie –
Najpiękniejszy i najtrwalszy z tytułów nosząc ( Trésorier de Bienfaisance), nie odebrałeś wszelako właściwszego listu nad niniejszy.
Literalną prawdę mówię: że od dnia, w którym wyszedłem od Ciebie, Szanowny Panie, zawsze mam okrągło jednego luidora w kieszeni - żeby też troszkę więcej! ale nigdy - zupełnie 20 franków. Prawda, że byłem i chory, więc zaniedbać musiałem me zachody. Niechże Trésorier de Bienfaisance domyśli się reszty.
Ale o co przede wszystkim idzie mi, to o ważniejszy i staranniej przeze mnie oceniony dług względem zacnej żony Pańskiej, to jest względem domu, gdzie z taką nie praktykowaną już gościnnością i z taką żywą serdecznością byłem podjęty.
Niech te parę słów istotnej pamięci uprzedzi resztę, którą ustnie potrafię wypowiedzieć niezadługo
Cyprian Norwid
1881
982. DO JÓZEFA BOHDANA WAGNERA
[Paryż, st. poczt. 7 maja 1881 ]
Mierne umysły nie wiedzą, że wystarcza prawdziwej krytyki parę wierszy - resztę robi słońce i czas, i wiatr jesienny. Jedynym genialnym dziełem jest grupa terre cuite kolorowana: Le Pavé de Paris - ale patrzeć na to nie można, tak jest szkaradne. Za czasów Danta też same wrażenie robił jego poemat - bo genialny.
Sługa
Norwid
983. DO JÓZEFA BOHDANA WAGNERA
[Paryż, maj 1881?]
Zwykle mówię zdanie moje stanowczo i nieoględnie, dlatego że jestem we walce z całym kierunkiem sztuki i wiedzy.
A że z całym, przeto zarazem nie ufam ostatecznie sądowi memu. I dlatego potwierdzenia w szeregach przeciwnych mnie godne są uwagi. Oto, co mówi „Temps”.
C.N.
984. DO JÓZEFA IGNACEGO KRASZEWSKIEGO
[Paryż, st. poczt. 14 maja 1881 ]
Racz, Łaskawy Panie, do ostatniego dziś generała naszego, starca wielce szanownego i kawalera wielu militarnych dekoracji etc, etc, napisać, gdzie i jak sprostować rzecz dotyczącą konia jego (lubo ona i tak, i tak równie charakterystyczna jest).
Co do pistoletów, te, między nami mówiąc, były od Zygmunta Krasińskiego ofiarowane Generałowi. Nie pamiętam nazwiska pamiętników.
Sługa
C. Norwid
985. DO FRANCISZKA DUCHIŃSKIEGO
[Paryż, 17 maja 1881]
Parę razy, i dziś, zamierzałem być - zawsze jedna Annibaliczna obliczenia marszów kwestia - pozostałoby czasu na zostawienie karty! Chcieć, aby świat pomnił o tym, niesłuszna jest - zapominać samemu o tym - niemożliwa. Pozostawałoby mi wiedzieć, kiedy - a w niezwykłych jednakże godzinach - zastałbym ?...
- - W tych czasach nawet z resztki krewnych nikogo nie widziałem -gdybym umiał zazdrościć, zazdrościłbym Kraszewskiemu, który jest w Hyères - pisał mi - miałem i Deotymy wierszyk. Atoli Lud Polski rolny abdykuje i do Ameryki wynosi się. Zapewne bystrzy szlachcice wiedzą, iż ten lud ma zawsze profetyzmu-sens, choćby jak ptaki przed burzą...
Szlachcice chcą zadziałać na to popularnymi publikacjami wydawanymi przez dawnych pisarzy prowentowych - tudzież Misjami Jezuitów.
C. Norwid
Wtorek -
986. DO KONSTANCJI GÓRSKIEJ
[Paryż, lato] 38426 1881
Pytałem się o dzieci ś.p. Laury Czosnowskiej: córka jest w zakonie w Sedan, a syn oficerem kawalerii francuskiej - zapewne teraz z Beduinami (niepotrzebnie! jak od stu przeszło lat w Europie) rozbija się lub zabija.
A propos: Europa jest to stara wariatka i pijaczka, która co kilka lat robi rzezie i mordy bez żadnego rezultatu ni cywilizacyjnego, ni moralnego. Nic postawić nie umie - głupia jak but, zarozumiała, pyszna i lekkomyślna. Kiedy do innej części świata robiłem wycieczkę, nie wiedziałem, jak listy adresować do Europy, bo adresując do Rz[eczy]pospolitej - list dochodził do Cesarstwa, do Danii - list szedł do Niemiec, do Austrii - list szedł gdzie indziej, i tak zawsze - a za to kilkadziesiąt milionów trupa, łez i opchanych worków fałszywą monetą.
Mówię o kontynencie Europy - nie mówię o Anglii, bo Anglia nie jest Europą - to tylko w szkołach dzieci uczą, że Anglia należy do Europy!!!... Anglia obejma od bieguna północnego (od Kanady) do bieguna południowego (do Tasmanii), więc jest ona sama częścią świata.
Europa zaś właściwa jest zwariowana pijaczka i głupia.
Hrabiny R[oguet] nie ma w Paryżu - jest, myślę, na teraz w Niemczech -druga żona barona M[alcoux], byłego męża jej siostry, umarła.
Tak jest, jak Pani utrzymuje, iż ci pp. Reszke nie są Reszka. Reszka był posłem naszym do Korony Neapolitańskiej w r. 1577-8, a posłowie wtedy to nie dzisiejsze ambasadory! Ten Reszka znał osobiście Torquata Tassa -było to wtedy, kiedy jeszcze tych dzisiejszych Zamoyskich nie było - bo ci nie pochodzą od Hetmana - są oni Zamoyscy, ale nie z hetmańskiej linii, która wygasła.
Nie mówię o Branickich, którzy są bardzo niedawni - wczorajsi - ś.p. Ksawery miał ten sens, iż pisał się Korczak, nie Gryf - bo oni nigdy Gryfitami nie byli. Talleyrandowie są prawie od tysiąca lat szlachtą. Jeżeli Pani Starzeńska jest herbu Starża (czyli Topór), to bardzo starsza od wszystkich szlachciców polskich. Toteż piękna wysoko - ludzka- delikatna- grzeczna - prostotliwa - równa - śladu pychy osobistej żadnego! - zupełnie szlachetna Dama. I ś.p. księżna Sapieżyna była Damą szlachetną.
U nas kościółki drewniane - pożary papierów - najazdy tatarskie - teraz archiwa do Petersburga przeniesione - ale ja te rzeczy znam, bo w Heroldii polskiej, niby to będąc urzędnikiem, więcej czytałem w biurze niż co robiłem, i przychodziłem głównie, aby ś.p. Dziad mój, pułkownik Michał Janina Sobieski*, który w tejże Heroldii był radcą-stanu, widział mię przy stoliku biurowym. Chciał on albowiem, ażebym wyszedł na „porządnego człowieka” - ale mu się to nie udało!
C. Norwid.
Ci Janinowie Sobiescy pochodzą od Marka Sobieskiego, dziada Jana III-go, który dwóch synów miał, i jednego jest linia królewska, a drugiego - linia mojej babki.
987. DO KONSTANCJI GÓRSKIEJ
[Paryż, lato 1881]
TOPÓR
Raz na zawsze règle-générale, że jeżeli tylko ten sam herb i nazwisko, to taż sama familia - tylko są linie proste i stryjeczne - a w takim razie ten sam herb może być na innym kolorze - następnie: ten sam herb, gdy innym nazwiskom jest dany, wtedy nie kolorem już różni się, ale i postacią, czyli: może być topór w prawo lub w lewo itp.
Toporczykowie nie tylko są szlachtą Rz[eczy]posp[oli]tej, ale są najstarszym w narodzie polskim herbem - dlatego mieli osobne księgi (ażeby się nie mieszać z lada kim, np. z Montmorencym, Rohanem, Czartoryskim!!! etc).
Nie używają dziś tego, ale wolno im jest, jeszcze przed Uchwałą Koszycką, mieć płaszcz purpurowy i książęcą godność - przy tym odziewać się od stóp do głowy w amarant i w chwilach wielkiego niebezpieczeństwa być w pierwszej linii na placu boju. Niechże Łaskawa Pani raczy uważać, z kim Pani mówi - lubo do niej nigdy cały ubrany czerwono nie przyszedłem.
Pani Natalia Dzierzbicka może zupełnie cała ubrać się amarantowo i zdaje mi się, że ma topór w tęż stronę, co najpierwsi, to jest Ossolińscy -Tarłowie - Wielogłowscy (bo Wielogłowscy są Wielopolscy).
Dziś najpierwszą osobą z Toporczyków jest Pani Wanda Potocka. Tylko za wielkie rzeczy to się dawało - a że moi dziadowie i ja go mam, to było jedynie jako imdemnizacja dana ojcom moim, z powodu że my, nie będąc Lachami, wymienialiśmy herby na herby - oceniono więc herb siekiery pogańskiej bogów litewsko-skandynawskich na herb Topór, nie dla zasług, ale dla wielkiej starożytności nazwiska mojego.
Pułkownik Dzierzbicki umarł lat temu kilkanaście - niepodobieństwo jest, ażeby to były dwie familie, tylko mogą być dwie linie, a w takim razie topór ten sam na tle różnych kolorów - na czerwonym - niebieskim - złotym etc. ...Droga Pani! Starszych, pierwszych linii prawie nie ma wcale - są zwykle młodsze - stryjeczne - nawet najszlachetniejszy ród Zamoyskich nie jest z linii pierwszej, ale z młodszej, choć najzupełniej tenże sam Zamoyski.
Pani widzi, co z Henrykiem V i Orleanami - toż samo ze szlachtą: jedna gałąź przeżywa drugą gałąź - drzewo toż samo zostanie.
Norwid
988. DO KONSTANCJI GÓRSKIEJ
[Paryż, lato] 38438 1881
Łaskawa Pani!
Ś.p. Ksawery Branicki pomiędzy innymi zaletami i tę posiadał, że choć w części zdjął z narodu klątwę - bo przynajmniej dzieci Mickiewicza nie bez chleba zostały... Tego Mickiewicza, którego się widziało kilkadziesiąt lat w wytartej odzieży - zastawiającego zegarek, by obiad mieć niekiedy wątpliwy - i na którego się patrzyło z „uwielbieniem i życzliwością”! I mówiło się: „Nasz Mickiewicz! chluba narodu!" - gdzież on i czym wasz?
Pani bardzo dobrze wie, że Jej służąca „Anielka" więcej mówiła z Mickiewiczem niż jakakolwiek księżna i Dama Polska... Społeczność Polska chlubić się nim tylko umiała - objąć go nie była zdolną. Jak sam mówił, „mecheska” przybyła podzielić jego życie i wygnanie.
Żydzi nawet raz w gazecie augsburskiej, wyliczając swych znakomitych ludzi, zapisali: „Mośkowicz Adam".
Żadna Radziwiłłówna nie wyszłaby była za niego - kiedy się starał o pannę Wereszczaka, utrzymywano, iż to byłby mezalians (chociaż Mickiewiczowie mitrę w herbie mają).
Na co?!... Pamiętam sam, jak młody Osławski starał się o córkę posła
Świniarskiego, i jak Gąsiorowski starał się o Kaczkowską, i Błotnicki o Piasecką, zawsze mówiono, iż mezalians! Społeczeństwo nie objęło Mickiewicza: żył z grosza Francji i Szwajcarii - uwielbiano go i chlubiono się nim, patrząc na milczenie jego bolu z upodobaniem. Cóż dopiero z dziećmi tego męża stałoby [się] (- - -)
989. DO LUDWIKA NABIELAKA
[Paryż, po 15 sierpnia 1881]
Nie dosłyszawszy piszę.
Opałczenje jest waregsko-słowiańska instytucja obyczajowa, tak jak „Ruchawka” lub Landsturm; pochodzi wyraz od pałka. Taką, skoro się jej zgotuje element, prowadzi się na miasta i prowincje.
Owacje miast rosyjskich dla Cara są ku temu. Atoli to są dwie-reakcje, i filozoficznie się wie, co mogą? - bo gdzież akcja?
Pochodzi to z przyczyny, iż liberalni oparli się na samej Energumenii bez jawności, bez chorągwi i bez uznania sił Idei. Tudzież na ludziach, którzy są właściwi Europie samej, tj. tych, co - raz w życiu strzeliwszy trafnie - zostają wielkimi mężami na całe życie.
Plutarch ich nie zna. Stąd to poszło, i są dwie Rzezie negatywne - a to na Bursę i francuskich romansopisarzy może duże wrażenie robić.
Norwid
990. DO FRANCISZKA DUCHIŃSK1EGO
[Paryż, sierpień 1881?]
Przyczyna, dla jakiej niezmiennie mniemam, iż cokolwiek publicznego robi się, winno obejmać udział posłów, czy to bezwzględnie polskich,
isai
991 · DO M. GENIUSZA
czyli względnie polskich, jest bynajmniej formalną, ale owszem jest ona najistotniejszą.
Idzie albowiem o to, ażeby wyzuć naród z błędnego i złego, i zgubnego nawyknienia do jakiejś jawności nie-do-politycznej... Nic zgubniejszego nad to nie znam -
Jakaś jawność przypominająca irlandzką incapacité-politique - cieszy ona niekiedy konspiratorów, którym się zdaje, iż co ustąpią z praw historycznych, to nadrobią za to energią indywidualną energumenów - - ale to jest rachunek omylny.
Jakaś nie-do-polityczna konspiratorska jawność podobną jest do zaszywania piesków bonońskich we futerały poduszkowe, aby te pieski nie rosły.
Otóż to z tej arcyważnej przyczyny idzie mi zawsze w publicznych rzeczach o udział poselski, co - że wielokrotnie nie rozumiano - dziś DUŻYMI LITERAMI OKREŚLAM I TŁUMACZĘ.
Sługa
Norwid
991. DO MIECZYSŁAWA GENIUSZA
[Paryż, koniec sierpnia 1881]
Tyle Ci powiem na początku listu jakoby dewizę:
zapewne wiesz o żałobie mojej wujenki po stracie jedynego synka jej brata - otóż nie byłem na tym obchodzie osobą moją - myślą tylko.
Wnioskujesz, że we wyjątkowych jestem warunkach jako czas - siły niekiedy - i inne względy z wieloma pracami. Kiedy miły i pamiętany, i pamiętny telegram Twój odebrałem, odebrałem i drugi na też same godziny zamawiający mię.
W takich razach (rzekłem do kogoś obecnego) nie idzie się ani tu, ani tam, lubo nie tylko dla ceremoniału tak postąpiłem!
Myślę, że Łaskawa Siostra Twoja i Mąż Jej nie są tu na parę dni - racz mi to donieść i o Ich adresie dać wiedzieć -
En tout cas veuillez avoir la bonté de dire à Madame et à Monsieur Longue combien de fois ne vous ai-je demandé des nouvelles du pays des Pharaons?
Sądzę przy tym, iż znajdzie się chwila, w której będę mógł być i drugiej Twej Siostrze prezentowanym.
Na teraz mógłbym czasem pozazdrościć Pitagorasowi, iż o jednej i tej samej tegoż dnia godzinie widziano go w Metaponcie i w Crotonie.
Uściśnienie ręki.
Norwid
1881
992. DO MIECZYSŁAWA GENIUSZA
[Paryż, st. poczt. 1 września] 1881
Szanowny i Kochany!
Masz zupełną słuszność, że są obrzydliwiący żywot ludzie, nie już przez egoizm, bo jeszcze egoizm sam byłby czymś, ale przez coś niższego jeszcze, bo przez pewien rodzaj przemysłu-egoizmu. Nie doczytałeś, co-ć pisałem, iż wypadek gdy zdarzył, że takiż sam telegram w tej samej chwili, a w przeciwną Paryża stronę, bo na Avenue-Montaigne, wołający odebrawszy - wybrałem trzeci, to jest zostałem u siebie przy pracy, przy której i dziś jestem. Rad bym Cię widzieć, bo MÓWIŁBYM - -
Niepodobna, aby Pani była, gdy znalazłem się w domu Waszym, gdyż dwie osoby - i pono dwie Żydówki, jeśli mię antropologia nie myli - spotkałem w ogródku, a zresztą ducha żywego i drzwi aby szparą otworzonych!
Nie domniemywam, co piszesz, iż u Teścia Twego bywam - bywam u Was, gdy mogę, zawsze poważnie spominając ś.p. panią Wagner, która była osobą zacnej i wysokiej prostoty, a przeto jedną z tych, co gruntują społeczność. Nie trzeba się goryczyć, bo same przez się życie jest smętne: „sunt lacrimae rerum”
Spotkałem tu pana Wagner, który mi mówił, że Twoi z Egiptu ofiarowali pani Olimpii fragmenta starożytne i że, gdy tam będę, coś pozwoli mi wybrać i dla mnie. Nie potrzebuję Ci wyrażać, jak mię to ŻYWO OBCHODZI, i domyślisz się, że wielce i obowiązkowo muszę być zapracowan, skoro to nadmienię, że gdybyś przypadkiem prędzej ode mnie znalazł się w tych stronach, to racz mię w tym wyręczyć - bo jeśli już z Egiptu do Paryża przybyła rzecz, to i tu miłą Twą pamięcią znaleźć się może!
Rękę Twą ściskam - masz śliczną córkę - uważałem, że nieledwie za-regularne rysów linie na małe dziecko. Toteż podobno, że Heleną nazywasz ją?
Vale.
C.N.
Pani moje pamiętliwości! Nie trzeba gorzknąć, bo złe tego chce - tędy ono zaczyna zwyciężać! - i pamiętać trzeba que la dernière victoire est toujours à l’Idéal!
993. DO KONSTANCJI GÓRSKIEJ
[Paryż, 1881-1882]
Słusznie o „milionach" Pani mówi, zwłaszcza ze stanowiska żeńskiego na nie patrząc - ja oddaję im, co warte być mogą moralnie, i zarówno jak Pani lub mocniej jeszcze je klnę - tyle lat ciężkich, widzi to Pani, jak zuchwale i stale pogardzać tą rzeczą umiem.
To swoją drogą, a swoją drogą, że one są, jak ś.p. przyjaciel nasz, ks. Marceli Lubomirski, mówił: c'est un „ennemi respectable !”
Ale jest coś więcej... kiedy komu Bóg Dobry dał piękność, młodość, zdolności i nazwisko - niech się modli stale, i sama siebie kształci, i ma cierpliwość, a będzie znakomitą jaką kobietą!
Znałem i znam takie - mają od milionów więcej, albowiem gminne mówi przysłowie, że Pan Bóg więcej ma niż rozdał. Chciałbym wiedzieć, która Radziwiłłówna etc.... ma to, co Helena Modrzejewska, której Salon przyjmuje u siebie królewską angielską arystokrację w Londynie? której... Cóż ich życie przy jej życiu! - a to jest tylko cnotliwa i genialna osoba, i tylko hrabina Chłapowska.
Swoją drogą miliony, przyznaję, że wartość mają - nigdy tego nie przeczyłem - i zawsze miałem honor pogardzać onymi - bo, jak Pani mówię, Pan Bóg ma więcej niż rozdał.
Nie bywam u hrabiny de Bonneval, bo nigdzie nie bywam - siedząc na chwilę obok hrabianki Sybilli, znalazłem się pomiędzy nią a Królem Jerozalemy i Cypru (de Lusignan) - cóż Pani chce więcej dla śmiertelnego człeka?! W prawo i w lewo?!
Zapomniałem podziękować Pani za pamięć księżnej Galitzin-Górskiej -ja tak wszystkie korespondencje pełnię, to jest, że o niczym nigdy nie zapominam, ale według możności czasu. A propos książąt: czy Pani pamięta wnijście do Salonu naszej pamiętnej księżnej, ale nie od Gedymina jak Golitzinowie pochodzącej, lecz moskiewskiej księżnej, która wyciągnąwszy do mnie rękę rzekła te piękne słowa: „Gałganie! Łajdaku! czemu ty się zrobiłeś emigrantem?”-na co ja księżnej Ouroussoff: „Czy wolno zapytać, w jakich praczek towarzystwie nauczyła się księżna pani takich grubijaństw?...” - widzi Pani, jak wszystko pamiętam.
Powiadają mi, że hrabina Pelagia Branicka wyjechała - i gdzie? nie wiem -widzi Pani miliony i szczęście - tyle ciosów jak uderzenia pioruna - znosić samotnie - daleko - taka wiotka postać! jak tam Bóg siły dał? Syna nie znam, ale znam zwierzę, które go ugodziło rogiem - jest STRASZLIWE!
C. Norwid
994. DO MARIANA SOKOŁOWSKIEGO
[Paryż, 1881 ]
[Początku listu brak.]
3
P.S.
Do ś.p. Ksawerego Branickiego, gdy hojnie głosił o cywilizacyjnej potędze druku, pisałem był tę maleńką uwagę, że nadużywa się wyraz druk arcyczęsto, i że trzeba pamiętać, iż skoro tenże wynalezionym został, używało go tylko tyle osób, ile umiało było pierwej czytać... a nie mniejszą jest rzeczą, iż skoro druk rozszerzył liczbę czytających, lubo drogą arcymało idealną, bo przez taniość porównawczą, to weszło natomiast nie-do-czytanie. Nazywam je tak - z powodu iż, sam je odkrywszy, sam mu nadaję nazwę.
Niedoczytanie, mówię, czyli felietonowanie - czy jak chcecie?!... - to jest: iż przed drukiem czytano do-głębniej, calej, istotniej.
I tak np. książę Sapieha pisze te piękne zdanie: „Klęską są mali, skoro się ich wielkimi czyni.”
To jest piękne i prawdziwe, ale niedogłębnie odczytane.
To wyczytuje się istotnie i brzmi właściwie:
Klęską są wielcy, ilekroć się ich małymi czyni, albowiem (zwłaszcza też w Europie, to jest w ciele sensualniej z-kościelonym) trzeba potem koniecznie i logicznie małych o tyle wielkimi robić, o ile się istotną wielkość poniżyło było.
( avayx7 )!! zaklęcie)
Stąd to są przecież konieczności i prawdy parlamentarne, lubo one prawdami istnymi nie są.
Czytanie dogłębne zależy na wiarogodności tonu i wyrazu.
W Krakowie lub Warszawie można nazwać Jubileuszem każdą spóźnioną o lat pięćdziesiąt restytucję - lubo do różnic tych pojęć nie trzeba być ani filologiem greckim, ani rzymskim legistą!... ale to tam uchodzi-tam się tak czyta!
Ateńczycy, w pięćdziesiąt lat po otruciu Sokratesa złoty posąg mu fundując, mieli ten sens, iż tego nie nazwali Jubileuszem!...
U Hellenów albowiem można było łatwo być otrutym, zabitym lub wygnanym, ale się nie było nigdy publicznie i jawnie oszukanym przez niedoczytanie wyrazów lub nazwiska rzeczy właściwego.
Czytać jest to dogłębiać wyrażenia, tak jak rzeźbić to nie jest oblizywać, co też i fala z kamykiem potrafi - tak jak malować to nie jest farbować. Tak jak żyć i kochać to nie jest od czasu do czasu spotkać się nosem w nos i serdecznie uścisnąć.
Cyprian Norwid
1881
995. DO WŁADYSŁAWA CZARTORYSKIEGO
[Paryż, 1881]
Mości Książę!
Nie nastręczyła się sposobność, ażebym Waszej Książęcej Mości podziękował był za łaskawe przedstawienie mię Księżnej, i charakter zaś miejsca, i niejakie uciszenie publicznego-słowa, w bieżących czasach właściwe Emigracji, nie nadawały dosyć prawa, ażebym zabierał głos i to wypowiadał, co niechybnie bieglejsi i trafniej postawieni mieli zapewne zaszczyt Księżnie wyrazić. Nie idzie za tym, ażebym i w tym wyjątkowym położeniu, i w naturalnej prostocie mojej pozostał niemym.
Ja - zaszczycony byłem nieledwie przyjaznym zbliżeniem jednego z najwierniejszych Królewskiemu Domowi Francji -- był to Ary-Scheffer, który z rodzajem religijności pokazywał mi był rysunki własnoręczne ś.p. Wielkiej Księżnej Marii d'Orléans, a które gdzie by ze zgonem Scheffera przeszły? - tego nie wiem; był tam i maleńki rysuneczek przedstawiający Wielką-Księżnę zajętą rysunkiem, z którego następnie Scheffer zrobił w arcymałej liczbie odbitą akwafortę, i ta podobno, że byłaby nie najzupełniej niemożliwą do odnalezienia.
Że w naturze plastycznej-sztuki leży patrzenia-umiejętność, pokazując więc wybranym osobom zabytki te, Scheffer dawał pojęcie i tych historycznych rysów, które ze zbliżonych kart dziejów Europy albo uchodzą (ażeby się późniejszym w ich właściwym okazać świetle), albo bywają namiętnościami przyćmiewane.
Dawała się więc postrzegać i poznawać właściwa Rodowi Królewskiemu Francji cnota wrodzonego dostojeństwa, z wysoką pojednana prostotą i z pewnym rodzajem dobroci opiekuńczej, która jeżeli ceniła popularność, to pierw ją naturalnie pozyskawszy.
Dawała się widzieć otwarta miłość dla umysłowego rozwoju i nieprzypadkowa potrzeba dzieł sztuki w życiu społeczeństwa.
Spomnienia te znakomitego sztukmistrza nie mogły ode mnie być dalekimi, kiedy Jego Książęca Mość raczył mię Księżnie prezentować.
Z głębokim poważaniem mam zaszczyt być sługą.
Cyprian Norwid
1881
996. DO SEWERYNY DUCHIŃSKIEJ
[Paryż, ok. 1 stycznia 1882]
C. Norwid
dziękuje za pamięć i życzy przy tym Nowym Roku zdrowia, pokoju, wolności i miłości u ludzi zacnych, światłych i odważnych.
997. DO MIECZYSŁAWA GENIUSZA
[Paryż, st. poczt. 9 stycznia 1882]
Pani i Tobie najstaranniejsze podziękowanie za pamięć - życzenia zdrowia, pokoju i Miłości, i wolności - dla wszystkich.
C.N.
1882
998.DO LUDWIKA NABIELAKA
[Paryż, st. poczt. 13 stycznia 1882]
Na pierwszej karcie książki doręcznej Ekspozycji Elektry[czno]ści wyczytać możesz w pierwszym wierszu te słowa: «L'ÉLECTRICITÉ EST UNE
SCIENCE».
Dziś w piątek 13, 1882, czytam te słowa w dzienniku paryskim: „Il faut ętre absolument dépourvu d'Intelligence pour contester le charme et la puissance de l'esprit français” - -
Czy to proklamacje Prefekta ?
C. Norwid
999. DO PIOTRA ŁAWROWA
[Paryż, st. poczt. 12 lutego 1882]
Monsieur et Collègue en Sciences! De ma solitude j'apprends par les journaux Votre accident. Je n'y comprends rien -
Si votre honorable manifeste en soit la cause, il aurait fallu se reporter
à la Société de la Croix Rouge de Genève - au Grand Chapitre de la S[ocié]té, garantie par plusieurs Gouvernements, et obtenir la réponse que Vous et Madame Zasoulicz vous ętes désavoués par la dite Société. Après cela, vous faire le procès. Autrement comment comprendre cette histoire?!
De cette manière la Dalmatie actuelle n'aurait plus de l'assistance de la Société sur les champs de batailles?!...
Mes sentiments.
C. Norwid (de)
1882
1000. DO LUDWIKA NABIELAKA
[Paryż, zima] 1882
Salve !
Dziś, w błocie, z zziębniętymi nogami, spotkałem pana Rutkowskiego, któremu winien jestem, iż byłem był u Ciebie, bo to on mię nauczył, jak Cię znaleźć...
Więc - ze wszech miar jest to szanowny i miły człowiek.
Ależ!... ależ! - „niech go kule biją” jaki polityk!
Powiada mi, że Polska wtedy będzie, jak się wszyscy Polacy odrodzą! -
Co znaczy ta doktryna? Czy ona starego, czy nowego Testamentu?
Co to jest?... co to znaczy?
1. Według Starego Testamentu, kiedy taki ogromny człowiek jak Abraham (ojciec nasz) traktował osobiście z Przedwiecznym o losy Sodomy, to przedstawiał Bogu, iż DLA KILKU może cofnąć wyroki swoje... DLA KILKU... I to Stary Testament - Testament-zemsty, i to Abraham traktujący z Bogiem!
Zmiłujcież się, nie bądźcie więksi od tych wielkości, bo to byłoby śmieszną pretensją maleńkich karłów, z których żaden o Sodomie z Bogiem nie mówił.
Co zaś do Nowego Testamentu, Testamentu-miłosierdzia, cóż mam dodać???????
Oto: 2° że gdyby jaki naród czekał, aby powstać przez odrodzenie wszystkich indywiduów składających go, to czekałby chwili, od której nie będzie już narodów!! Albowiem narodowości są to nie moce, lecz słabości, które raczej trzeba nauczyć się znosić w Miłosierdziu, nie zaś odnosić do Sprawiedliwości...
Albowiem: zaprawdę iż odniesione do sprawiedliwości roztopią się wszystkie w jej słońcu, i zniszczeją, i miejsca ich nie będzie.
Słowem: że, jeżeli kilkodziesięcioletni Emigrant powiada, iż Polska wtedy będzie, kiedy wszyscy Polacy będą święci, to -
ani on Żyd!
ani on Chrześcijanin!
ani on publicysta!
ani nawet rozważny-umysł!
- ale bardzo miły i szanowny Obywatel, którego miałem przyjemność dziś spotkać, a mając zziębnięte nogi, nie mogłem mieć czasu, aby mu to powiedzieć.
C. Norwid
1001. DO LEONARDA RETTLA
[Paryż, luty-marzec 1882]
Do W-o L. R. - „Kurier Paryski” Z przyjemnością przejrzałem „Kuriera Paryskiego” prawie wszystkie numera - w jednym z ostatnich napotykam słynne imię Twoje obok ubocznej mej nazwy w poetyckiej liczbie mnogiej zawołane (Rettlowie i Norwidowie).
Kiedy się dziennik ten kształtował, zapewne w pamięci i w archiwach Czytelni Polskiej nie popatrzył genezy trzech koniecznych myśli i zapowiedzeń - to jest: dziennika, aby kontrola i opinia jawna ożywiały się — Od eonu lub klubu, aby osobistości znać się, znosić i cenić umiały - i banku-pożyczalnego, aby praca oparcie godne znajdowała. Myśli te trzy przez parę lat w Czytelni Polskiej agitowane były publicznie, zapewne ani na to, aby o tym zapomnieć, skoro się z tego cośkolwiek zrobi - ani ku temu, aby, skoro „Kurierowi Paryskiemu” za pierwszym jego ukazaniem napisałem był, że trzeba „rękopisma zwracać” (bo Panowie możecie nie wiedzieć ich użycia), to mówię, że mnie należało odpisać lub usłuchać. To nie wystarcza, iż Redakcja wygłosi, że szkodzą jej ci, co tylko to chwalą, w czym oni sami działają... - to nic nie znaczy i nie objaśnia - ale to znaczy, że należy szanować inicjatywę, suum cuique, bo praca inicjatywy nie tylko że jest pierwszą i naczelną, ale ma i to do siebie, iż bez jej uwłaszczenia nic unastępliwiać się nie może stale i słusznie - i nic nie będzie!...
PRZYKŁAD -
Kiedy Polacy nie mieli rozwinięcia sztuki - zapłaciłem paręset franków za broszurkę O sztuce dla Polaków i kazałem ś.p. Królikowskiemu wielkimi literami wydrukować: NAKŁADEM AUTORA - szło mi o to, aby tak było w czasie, w którym napadł na to Doktor Klaczko, posiłkowany przez ś.p. Zamoyskiego i dowodzący, że Polacy nigdy ani sztuki, ani artystów mieć nie mogą - że sztuka jest zgubą dla Sarmatów i że oni nie będą nic w niej zyskiwać - - (naturalnie aż do czasu, gdy tenże Zamoyski, widząc Cesarzy Austrii i Francji przed Matejki obrazem, zalecił pisać do mnie o projekt do medalu dla Matejki -- korespondencja, którą mam u siebie).
Otóż, ponieważ przeszło 300 fr. zapłaciłem za rzecz tak przyjętą i podjętą, a niebawem za tenże rękopism, drugi raz w mych dziełach drukowany, zapłacił mi pięćset franków Brockhaus - jasny z tego wniosek, iż rękopisma dla tej przyczyny oddawane być winny, bo tylko takie rzeczy mają jakąkolwiek wartość, które nie dla każdego są na razie przystępne. Nadto Wiel[moż]ny Reiff zapewne ze mną będzie zdania tegoż samego, iż lepiej dostać 500 franków niż wydać trzysta, rzucając, gdzie nie tylko pereł się nie ciska...
Nie trzeba zapominać, że piśmiennictwo dziś rozwija się spółcześnie do nauki mowy ludzkiej - że więc czasem na jeden wyraz pracuje się lat kilka i więcej - i że to nie robi się dla ubawienia murzyńskim śmiechem jednego grubego czytelnika, ale do całości wiedzy odnosi się.
Szlachcicowi jednemu w Muzeum-Cluny gdy okazałem, że „cholewa” jest to pończosze buta długie, za kolano sięgające, zwane ( à haute-levée,( przez elizję: cholewy – on reconnaît un sire par des bottes à haute levée (po cholewach) - i kiedy dodałem, że toż jest z chomontami (la haute monture)... roześmiał się bardzo szeroko murzyńskim śmiechem, zapewne tusząc, iż to ja znalazłem i poszukiwałem ku temu, aby go zabawić. Z tej to przyczyny, oprócz zwykłych szpargałków tła pressy, nic istotnie interesującego pisać nie można dla nie wracających rękopismów wydawnictw.
Cyprian Norwid
1882
1002. DO LEONARDA RETTLA
[Paryż, luty-marzec 1882]
Histoire de la Sécularisation de la propriété foncière - - l'auteur parcourut les fastes de cette opération du point de vue de Rome et d'Athènes - il lui semble que les anciens ne connaissaient pas la liberté--individuelle dont il ne nous donne pas la valeur lui męme et qu'il nous est forcé de supposer l'existence dans la liberté des rentiers retirés des affaires. Il aboutit vers la fin au Christianisme par l'élargissement graduel du débouché et l'exercice de la concurrence.
Livre religieux: car il n'y a jamais eu de livres irreligieux - vu que cela ne dépend de l'auteur mais du savoir-lire et que l'élément religieux réside dans la texture du langage des humains - il s'y trouve seulement quelquefois des livres irrévérencieux.
Norwid
1003. DO LEONARDA RETTLA
[Paryż, luty-marzec 1882]
Mr de Rettel
Za książkę znakomitą (w swoim rodzaju) tym więcej i serdeczniej dziękuję, iż będę Ci niemiłym, mówiąc o niej.
Zatrzymam jeszcze na parę dni. Wprawdzie tylko cztery razy byłem w Rzymie i tylko parę lat zajmowałem się nim - ale taki Rzym, jak go Autor kreśli, był tylko w teoriach, w rzeczy zaś (res) takiego nigdy nie było, bo taki
nie mógłby Kartaginy i Aten w dwie ręce wziąść, ale byłby tylko jedną z Heraklej takich, jakie ja jutro w Ameryce z kmietami polskimi założyć umiałbym. Zaś gdyby to była taka Herakleja, jakie się zakłada w kilka godzin z nawy gdzie wysiadłszy, to właśnie że nie byłby Kapitol.
Atoli Autor dla tym większego porządku (bo Francuz zawsze jest administracyjny urzędnik) - autor, mówię, skoro go co ambarasuje, to choćby o całą głowę lub serce chodziło, omija je, odcina, i chowa w kieszeń.
Dlatego umniejsza asylum, tak iż wypadłoby na całe asylum ze 25 kroków kwadratowych, co podobno że za mało ?! - ale szersze byłoby ambarasującym w teorii Autora i Rzymu. Przeskakuje lekko porwanie Sabinek (mała rzecz!), bo to byłoby ambarasujące dość w teorii - o większą połowę zmniejsza rytuał tryumfu, bo trzeba by było mówić, iż tryumfator wjeżdżał przez wyłom muru świętego (jak Remus, za to zabity) i że bez wyłamania muru nie byłoby tryumfu kanonicznie... ale to by Autorowi zrobiło ambaras w teorii!... któremu, zda się, szło o nakreślenie
niejakiego Rzymu - - - bez kobiet, ludu, i bez tryumfatora... Rzym,
zaiste, ciekawy!
Cyprian Kamil N.
Przypomina to te miasta robione z korkowego drzewa, które jednakże bardzo nieraz do nauki służą, jakkolwiek to nie miasta są!
Libertas. - Starożytni nie pojmowali wolności bez obowiązków (i to bywało uciążliwe lub nadu-żyte) - nie pojmowali zaś z przyczyny, iż nie pojmowali człowieka en dehors de son milieu-constituant, czyli nie pojmowali tego, czego nie pojmował Przedwieczny, tworząc Adama w Raju.
Autor książki zapewne wyższe i szersze ma o wolności i człowieku pojęcia, ale tych wcale nie widać w dziele jego, zwłaszcza iż co mu się podoba opuścić, to opuszcza.
1° Byłby on skazanym na Gemonię za opuszczenie ksiąg Sybilijskich i Quindecim-viri.
2° Byłby wyrzuconym z Senatu za opuszczenie tego, co jest Populus -formuły kanonicznej: Senatus-Populusąue.
3° Pod koniec tomu przypomina sobie różne opuszczenia: np. że Sabinki ulegalizowano potem!... ale cóż zrobić ze świątynią Jupitera-Statora, która jest do dziś?
4° Ostracyzm był dlatego, ażeby nie tolerowany indyferentyzm miał kędy oddziałać - był nawet samowolnym.
5° Sokrates nie dlatego otruty, iż nie mógł tego uniknąć, ale dlatego że starożytni nie pojmowali filozofii bez heroizmu-filozofii, to jest: nie pojmowali tego, czego obywatel pojąć nie może.
Redakcja. - Jak najuczeńszy człowiek wyjdzie z ograniczonego pojęcia, to może napisać znamienicie pół-tomu... ale od drugiej połowy tomu pióro się zakręci i pisać będzie rzeczy założenie kompromitujące.
Cyprian N.
1004. DO LEONARDA RETTLA
[Paryż, luty-marzec 1882]
Chrześcijaństwo promieniło na ludy (których jesteśmy spadkobiercami) po trzykroć:
1° przez północną Illirię za dni samego Pawła Ś-o;
2° przez Krym, już w 91 roku Ery i za Trajana, albowiem biskupstwo tam wygnańcy założyli i to 2000 głów liczące (to jest, wedle znajomości rzeczy, promieniejące potężnie naokoło);
3° cytowane przez historyków nawrócenie całego narodu katolickie.
- - Ale - pisać o tym nie mogę, bo trzeba pięciu arkuszy zbijania najgrubszych błędów, i niekiedy błędów oburzających!
Jużci naturalnie! jeśli kto chce tłumaczyć marsze i bitwy Napoleona III we Włoszech, to nie może brać planów Napoleona I we Włoszech! Albowiem - za Napoleona I też same pola bitew nie były porznięte irygacyjną kanalizacją i siecią kolei żelaznych, tudzież wtedy ominięto kwadrylater i udano się piorunnym marszem na Wiedeń.
Więc ani zasłużonego Lelewela, ani utalentowanego Duchińskiego tu nie wystarczy, bo żaden z nich w rzeczach geogr[afii] świętej nie odpowie nawet na zapytanie:
Czemu żaden apostoł nigdzie nigdy nie znalazł się bez uprzedzenia i bez prawie że przygotowanych sobie nieledwie gospód???
Trzeba by więc pierw pięciu arkuszy zbijania błędów.
Mówić mogę - pisać niepodobna.
C.N.
1005. DO SEWERYNY DUCHIŃSKIEJ
[Paryż, st. poczt. 13 marca 1882]
To jest bardzo stosownie, iż Pani Łaskawa nie potrzebuje mieć wyobrażenia o warunkach, w jakich ja pracuję. Bogdajby nikt ich nie znał!
Rzucam wszystko, ażeby Boga Terma tak blisko przez Panią postawionego zaspokoić - będę miał zaszczyt dopełnić życzenia* - i jedno, i drugie w tym celu nie pełni się dorywczo i mimochodem.
* Swoją drogą ja nie wierze, ażeby się to na co zdało w kraju, „gdzie myśl nie trwa godziny" (Słowacki).
Przedstawię Muzę Bohdana, co nie było jeszcze postaciowane. Jak mi trudno żyć, to tylko Duch Ś[wię]ty wie! - od tego, co robię, zależą trzy najmniej rzeczy - rękawiczki, tytuń i pęzle etc. - są dnie, że siedem godzin pracuję.
Niech to na sardonizm i reklamę nie wygląda, bo na jedno i drugie czasu nie miewam. Nie odpisuję dziś na piękny i szanowny list Jej, tylko dziś dopiero doczytałem, że Pani chce spiesznej odpowiedzi.
O „Kłosach” wiadomość jest wyjątkiem, bo przecież w książkach literatury dla studentów są pisma me i imię moje z-niesławione -
Z ojczyzny przez kilkadziesiąt lat wygnania i walki nie odebrałem nigdy nic miłego ani konsekwentnego - NIGDY - NIC.
Łączę moje prawdziwe życzliwości i poważanie
C. Norwid
1882
1006. DO JÓZEFA BOHDANA WAGNERA
[Paryż, st. pocz. 23 marca 1882]
Dziękuję za list - nic mię nie obchodzą finansowe operacje Teatru i Literatury, choćby ze słusznej przyczyny, iż rok czekać na troszkę groszy jest śmiesznością istotną i złudzeniem.
Dziękuję za wiadomości z „Kłosów”, których, jak żyję, jednej karteczki nie przeczytałem i czy przeczytam? czy?... Jeśli Cię, Uprzejmy i W-ny Panie, obchodzą te wiadomości w ich prawdzie, to możesz być pewnym, iż Ofelia na grobie Ojca z obrazu w Londynie byłego (Szyndlera), fotografowana przy mnie na drzewie dla „Kłosów” warszawskich, gdy mimo rysunku, a który potem kładzie się na fotograf, kosztowała go pierwej paręset blisko franków, nie mógł się doprosić zapłaty z Redakcji, aby fotografowi zapłaconą pierwej przezeń cenę zaspokoić - i że ledwo, ledwo! wrócono mu honorarium, a czekał na realizację rzeczy blisko rok - niemniej, jak rzekłem wyżej, skoro się na parę luidorów rok czeka, zwać to tylko mogą czymś ci, co, z bliska rzeczy nie znając, patrzą na szyby sklepowe.
Zetknięcie albowiem z ruchem albo sferą artystyczną i literacką warszawską aby istniało, trzeba logicznie, żeby one pierwsze istniały.
Sługa
Norwid
1007. DO MIECZYSŁAWA GENIUSZA
[Paryż, kwiecień 1882?]
Zza wezbranej rzeki - z zapomnianego świata.
Norwid
1008. DO JÓZEFA REITZENHEIMA
[Paryż, st. poczt. 17 kwietnia 1882]
Racz z łaski Swojej przeprosić W-o Gasztowtta, iż nie odpisuję - nie mogę - czasu nie mam - to wszystko jest trudne dla mnie.
Ale zarazem racz przyjąć i upewnić, że będę miał zaszczyt być na naznaczoną godzinę.
Czekaj więc mię we czwartek przed posiedzeniem - u Siebie - czy chcesz, abym był przed szóstą? - tak myślę zrobić, poszlibyśmy razem od Ciebie i wrócili. Ten jest mój plan. Powiedz zarazem, iż imię W-o Gasztowtta znane mi jest z niektórych Juliusza tłumaczeń, tak pięknych, że wątpię, aby lepsze były w języku francuskim.
Masz czas odpowiedzieć - ja ledwo mam czas pisać.
C. N.
1009. DO MIECZYSŁAWA GENIUSZA
[Paryż, 19 maja 1882]
Kochany Panie Stefanie i W[ielmoż]ny Dobrodzieju -$
Takie są nieuchronne ceregiele z natury rzeczy i z płótna, do którego plecami byłeś obrócony u mnie, pochodzące.
Zamierzam mieć przyjemność widzenia Was w niedzielę o zupełnym wieczorze - stąd pytanie, czy będziecie u Ojca i Siostry na Batignolles, gdzie przybyłbym - czyli odwrotnie: Oni u Was? - gdzie przybyłbym niemniej. Odpowiedź pierwsza na to.
Wtóra rzecz jest, ażebyś był łaskaw (koniecznie), jeżeli macie np. być na Batignolles, ażebyś, mówię, był łaskaw zamówić dla mnie na rue de la Condamine, lub gdzie wiesz, sypialnię na noc z niedzieli na poniedziałek. Ta pani w tym hoteliku, gdzie pierwej raczyłeś mię zaprowadzić, zna już mię i obiecała zawsze mieć to dla mnie, a jednakże ostatni raz w Paryżu będąc parę dni, nie miała dla mnie pokoju i po niewczesnym chodzeniu LEDWO znalazłem poza Batignolles pokój noclegowy - rzecz, entre parenthèses, którą w każdym quartier w Londynie znaleźć można, jak kto życzy, ale której we dwumilionowym mieście, a pełnym interesów, tak samo nie ma, jak niedawno nie było i szklanki wody, aż Anglik fontanny postawił swym kosztem - przyczyna, że przemysł nie interesuje się potrzebami i człowiekiem... i że to są najmniejsze rzeczy w Cywilizacji!
Chciej więc, proszę Cię, zważyć to wszystko i począć stosownie. Gdzie będziecie?
Czy nie zbyt wcześnie kończycie wasz niedzielny wieczór? I zamówienie wczesne dla mnie pokoju w hotelu.
Widzisz - że tyle ceregielów i pisania, gwoli tak prostemu życzeniu.
Książęta Massianowie, którzy się od Fabiusa wywodzą, mają w herbie gzygzak [rysunek] znaczący marsze i kontr-marsze Cunctatora - zaiste, tu byłoby miejsce na ten herb, gdybym z herbami nie starał się być, ile można, ostrożnym, jako syn ś.p. Rzeczypospolitej, która przez lat sto pracowała i kastowała Oligarchię, aby doprowadzić do rezultatu świetnego, iż w całej ojczyźnie jest podobno dwie czy trzy (a te jeszcze są jedną) familie poważane, i to za pieniądze! Śliczny rezultat -
Ręki uściśnienie z poważaniem i przyjaźnią.
C. Norwid
Piątek, 19.
1010. DO KONSTANCJI GÓRSKIEJ
[Paryż, st. poczt. 23 maja 1882]
Jeśli dożyję, to w piątek ten będę na śniadaniu u jednej dziewicy, która ma oczy z czarnego-dyjamentu, i zawsze ssie rubin, a włosy ma poplątane ze słońcem - a co Pani do tego?!... a jednakże powiadam Pani, że jeżeli tej jesieni nie będę w Nice, to mogę się zakaszlać na śmierć - i cóż z tego?
Norwid
1011. DO KONSTANCJI GÓRSKIEJ
[Paryż, wiosna 1882?]
Prosiłem hrabianki Sybilli B[onneval], żeby, pisząc do Pani, wspomniała o mnie - dziś widzi Pani, jak do Niej piszę, bo gdybym inaczej chciał i czekał na zdatniejszy czas! ha - tyle chwili i papieru leży przede mną - tyle i tak piszę.
Czyż ja taki ślepy jestem, ażebym dawno nie wiedziałby!, jak wysoce piękna to będzie osoba?! ale serdeczny żal czuję, gdy widzę tej harmonii osobistość na świat wchodzącą. Gdybym taką córkę miał, musiałbym świat przemienić. Jest tak harmonijnie udarowana, że będzie koniecznie inteligentną - koniecznie.
Więc będzie śliczna, inteligentna i z pięknym nazwiskiem. Kto to uwielbi ? Kto oceni? chyba ktoś oszacuje (!). Ona to będzie widzieć, bo będzie naturalnie inteligentną, albowiem ma harmonijne formy - teraz - cóż z tego, gdy będzie wcześnie widzieć? - będzie boleć.
Dalej, ażeby sobie samemu w bólu wystarczyć, trzeba na samym przyrodzonym uzdolnieniu nie poprzestać.
W którą stronę spojrzeć, jest dziś smutny widok dla wszystkiego, co jest czymśkolwiek wyższe. Nie wiem, co się dzieje z dziewicami wyższej natury? Myślę, że konwencjonalnie idą za mąż stosownie do posagów, poza których transakcjami, skoro tak wypadnie, tłumaczą im, że mają wyjątkowe wokacje dla kontemplatywnego życia, a zamykają w klasztorze dlatego, żeby nazwisko na niekonsekwencję nie narazić!
Jużci Pan Bóg dobry wszystko może... ale tak Go obarczywszy, tuszą nadto, iż ofiarę i poświęcenie uczynili. Tak myślę, że się dzieje. Nie wiem!
Gdyby wychowana była przez taką trzeźwo-rozumną, dobrą równo i pewno, nie mającą żadnej małości damę, jak hrabina de Roguet, byłaby i bez posagu pewnie w życiu. Ale i hrabina de Roguet jest bardzo wiele temu winna, że była zawsze bogata i piękna. Stąd nic w niej zawistnego, nic małego, nic kwasu i jadu - bo nic nie zazdrościła! nic nie miała pomścić lub zawistnie.
Gorzkie jest życie nasze, a smętne życie kobiet współczesnych.
C. N.
1012. DO SEWERYNY DUCHIŃSKIEJ
[Paryż st. poczt. 10 czerwca 1882] - Choć żołnierz z prochów nie porusza skroni, Śpiąc z Epopeją i w śnie marząc o niej!
«o NIEJ» znaczy: o EPOPEI.
Objaśnienie - - proszę dołączyć.
Norwid
1013. DO FRANCISZKA DUCHIŃSKIEGO ?
Najstaranniej Panu Łaskawemu dziękuję za „czarno-księstwo” pani Seweryny Duchińskiej -
N
1014. DO SEWERYNY DUCHIŃSKIEJ
[Paryż, st. poczt. 11 czerwca 1882]
Jeżeli godzi się i daje ucałować rękę par le moyen d'une carte-postale, tedy mam zaszczyt to spełnić. Powiedziałbym Poetessie, że dotrwalej nakreślonego rymu niewieścią ręką nie czytałem, ale czy co nowego dla Pani powiedziałbym?
Niech żyje Cezara!
Rendez à César ce qui est de César -
Norwid
1015. DO SEWERYNY DUCHIŃSKIEJ
[Paryż, 1882?]
MAŁE DZIECI
[Tekst: PWsz., t I, nr 291.]
Słynny chiński poeta Fo-To-Glaf (Chińczycy litery r nie wymawiają i zastępują ją literą l) udzielił mi Chińskiej ballady, powyżej w tłumaczeniu moim umieszczonej. Spolszczyć ten utwór uważałem za nieobojętne dla rodaków płci obojej, jakkolwiek maluje on tylko chińskie obyczaje.
1016. DO JÓZEFA IGNACEGO KRASZEWSKIEGO
[Paryż, czerwiec 1882] Szanowny Panie i J[aśni]e W[ielmożn]y M[o]ści Dobr[odzieju]! Wiadome jest Sza[nownem]u P[an]u, iż skoro kto jakie kilkadziesiąt lat ma zaszczyt być politycznym wygnańcem narodowym, jużci że udział bierze we ważniejszych przynajmniej porach wyrabiania się opinii.
Wygodniej zapewne byłoby tej jałowej pracy nie pełnić lub mieć swój dziennik dla jakich stu przyjaciół (co, gdy będę miał środki, zrobię). Wygodniej, mówię, byłoby milczeć, zwłaszcza iż nawet wydrukowanej już pracy jednego numeru nigdy Redaktor nie przeszle autorowi, aby tenże mógł dla siebie myśli swej ciąg utrzymać bez płacenia jeszcze kopisty - słowem, że czas - pocztę - kopistę dając, trzeba nadto niczego, nawet grzeczności, nie spodziewać się.
(Co do tej ostatniej, zapewne JW-ny P. Dobr[odziej] uważał, że Polacy w ogóle nigdy za nic nie dziękują, i to nie może nawet być inaczej, dlatego że pańszczyzna niedawno jest zniesioną i natury też same pozostały.)
Mimo tych względów, mam zaszczyt udzielić publiczności załączony artykuł Żydy i mechesy, który godzi się, aby pod te czasy publikowanym był.
Ale gdzie?? - w którym z pism? Że wszelako, mimo tego stanu publicystyki i właśnie z przyczyny takowego, wydarza się zawsze feodalnie osobistość wzięta zarówno przez wszystkie pisma, tedy proszę onejże, to jest JW-o Pana Dobr[odziej]a, ażeby raczył artykuł mój Redakcji przez niego wybranej załącznić, a to z przyczyny, iż treść pisma tego, nawet z opóźnieniem o dzień jeden jakiej powiastki, godzi się, aby znaną była -
Z głębokim poważaniem.
Prawdziwy sługa
Cyprian Norwid
1882, czerwca
1017. DO TEOFILA LENARTOWICZA
[Paryż, koniec czerwca 1882]
(Wiersz: SŁOWIANIN)
ITekst: PWsz., t. II, nr 335.]
Pracuję troszkę nad poematem w pięciu pieśniach pod tytułem: Milczenie - ale polscy edytorowie są do niczego!
P. S. Miły Teofilu! ponieważ zapewne Ci wiadomo, iż Polak spółczesny nigdy za nic nikomu nie dziękuje, albowiem ku temu trzeba oceniać, zaś oceniać nie jest uwielbiać, a oni tylko spóźnione znają uwielbienia, i to nie może być inaczej, gdyż niedawno pańszczyzna zniesiona jest, natury więc jeszcze też same długo pozostaną: przeto pośpieszam Ci podziękować, iż przez ks[ięż]nę Jabłonowską wiem, że starożytną przyjaźń moją pomnisz. Rym też oto mój przesyłam.
Słyszę, że, jak to ś.p. Ad[am] Mickiewicz rzekł był: „Dużo będziesz pisał”, tak i jest - winszuję Ci tego i czytelnikom. Postępy też w skulpturze robisz.
Przesłałbym Ci co z prac moich, ale maluję głównie akwarelą, bo o wiele wieków od olejnego starsza i większą gamę obejmuje, a przez kogo z rodaków - trudno, gdyż zazwyczaj przesyłam pod szkłem. Inaczej palec z pomadą lub grzebień z włosami może na to lec! Pocztą zaś nigdy mi szkła nie zbito, o wiele mil gdy posyłam - ale to drogo!
Z literatury wiem przypadkiem (bo, co o mnie piszą, nie czytuję), wiem, że ś.p. Senator i Kaszt[ela]n Fr[anciszek] Wężyk wyśmiewa mię w swych dziełach, stawiąc obok Odysei Homera mój pamflet, pisany, kiedy miałem lat około dwudziestu, i który otrzymał owoce swoje. Tudzież hist[oria] lit[eratu]ry dla użytku gimnazjów zniesławia także imię moje i pisma, aby przyszłe pokolenia oświecić.
Zatrzymuję się nad zdaniami Senatu i Pedagogii - Senatus populusque -iż te cenić godzi się pierwej.
To wszystko wiem przypadkiem, bo częściej rzeczami greckimi lub wschodnimi i tymiż języki zajmam się, niż bieżącym piśmiennictwem.
Mieszkam tu nie: w «SZPITALU», ale jak w arcytanim hoteliku z dodatkiem widoku świętych osób - ale mi to artystycznie i socjalnie bardzo zaczyna szkodzić!! - co dalej ? - nie wiem.
Vale.
C.N.
1882
DO LUDWIKA NABIELAKA
[Paryż, czerwiec-lipiec 1882
Ja w tych latach pracuję nad poematem w pięciu pieśniach pod tytułem Milczenie.
Ale nie idzie za tym, ażebym tracił z oka bieżące rzeczy publiczne.
N.
1019. DO LEONARDA NIEDŹWIECKIEGO
38525 1882 [ipca 1] - poniedziałek
Łaskawy i W[ielmoż]ny Panie -
Gdy sąsiadowi, który mi dziennik przyniósł, podziękowałem, pośpieszam tym staranniej Tobie, Szanowny i W[ielmoż]ny Panie, podziękować. Za przesadę tego względnie nie bierz - byłoby to względne jedynie. Polacy (jak zapewne uważałeś) nigdy za nic nikomu nie dziękują, i to jeszcze nie może być inaczej, bo niedawno zniesiona jest pańszczyzna, a natury pojedyńcze trwają i jako instytucja nie zmieniają się rychło. We wielu względach czasowych Polakiem wystrzegam się być - byłoby to zatracić coś ważniejszego w sobie.
P. August czy jest jeszcze w Paryżu? - telegramował do mnie - czekałem - nie był: zapewne i Dom Ś-o Kazimierza swymi warunkami to powoduje -teraz jest TU lepiej - ale gdy przybyłem, była to Botany-Bay.
Cezar, lat kilkanaście mając, z rabusiami przestawał, był pojmany - wiersze im pisał - ale jak przyrzekł, tak potem wywieszać kazał wszystkich do nogi.
Lat kilkadziesiąt pana Augusta osobiście znając, mogłem się spodziewać tego wystąpienia - mądry i szlachetny to mąż, ale on nie wie, iż wypadek Wrońskiego n'est point un cas isolé! - i dlatego to nic a nic nie pomoże, choćby te rękopisma drukowano.
Wszystkich zatracono i zmarnowano - wszystkich bez wyjątku (nie lękajcie się tych, co ciało zabijają...) - patrzcie! w Epoce, w której za jedne mizerne wierszydło (bo Marseilleza jest liche wierszydło) stawią brązowy pomnik - prochy Lelewela, który pięćdziesiąt lat w nędzy pracował, leżą dans la fosse commune. Powiedzą Ci, że to nie fosse-commune, ale grób spólny, gdzie przecie parę kapitanów walecznych leży - bardzo pięknie - cela est une fosse commune pour Lelewel bien que pour un tel et tel lieutenant des lanciers cela peut ętre une autre chose.
Dziś gdyby Wroński żył, byłby w Juvisy i przysłano by mu na tabakę.
Za widzeniem oświecę Cieszkowskiego, który jeżeli mówi o fotografii, to wierzcie mi, że mówi metodą Sokratejską (której zwykł jest używać). On chciał przypomnieć zacofanym i za-marłym, że żyjemy w czasie, w którym człowiek słońca używa do pracy - a to dopiero początek! - to dopiero pierwszy raz słońca używamy - BĘDZIE I DALEJ!...
Zresztą, kogo oni od 100 lat ocenili?! Wroński powinien był być wodzem naczelnym w 1831 roku - wszystko ku temu miał!... Byłby Moltke nie pierwszym strategiem, ale drugim. Ale pono i sam nie chciał, bo on znał Kościuszkę, którego szlachcic wypchnął za drzwi - Washington ocenił -a rodacy w nędzy w Szwajcarii zostawili. Oni, od lat 150 najmniej, nikogo nie ocenili!
Ŕ propos - czy czytałeś członka Tow[arzystwa] Hist[oryczno]-liter[ackie]go, Gillera, rzecz o ś.p. Klaudynie Potockiej?... oto dowód!... nie pamiętam, abym coś skreślonego więcej po szewcku o kobiecie czytał!! - to nie stilusem, ale szydłem pisane. Utylitaryzm-konspiracyjny posunięty do szewctwa.
Autor wylicza cnoty Damy: zastawiła diamenty (każda... w Paryżu dla błahych celów to potrafiła i potrafi!) - przewiozła przez granicę skompromitowanych (lada która to czyni i nawet nie spomni o tym) etc... - wstyd czytać! - autor nie wie, że kobieta może nic a nic wcale nie zrobić i wywrzeć wielki wpływ na społeczeństwo i na Epokę - ale to dla niego jest terra incognita!
Nie znałem ś.p. Klaudyny Potockiej, bo byłem wtedy w kolebce, ale znałem potem męża jej i znałem generałową Zamoyską (Działyńską), mówię: znałem, bo raczyła chcieć, abym jej nie znał - co nic mnie nie obowiązuje, ażebym nie miał względów dla osoby noszącej po mężu jedyne arystokratyczne imię w Polsce, czyli imię Zamoyskich - jedyne - zresztą to wszystko archeologia lub pretensja! – „regum electores sumus destructores tyrannorum”.
Vale.
C. Norwid
1020. DO LEONARDA NlEDŹWIECKIEGO
[Paryż, ok. 12 sierpnia 1882]
P. August jeszcze jest - umówiłem się z nim o nawiedzenie się wzajemne-
List Miłościwego Pana cały śliczny - nawet pieczątka, bo myśliłbym, że z odkopalisk starożytnych, gdyby nie barbarzyński język, acz grecka myśl. Przypodobanie polskich strat do wywożenia posągów z ruin zeszłego świata jest tak uroczym, że przypomina Słowackiego lub Zygmunta - i przebacza się niezupełna prawda dla piękności wypowiedzenia jej, bo piękność jest przebaczalnie grzeszną osobą... Jak rubasznie wywoził Mummius z Koryntu arcydzieła rzeziebne, to wiesz z autentyków, ale czy też znasz legendę mówiącą, iż tenże Mummius - który do pakujących posągi sołdatów wołał: „Uważnie!-bo który by co złamał, będzie musiał takąż samą figurę z marmuru wyciosać!..."-tenże sam zakochał się był potem w jednym posągu Diany greckiego dłuta i w obłąkaniu zakończył wojenny żywot... Tak legenda brzmi — Ja we wszystkie legendy wierzę - wierzyć jest: w istocie czytać!
Co „zwichniętego", jak mówisz, Panie, w Narodzie polskim spółczesnym ? -tak wiele doprawdy, iż na najglówniejszym ograniczę się - - Zwichnięte oto pojęcie jawności, skutkiem czego nie można nic zrobić - nic! - A powszechnie to jest zwichniętego, że rozlał się szeroko polski nihilizm. Polski nihi[liz]m gorszy od ruskiego, bo ten paląc i mordując jużci w coś na przyszłość wierzy - ale polski jest zupełnie co innego - zasadą jego jest: sprowadzić wszystko do własnej niziny prywatnej i myśleć, że to do wysokości morza.
Przyjechał dawny kolega, możny szlachcic - widzę go: „Cóż zwiedzasz w Paryżu?... Muzea?..." - „To się widzi tam i owdzie, zawsze jedno!”-„Biblioteki ?” - „Gdzie, mój drogi, czas już na czytania ? Zresztą, kto tam i prawdę zna? wszystko to vanitas... marność! -" — „Jakże u siebie w dobrach swych znajdujesz się?”-„Jako tako!”-„Macie kościół blisko?”-„Mam własny”-„Murowany?”-„Nie! z modrzewiu.”-„Ach!-rzekłem - szkoda, żeś mi fotografii nie przywiózł.” - „Stał lat pięćset i coś, postoi jeszcze! Żona tam i córki chadzają." - „Miewacie dzienniki ?”-
„Jakie chcemy, ale powiedz mi, co z tych dzienników ! Ot, jak dzień deszczowy, to się co i przeczyta...”
Tak literatura, tak polityka, tak Kościół... tak wszystko - wszystko nic - nihil.
Myślisz, że żona i córki coś?... bliżej popatrz! to także vanitas - nic i nic. Chciałem mu proponować zobaczyć już cmentarz Pére Lachaise: „Będzie na to czas, mój drogi! daj pokój, masz, widzę, zawsze złudzenia poetyczne...”
Na ten ton cały istotny żywot, tylko (jakby dla gości) powleczone to niekiedy lekkim połyskiem zewnętrznie odbijającym okoliczne zachody
Życia. TO JEST POLSKI STRASZNY NIHILIZM!
Szczegół genealogiczny Zamoyskich rodu tyczący bardzo interesujący. Niedawno o to pisano do mnie z Nice i kiedy odpowiedziałem, że linia spółczesna jest stryjeczną Kanclerzowi Wielkiemu, bo owa wygasła - było mi potem wstrętnie, gdyż, że może mylę się, myśliłem - lecz nie oszukała mię pamięć moja, a z młodszych mało kto te rzeczy lepiej ode mnie zna - albowiem dziad mój po matce, ś.p. Michał Janina Sobieski*, pułkownik, będąc Heroldii polskiej spół-naczelnikiem i radcą-stanu, chciał ze mnie porządnego człowieka zrobić i dał w Heroldii urzędzik - ale ja tam nic nie robiłem, jedno czytałem i czytałem!... * Ci Sobiescy byli z kasztelańskiej od Marka linii, stryjecznej królowi. N.
Tylko dlaczego, Panie, mówisz, że ów «JEDYNY» Z Zamoyskich! - Andrzej miał sens Zamoyskich, i mój spół-towarzysz, co za Komuny był więzionym -wszyscy oni są żywi. Najhaniebniej sądzono alians z Kronenbergami, którzy końcem końców są i szlachtą, i szlachetni - tak sądziłby Kanclerz... Nie rozumieli go i nie rozumieją do teraz. Kiedy pierwszy raz widziałem ś.p. Andrzeja Zamoyskiego (nie lubię Im tytulików przyczepiać), rzekłem: „Uważam się za szczęśliwego, bo z pokolenia jestem, które nigdy nic więcej nie widziało oprócz archeologii i martyrologii, i widzieć żywe obywatelstwo jest mu błogo." Na to on westchnąwszy odrzekł: „Niestety! inaczej być nie mogło..."
C. Norwid
1021. DO EDWARDA JAKSY BYKOWSKIEGO
[Paryż, st. poczt. 10 października 1882]
Nie mogłem, Uprzejmy Partie Edwardzie, więcej nad parę chwil i słów względem Ciebie użyć, dlatego iż byłem w towarzystwie, które mię podejmowało - był to JW. Teodor (książę) Jełowicki, Marszałek, i JW. Zaleski, poety Bohdana synowiec. Ci zaszczytni przyjaciele, szanując we mnie, że ot bieduję tu, bo nie robiłem pieniędzy i nie kłaniałem się fortunie, słusznie ode mnie uważnej się mogą spodziewać podzięki, i dlatego opuścić ich nie można było dowolnie. Nie wiem, czy wiesz, że nieszczęsny mój brat Ludwik, przez którego miałem szczęście Cię poznać, umarł, straciwszy pierw cały majątek, jaki DWA razy w życiu miał. Wielka boleść to była i jest dla mnie.
Ale to był szlachetny człowiek, który wszystko przez szeroką swoją dobroć stracił.
Że mam przyjemność Cię pamiętać, to dowód, iż te słowa piszę [i] na miłe Twe rozkazy jestem z upodobaniem - jak zawsze.
Norwid
rue du Chevaleret 119-Paris. 1882
Tego, co się zowie bywać w świecie, dans le monde - nie robię wcale - ale widuję przyjaciół wyjątkowych.
Położenie moje nie pozwala mieć pobłażania bezgranicznego dla panowania groszy brzęczących i ignorancji, i pychy żydowskiej!
1022. DO EDWARDA JAKSY BYKOWSKIEGO
[Paryż, po 10 października 1882]
Mr Jaxa Gryf de Bykowski
Zostawiam list i notatkę; jutro rano, wątpię, czy potrafię być; pojutrze rano, we środę, będę.
Dziś jeszcze zajdę - zostaw przeto słowo, czy czekać Cię?
Dziś zajdę.
1023. DO KONSTANCJI GÓRSKIEJ
[Paryż, październik-listopad 1882]
Pierwszą rzeczą należałoby, abym Pani o zdrowiu Jej co mówił, ale z niejakim wyznaję wstydem, iż sam na pół z łóżka piszę...
Niech Pani sama napisze do hr. de R[oguet], Boulevard Haussmann N-o 108, to może być skuteczniejsze w odpowiedzi.
Ja bardzo i bardzo, i bardzo dawno nie widziałem Jej - wiem, że wróciła z Biarritz.
- - Ja dawno i zaraz po wypadku wiedziałem o ś.p. p. Plater - ale mówiłem do kogoś ze znajomych Jej rodzicom (do Marszałka J.), że ja tego nie rozumiem-a on mi na to: „I ja także.”
Ja znam każdy kamień zapadły już w ziemię z napisami hebrajskimi na tej wyspie i wszystkie okoliczności położenia. Wyspa jest długa, długa, wąska jak wstążka - przechodzi się ją pieszo w poprzek i jest się u morza - zapewne, że ażeby wstrzymane ze strony miasta gondole dopłynęły, musiałyby taką długą, długą wyspę opłynąć i dopiero być u morza - tak się stać musiało! ale czy - gdzie tak Dama kąpie się - nie może pierwej opłynąć wyspę gondola i stać z dala na zawołanie?!
Ja wiem, co to znaczy w XIX wieku. To jest zupełny brak rozwinięcia człowieczeństwa w ludziach.
Pani możesz spotkać ludzi z najlepszymi chęciami, z majątkiem, ze szlachetnością, z życzliwością dla Pani, z wszystkim!!... i Pani możesz przy tym z głodu lub ucisku umrzeć. Wszystko by dla Pani zrobili i nic nie zrobią, albo tak po nie-człowieczemu zrobią, że się to na nic nie zda. Za długo przyszłoby pisać, skąd to pochodzi? co to jest?...
Jużci wdowa cesarska, odprowadzająca syna-jedynaka na okręt, cała w żałobie i z wielkim bukietem fijołków... jużci mogła była pamiętać, że syn cesarski w randze pułkownika nie może mieć JEDNEGO konia wierzchowego i bez ordynansa!... Napoleon IV dlatego zginął, iż drugiego lub trzeciego konia nie miał na zawołanie. Ś.p. Linowski, i każdy z moich Wujów, gdy kampanię w 1831 robili - każdy miał przynajmniej trzy konie!
Niechże to kto zrozumie! - - - Można ludzi kochać, dobrze im życzyć,
wszystko dla nich chcieć... ale nic lub złe zrobić.
Gryf B[ykowski] był u mnie - zrobiłem prawie kompozycję na plafon do jego salonu - gdybym mógł, wyjechałbym dziś i zaczął w Nice tę dużą pracę - ale cóż?...
Ofiarował mi tymczasem dwa konie wierzchowe do jazdy w Paryżu, które ma z sobą - bardzo ładnie!... i cóż z tego - pomijam, iż zwykle do ostróg używa się butów - lecz i to mniejsza!... ale powiedziałem mu, że ja się zakaszlę pierw, i że mi pierw grób postawi!
Pytał o Panią.
C.N.
Mieszka Hotel Continental, rue Castiglione.
1024. DO KONSTANCJI GÓRSKIEJ
[Paryż, październik-listopad 1882]
Piszę z łóżka
Potem pojechała do Lourdes Cesarzowa Eugenia. Te Lourdes, jak każde święte miejsce, ma tę smętną stronę, iż zawsze opodal musi być miejsce nie-święte. Owdzie miasto, w którym co noc parę morderstw, co dzień kilka samobójstw - kilka trupów wyłowionych z rzeki - poćwiartowane członki ludzkie zebrane i zbierane... tudzież koncerty i teatr. A owdzie znowu miasto-święte, gdzie modlą się. Jak kto chce?!...
Wszelako godziłoby się uważać, iż w owym Lourdes były już wszystkie najznakomitsze osobistości, a jednakże!... podobno iż dotychczas anielskie widzenie Matki Boskiej nie mówiło z nikim oprócz... z biedną brudną dzieweczką wieśniaczą.
To jest godne przecież uwagi -
*
Zakaszlałem się od śmiechu, bo B[ykowski] wchodzi do mnie z zapytaniem: „Powiedz mi, proszę Cię, kto reprezentuje społeczeństwo polskie?”
„Mój drogi! nieszczęście wielkie jest, że ja nigdy nie łżę, i nie uśmiecham się kłamiąc i pomadując się - jakże, do licha! modliłbym się przy tym?! -
Otóż co do pytania Twego, powiem Ci, co następuje:
Największy mędrzec, jaki był w tym wieku i jakiemu na świecie dziś jeszcze równego nie ma, był to Polak (Hoene Wroński). Ten umarł nie znany od rodaków, prawie w nędzy. Najzasłużeńszy pisarz, który pięćdziesiąt lat pracował w nędzy dla narodu, i były Członek Rządu, Joachim Lelewel, pochowany jest dans la fosse commune i nie ma kawałka kamienia pomnikowego od narodu. Gdyby to był hrabia Kopciszewski, którego rodzi hrabina Popciszewska, miałby niezawodnie pomnik. Generał Langiewicz, któremu Damy w Krakowie haftowały czaprak, umarł tu niedawno samotnie w szpitalu. P. Pustowojtoff (która za Komuny zbawiła siostrę arcybiskupa od rozstrzelania - byłem temu przytomny), kiedy chorowała śmiertelnie, żadna Dama polska nie przysłała karty wizytowej z zapytaniem: «jak się masz?» etc.... - -teraz, powiedz mi, proszę, gdzie jest społeczeństwo bez mądrych, uczonych, zasłużonych, poświęconych... i kto reprezentuje społeczeństwo polskie ? - a będę Ci bardzo wdzięczny.”
Wprawdzie niełatwa to jest rzecz dobrze czynić, i tego się nie robi, aby zbyć - un bienfait nécessairement doit ętre fait bien, car s'il était mal fait!... aurait-il pu ętre un bienfait?
Jednemu literatowi (jak zawsze u Polaków) biednemu, ale jako tako w kącie gdzieś pracującemu, którego w całym quartier i poważano, i znoszono, przysłała jedna można osoba podarek obszerny przez służących swoich z taką emfazą, że musiał się z tego quartier na gwałt wydalić, bo mu to popsuło wszystkie warunki istnienia poziomego.
Trzeba się strzec nie tylko złych ludzi, ale i tych, co nie są w stanie nas rozumieć.
Bardzo przyjemnie było mi i jest wiedzieć o pomyślnościach i pałacach p. Stanisława Potockiego, od którego pamięci proszę mię nie oddalić i hrabinie Matce moje wyrazy staranne załączyć. Hrabia Stanisław P. pewno potrafi stosownie utrzymać zamki i pałace, bo ma wystarczające na to uczucie smaku i znajomość rzeczy estetycznych. W maleńkim jego pałacyku w Paryżu co krok to widać.
O sobie nic jeszcze nie wiem, bo na pół leżę - czasem do dwunastej strata czasu! - piszą mi o jakiejś składce w narodzie, aby moim pracom pomóc -zapewne, że może uczyniłaby ona nie tylko dość, ale i więcej, niż potrzebowałbym, ale przyznam się, że nie wierzę w to - to gadanie!! - to się bez ruszenia palcem nie robi - ja-ć to robiłem, gdy wdowie ofiarowaliśmy 4900 franków - a lenistwo serca może być bardzo silne u człowieka - ja znałem jedną damę, co przez lenistwo nie poszła za mąż - słowo honoru!
C. Norwid
+ Oni to zrobią, jak będzie za późno, albo jak ja już nie przyjmę –
++ Hrab[iny] de R[oguet] przeszło pół roku nie widziałem.
1025. DO KONSTANCJI GÓRSKIEJ
[Paryż, przed 29 listopada 1882]
Co ? uprzejmej i smutnej Pani napiszę, aby Jej chwilową zrobić rozrywkę -Zabawiła mię rozmowa o kuchni - może Pani za widzeniem powiedzieć Gryfowi B[ykowskiemu], że tylko tego żal mi, iż na jego pięknym koniu nie jeździłem! Ja mu wierzę - voilà tout - a wierzę dlatego, że on jest po amerykańsko-angielsku wychowany - myślę nawet, że z języków co najpłynniej włada, to po angielsku mówiąc. Otóż jemu i sobie wierzę.
To troszkę z okolic literackich Sarneckiego („Echa”) piszą mi o składce narodowej dla pomożenia pracom C. N. -jeżeli tak jest? to bardzo słusznie, bo dziennikarze, księgarze i wydawcy polscy tyle razy mię zdradzili, okradli i odarli, że mogą być spaniałomyślni i dać jałmużnę! Zresztą, nikt
nic nikomu nie dał bez ale - - -
Ŕ propos społeczeństwa:
W jednym z dwóch wielkich hotelów, w których Gryf B. zwykł mieszkać w Paryżu i gdzie ja czasem jadałem obiad przy muzyce i elektrycznych lampach - był Amerykanin, który ma dochodu 6 milionów na miesiąc czyli 72 na rok (zapewne By[kowski] go widział). Pan Rothschild, przytomny temu, utrzymuje, że dobra Amerykanina mogą przynosić więcej dochodu (są to kopalnie srebra), ale gdyby przynosiły więcej, to srebro staniałoby, i dlatego musi mieć dochodu mniej - bo gdyby więcej miał, to miałby mniej...
Po polsku mówiąc: nieszczęśliwy człowiek! bo gdzież znajdzie stosowną partię??? ale że to Amerykanin, więc ożeniwszy się z damą bez grosza, będzie ją kochał i poważał.
Kątski Antoni jest bardzo niemłody, z białą brodą jak śnieg - noszony niedawno na rękach w Moskwie, choć grał po Rubinsteinie, pierwszym na świecie - zaproszony jest do dwunastu miast angielskich, gdzie pojechał - w Londynie wielki dla niego był entuzjazm. Otóż po koncertach swych w Paryżu uważał za stosowne zrobić wizyty głównym hrabinom polskim, które loże miały. On ma całe piersi założone orderami od wszystkich monarchów i musi być nieźle urodzonym, bo Kątscy za Władysława IV-o i pod Sobieskim służyli...
Przyszedł do jednej Damy Polskiej - wyszła - i zapytała się jego: „Czego Pan chce?”-
Do innych nie poszedł potem.
Widziałem hr. Taidę Rzewuską.
Gdyby mi co składka przyniosła, to nie pytałbym o kuchnię i o Nice...
aż potem - - -
C. N.
1026. DO KONSTANCJI GÓRSKIEJ
[Paryż, ok. 29 listopada 1882]
O zdrowiu moim, i o zdrowiu, tyle:
Jak byliśmy chłopczykami, a bolało nas co, mówiono nam: „A jak będziesz na wojnie?!” Otóż, tak wychowanym będąc, tylko ci coś o mym zdrowiu wiedzą, którzy nie mogą nie wiedzieć. „Anielka" (Pani Podwys[zyńs]-ka) może więcej wiedzieć od hr. de R[oguet] - bo ona mówiła z Siostrą, która mię widuje. Całe moje zdrowie jest słońce... ja tu z wami tylko przez grzeczność żyję - życie moje jest, jak słoneczne powietrze trwa - jak brzydko w atmosferze, to cierpię - a co ? ach!... I lekarz mój, i zdrowie moje nie tu są, są wyżej. Ale przez grzeczność włóczę się tu z wami po błocie ziemskim.
Co do Geografa, rzecz jest taka: oto znajduje się możniejszych od niego wielu - i którzy mniej- niedawno! ze mną żyli, i mają nie zaczęty jeden pałacyczek, ale skończone pałace... który z nich pomyślił o tym, który pomyśli! aby??... i jednym choć paluszkiem ruszył, aby mi być choćby życzliwym?... który?
Otóż, trzeba być sprawiedliwym. On (mówię: Geograf), jak umie, robi -oni jakby przeciwnicy.
Dziś leżąc piszę - byłem u hr. de R[oguet] w dzień szkaradny i zmęczyłem się. Ona nie wie - po co ?
Co do Kątskiego, mnie tylko zabawiło to „Czego chce?”, które jest homeryczne naiwnością. Posłałem „Anielce” podziękowanie moje za przesłaną mi wiadomość o ślubie jej córki - i nie zapytałem: „czego chce?”
Sam zaś chcę przyzwoiciej kiedy do Pani łaskawej napisać!
Norwid
1027. DO EDWARDA JAKSY BYKOWSKIEGO
[Paryż] 29 listo[pada] 1882
Kochany Panie Edwardzie! Dziękuję Ci, że mówiłeś z Panią K[onstancją] G[órską] o mnie i o KUCHNI!...
O tej drugiej ja pamiętać sobie życzyłbym, gdyby mi rodacy, co mi się należy, płacili.
Napisałem do Pani K. G., że mam wielu przyjaciół, którzy mają dawno nie jeden pałacyk, ale pałace skończone i mieszkalne, ale żadnemu nie przyszła myśl prosić mię do siebie! Tylko temu, który ma hotelik jeszcze nie dobudowany! -
Jestem cierpiący, ściskam Twą rękę.
Norwid
P. S. Skoro ci przyjdzie na myśl, czym mogę Ci być uprzejmym lub usłużnym, racz napisać i wskazać.
Sługa N.
P. S. Musiałem komuś z Polaków odkryć, skąd pochodzi, że oni nigdy nikomu za nic nie dziękują: ani służącemu, ani przyjacielowi rigdy
Polak nie powie: „Merci, monsieur!”- pochodzi to z przyczyny, że jeszcze niedawno zniesiona jest pańszczyzna, a ludzkie natury nie zmieniają się tak prędko jak instytucje.
Norwid
1028. DO JÓZEFA BOHDANA ZALESKIEGO
[Paryż, st. poczt. 30 listopada 1882]
Drogi Panie Bohdanie -
Wielce życzyłbym sobie, abyś był łaskaw przeczytać w rękopiśmie moje małe arcydzieło. Niech Cię to nie zraża, że to jest poema miłosne (DWA tylko są w polskiej literaturze!) - trzeba zobaczyć, jak Sokrates mówił idąc do pięknej damy. Chcę więc, abyś raczył zobaczyć.
Al. e -naprzód: jaką PEWNĄ drogę wskażesz do przesłania rzeczy, która jest fortuną Cezara?
Secundo: nierozłączną od poematu rzeczą jest maleńka proza, w której określone jest moje odkrycie, jakiego jeszcze nie zrobiono - będę Cię więc prosił, ażebyś co do odkrycia w zupełnej je zatrzymał TAJEMNICY aż do chwili druku.
Chociaż, pisząc te słowa, mam ból serca, że TE odkrycie nie może być dziś lub jutro ogłoszone LUDZIOM...
Ale cóż robić? - straciłem edytora Niemca, który mi płacił 500 franków, a że nie mam czym płacić, więc czeka troszkę ludzkość!
Rękę Twą ściskam z poważaniem i sercem.
C. Norwid
DO KONSTANCJI GÓRSKIEJ
[Paryż, st. poczt. 5 grudnia 1882]
Widziałem hrab[inę] Taidę Rzewuską (Małachowską) - była tu z Rzymu -jest Rzymianką - myślę, iż z tych, co i królowę, i Papieża równo widują -pytałem o stan Rzymu i o króla... - który, myślę, że musi mieć wiele do roboty z Rzymem, bo trudno jest zrobić z relikwiarza parę ostróg!
Norwid
1030. DO JÓZEFA BOHDANA ZALESKIEGO
[Paryż, st. poczt. 5 grudnia 1882]
Pisałem do Ciebie, zacny i kochany Panie Bohdanie, że życzę sobie, abyś przeczytał w rękopiśmie poema moje.
Zapewne wiesz, iż w literaturze polskiej jest 2 (dwa) poematy miłosne, to jest pierwsza część Dziadów i W Szwajcarii - tylko dwa obejrzenia się miłości na siebie samą w całej literaturze narodu!...
Owóż - że mój poemat trzecim jest, nie będąc przeto zanadto dla tego świętego narodu, chciałem, abyś go czytał - tym więcej, iż dołączone jest doń moje odkrycie archeo-logiczne, którego jeszcze nikt nie zrobił przede mną i które obchodzi Ludzkość, zwłaszcza w następstwach swych.
Raczże odrzec, czy masz na to czas, czy nie?? - i wskazać drogę stosownej do rzeczy przesyłki. Pytam dlatego, iż wiem, że u Polaków trzeba na każdy kroczek lat pięćdziesiąt, bo są to Scyty „nieśmiertelne” (o których Herodot), z wyjątkiem jeśli im idzie o przejechanie się do wód kilku próżniaków!...
Próżniakami zowie się wszystkich tych, co nic za twórstwo nie ucierpieli i nie cierpią. Praca jest tylko naprzód! - wszystko inne jest wyzysk i próżniactwo.
Odniósł się do mnie pan W[ielmoż]ny Wład[ysław] Mickiewicz ze zapytaniem, czy jakiś wiersz w rękopiśmie jest mój, czy jego Ojca, nieśmiertelnego Adama Mickiewicza?
Nie miałem czasu rozpoznawać i odesłałem do Lenartowicza. Zapewne myślił, że to wielkie wrażenie na mnie zrobi! - niestety, nie mam czasu na to -a odpowiedziałem, iż rozrzewnia mię tylko sprzeczka o to, czy wierszyk papy Mickiewicza nieśmiertelnego, czy mój? wtenczas kiedy u mnie leżą rękopisma czekające na coś więcej!
Ściskam Twą rękę z głębokim poważaniem - przyjaciel i sługa
Norwid
rue du Chevaleret 119 P. S.
Donoszą mi, że Lenartowicz w Bolonii naśladuje lub kontynuuje kursa ś. p. Adama Mic[kiewicza] - - pojąć nie mogę, jak można kontynuować
rzecz tak personalną. W całych kursach Mickiewicza jest tylko l’histoire du génie de Monsieur Mickiewicz, mais l'histoire de la littérature polonaise n'y existe presque point. Ja mam nieszczęście, iż nigdy nie łżę - jakże u licha mógłbym się modlić, łżąc od rana do wieczora?!
Dopiero kiedy, widząc, iż prawie słówka nie ma o Juliuszu S[łowackim] w kursach literatury, podniosłem ja tego poetę (i za mną poszli inni) - bo mi wstyd było takiego personalizmu, lubo personalizmu geniuszu.
Norwid
Młody Mickiewicz zrobi ze swego papy to, co Francuzi robią palinodiami z Wiktorem Hugo - czyli, że to nie będzie ani człowiek, ani pisarz, ani poeta, ale Fenomen - jest to smętnym, bo fenomena pokazują na jarmarkach!
Palinodiosławia!
Norwid
1031. DO LUDWIKA NABIELAKA
[Paryż, ok. 5 grudnia 1882]
NB.
(Ostrzeżenie)
Jeżeli zniszczyć tego nie chcesz, to P. Wład[ysławowi] Mick[ie]wi[czo]wi udziel, on papie swemu śliczną odda usługę, bo tak go ubałwochwala i ze wszelkiej odejma krytyki, iż nie zostanie ze ś.p. Adama ani poety, ani pisarza - tylko fenomen (Mit), rzecz niebezpieczna dla człowieka, bo fenomena pokazują na jarmarkach!
1032. DO KONSTANCJI GÓRSKIEJ
[Paryż] 12 décembre [1882]
Na bliski lub zaszły dzień Imienin powinszowanie moje jest, że życzę bardzo dużo tego wszystkiego, czego sam nie mam (zdrowia i pieniędzy).
Dziękuję przy tym bardzo serdecznie za stałe przyjacielstwo Jej dla mnie. Pisałem już wszystko o zdrowiu moim - a skąpy jestem w tym względzie, bo wolę, że mię kto pojmuje zdrowego niż chorego. Tym więcej, iż to pierwsze jest rzadsze.
Pani wie, jak unikam nazwisk i plotek - ale bywa, iż nikt plotki nie robi, bo wszyscy w kółko jedno opowiadają. Tak jest co do warszawskiego wesela. Warszawa jest od lat stu przeszło miastem wyobraźni... tam nic rzeczywistego nie ma - ani bytu historycznego - ani własnego przemysłu - ani własnego ruchu umysłowego - ani społeczeństwa... Wszystko jest powierzchowne, nie źródlane. Jest to Feeria!...
W takiej przeto od czasu do czasu świetne wesele bywa ewenementem, a kto w obmówkach ogólnych nie bierze udziału, jest człowiekiem do niczego i nawet obojętnym patriotą! Jako więc dobrzy patrioci obmawiajmy cokolwiek.
Pan Stanisław P[otocki] - mimo wszystkiego, co mu bardzo szczodrze dał Bóg - jest chory-człowiek. Tam wszystko jest, ale człowiek jest chory. Żona zda się być osobą wyższą, ale cóż? kiedy jest bez charakteru. Usprawiedliwia ją to, iż u narodów upadłych częściej są momenta charakterystyczne, ale ludzi z charakterem bardzo rzadko. Co?? w tym wszystkim robić może taka osobistość jak hrabina Matka p. St[anisla]wa ? - tego zgadnąć nie umiem. Myślę, że jest jak w loży teatru ze swym wzrokiem krótkim i z długimi palcami.
Co do brylantów, powiem Pani jedną rzecz - to jest, iż nikt na świecie nie rozumie, jak mogą wielkie Damy Polskie brylantów używać? Kiedy? gdzie? - one mogą tylko w kufrach je mieć schowane. Przecież myślę, że do Pani na herbatę nie przychodzi pani de Bonneval we wielkiej toalecie i w brylantach? - a przecież te wszystkie panie, od lat blisko stu, to tylko jedna familia!... i nic więcej.
One mogą tylko być w szlafroczkach z robótkami, car elles ne sont jamais autrement qu'en famille - elles ne sont qu'en petit comité. To zawsze Ciocia lub Stryjenka - są więc w brylantach zabawne lub zamaskowane... udają coś -przy tym i Dworu nie ma! Jużci że brylanty tylko w kufrach na swym miejscu. Ale Warszawa cała jest udanie i Feeria wyobraźni od lat stu! -
Teraz - powiem Pani, że od lat parę uwzięli się jakby wszyscy, ażeby mi kłaść w trudne uszy moje różne niekorzystne rzeczy o wdowie ś.p. Xawerego B[ranickieg]o.
Przychodzili i przychodzą z tym do mniej a to nie lada kto, i zawsze coś niedobrego o niej powiedzą. Czemu ? - taka widać moda!
Raz, że skąpa straszliwie - odpowiedź moja, iż jak żyję znałem X. Marcelego, Tytusa Pusłowskiego i Aleksandra Potockiego nie skąpych - i jeszcze trzech żyjących, czyli razem sześciu - wszyscy inni zawsze skąpi. Właściwiej rzec 7 (siedmiu), bo i Rogera Raczyńskiego. Otóż, widać, że to ogólna choroba.
Potem mówią mi, że krzywa!... - zapewne dlatego, że ma śliczną talię.
Potem że jedno-oka! - nigdy tego nie uważałem, ale gdyby tak było, to Pani powiem tyle: gołąb i orzeł etc. ... dlatego mają takie śliczne oczy jak kamienie drogie, iż one zawsze jednym tylko okiem patrzą. My zawsze gwałcimy nasz wzrok, bo naglimy dwoje oczu do patrzenia w jeden punkt i zawsze patrząc robimy konwulsyjny ruch nerwów. Tego nie robi ptak, lecz przechyla skroń i jednym okiem patrzy - i dlatego ma -takie pogodne oczy. Zdarzało się mnie kwadrans czasu przepędzić patrząc w oczy orła, takie piękne!
Potem - powiadają, że wątpliwa inteligencja tej Damy.
Za to jedno mogę Pani zaręczyć, iż hrabina Pelagia Zamoyska-B[ranicka] jest jedną z najrozumniejszych kobiet dziś w Europie całej. Zupełnie za to ręczyć mogę, że udarowanej osoby tak subtelnym rozumem drugiej... bardzo trudno by znaleźć.
O niczym więcej powiedzieć nie umiałbym, ale to uręczam - i myślałbym nawet, iż to nie każdemu na najlepsze może wyjść, bo taki rozum obowiązuje.
*
Oto mój udział w obmowach!
Hrabina de R[oguet] może nosić brylanty, bo ma gdzie, a tego niemało posiada ze szmaragdami, i miałem raz parę garści tego pięknego w ręku -tylko prosiłem jej, ażeby mi pozwoliła potem ręce umyć
Co do névralgie localisée, to myślę, iż trzeba zewnętrzny drugi ból zrobić -a gdy dwa się złączą, wtedy łagodzącymi środkami i kataplazmem rozpędzić -tak myślę. Niech Pani zapyta Gryfa-B[ykowskiego], bo on jako amator cały kurs medycyny zrobił - potem dopiero świat obiegł: widzi więc Pani, że nie lada kto jest.
W jakim on hotelu stoi?... Czy „Wiktoria”? - Niech to zostanie w sekrecie, iż piszę leżąc.
Jeszcze raz życzenia moje!
C. Norwid
1033. DO JULIUSZA KOSSAKA
[Paryż, zima? 1883]
Kossakowi, którego adresu nie znam, bo tak u Polaków są wszystkie stosunki i powzajemnienia - wszystko na zabawkę!
1034. DO FRANCISZKA DUCHIŃSKIEGO
[Paryż] 18 [lutego 1883] niedziela
Wielmożny i Kochany!
Dobrze życzoną i dobrze pomyślaną rzecz Ci przedstawiam: jestem bez grosza, bo tej zimy CZĘSTO LEŻĘ i rzadko w mieście bywam. Mam zapisane u siebie, co Ci winienem groszy.
Mam na mieście maleńką, ale ekspozycyjnej wartości akwarelę.
Pani Seweryna nigdy nie widziała takiej i zrobiłaby ona niejeden raz Jej przyjemność.
Do tego, co Ci już winienem, gdybyś chciał i mógł dołączyć i nadesłać mi kilkanaście, np. 15 franków, uczyniłoby to, razem wzięte, cenę akwareli mojej, a ja wpadłbym do miasta, odebrał ją i Wam oddać miał przyjemność.
(Dwa razy większą od tej akwareli gdy sprzedawałem jednej Księżnej***, mąż się targował ze mną przez trzy dni!)
Dołączać nie mam co, że po amerykańsku robię te rzeczy, albowiem nie tylko należy bywać Izraelem dla Biblii - Ateńczykiem dla niewiast - Rzymianinem dla mężów i Amerykaninem w treściach oceny i pracy - ale jeszcze przecież ja w Ameryce to praktykowałem był! - i lepiej niż tu -
Tak należy się, aby interes był jasno - prosto - obustronnie korzystnie stawianym.
Ściskam zacną Twą rękę.
Cyprian N.
Myślę, że może Pani nie powiesz, bo większą przyjemność zrobiłaby jej niespodzianie akwarela.
1035. DO FRANCISZKA DUCHIŃSKIEGO
[Paryż] Piątek [22 lutego 1883]
Ażeby nie być niżej od Twej zacnej grzeczności, byłem w mieście i w sklepie moim, ale dopiero w poniedziałek oddać mi zechcą akwarelę - i czy rano? czy wieczór ? nie wiem.
To jest malenieczka rzecz, jak garść fiołków, ale idzie mi o to, że miałem był zarozumiałość powiedzieć kilku artystom GŁOŚNO, że chcę tam doprowadzić akwarelę, gdzie jeszcze nie była, to jest, aby po równi i więcej niż olejne wyrażać mogła wszystko. Czyli nie żeby były „sujets d'aquarelle” , ale ażeby nią swobodnie myśleć można było. Otóż to w tym kierunku jest robione!
Question d'art - teraz co do senatorskich, męskich rzeczy wyznam Ci (ale proszę o sekret), że autor des Slaves et Teutons - którego nigdy nie widziałem ani nosa, ani włosa - pisał do mnie, dzieło stanowiąc, i że przez wdzięczność tak mało zasłużonych względów posłałem mu był memoriał mój tych kwestii dotyczący - dzieło więc nie jest mi dalekie.
Potem - prawie że zapłakałem.
Bo - - oto krewni poniekąd milionowi i przyjaciele istotnie milionowi pracowali i pracują usilnie nad tym, ażeby mnie i moją całą żywotność umysłową zdeptać nogami, i na śmiecie wkopać, i zatrzeć, i oddalić od wszelkiego życia - pytając tylko, nie: czym pomóc do czekających rozwoju prac? jak żywi i chrześcijańscy* - ale pytając tylko, czy już dobrze krwią pluje? czy już chyli się?... jak zawsze rodacy czynili z każdym, bo śmierć tylko śmierć węszy i pojmuje... * Ubogich zawsze mieć będziecie, to nie o to idzie!!! - et nunc intelligite!
A tu oto nieznany Francuz i radca stanu może wiedzieć mój adres i zgłaszać się!... Bóg więc jest i na śmieciach. Zapłakałem!
Vale! Cyprian N.
1036. DO EDWARDA JAKSY BYKOWSKIEGO
[Paryż, st. poczt. 27 lutego] 38603 1883
Nie wiem, czy - S[zanow]ny Panie Edwardzie! - przypominasz sobie Twoją korespondencję z panem Zajc, który depeszami nalegał, ażebyś mu wprost z Paryża przesłał sumy amerykańskie - a tego jednak nie zrobiłeś!
Otóż lękam się troszkę, ażebym z czasem nie wyszedł na Zajca i nie posłał Ci naglących depesz!...
Proszę tylko o jedną rzecz, to jest, ażebyś w swobodną chwilę troszkę pomyślił, iż za wiele osób wie o Twej dla mnie łaskawej gościnności, trzeba więc będzie w ciągu tego lata zrobić jaki kroczek w tym kierunku, ażebyśmy obydwa nie wyszli na śmieszność.
O Tobie, Panie Edwardzie! wiem tylko, że jak Centaur przyrosłeś do konia i że Cię wszędzie widzą comme le plus beau cavalier de Nice... tak iż nie wiem, jak z Tobą przyjdzie mi jeździć, bo będę na karykaturę wyglądał!
Nie wiem nawet, czy adresuję dobrze: Hôtel du Paradis - lecz trzeba Ci wiedzieć, iż wyraz Paradis nie jest wcale francuskim, ale PERSKIM!, może więc Cię znajdą jako wielkiego perskiego kawalera!
C. N.
Luty 1883.
rue du Chevaleret 119. Paris
1037. DO FRANCISZKA DUCHIŃSKIEGO
[Paryż, ok. 2 marca 1883] Akwarelę tej i zbliżonej wielkości robię za 50 fr., to jest za tyle, ile byłeś łaskaw z góry mi zaliczyć -z czego ze serdecznymi ukłonami kwituję i za co dziękuję -
Dwa razy większe robię za 100 franków - i takowe kupując jeden z najmożniejszych... targował się trzy dni z pomocą dwóch sekretarzów swoich!
Jak więc spodziewać się dojść do tego, ażeby wyjść z błota i mieć coś maleńko do atelier podobnego - bez czego traci się niezmiernie! - skoro najmożniejsi są tak nieartystyczni? Śród żywych ciał jest na to środek: mieć oto takich akwarel do zrobienia dwadzieścia albo większych dziesięć -i dopóki ma się siły - robić.
N.
Środek więc jest arcyprosty - bo Żyd żaden nie pożyczy tysiąca franków, a nawet 200 - lubo te zbawiłyby mię!!
1038. DO SEWERYNY DUCHIŃSKIEJ
[Paryż, st. poczt. 3 marca 1883]
Nie miałem zaszczytu pisać do W[ielmoż]nej i Szanownej Pani - tym mniej dawać Jej w komis robót moich -
Sprzedałem mężowi Jej moją akwarelę po cenie, po jakiej je zwykle rabiam - mogła się nie podobać, dałbym inną - mógł woleć powrót pieniędzy, ale to być nie mogło, bo wcześnie był uwiadomionym o tej formie wypłaty.
Pojąć zatem nie tylko ja nie mogę, ale niepodobna pojąć niegrzeczności, jaką podobało się Pani mię udarować.
Kłopoty moje nie wpływają na ceny mych prac, i te kłopoty w trzech częściach należą do mnie samego, a w czwartej do społeczeństwa polskiego, które ma powinność nie być dla mnie obcym i nieprzyjaznym. Oto wszystko.
Sługa prawdziwy
C. Norwid
1039. DO EDWARDA JAKSY BYKOWSKIEGO
[Paryż, ok. 15 marca] 1883
Życzę dużo tego, czego prawie nie mam: zdrowia i pieniędzy.
Małżeństwo, o którym była mowa, wiedziałem na drugi dzień potem, że jest arcywątpliwe!
Zwracam uwagę na dzieło Edwarda Marbeau: Slaves et Teutons, Paris -Hachette - Boulevard St Germain 79.
Posyłam Ci, Szanowny i Kochany Panie, główniejsze kartki sous bande. Mieć książki to nic! ale zawsze je mieć na wysokości czasu danego to ogromny podatek! I nikt mię nigdy nie spytał, jak ja to robię??
Należałoby, p. Edw[ardzi]e, ażebyś miał wyobrażenie o moich finansach - te są tak: mam skończonych troje małych rękopismów, z których każdego ja sam i przyjaciele sprzedać możemy 1000 egzemplarzy, 1000 egzemplarzy po franku 1. Druk i papier kosztować będą, drukując nie trzy razem, lecz pojedyńczo: 300 fr. - zysku 700. Jeżeli!
Jeżeli ja sam będę miał nakład i sam bez księgarzy wydam. To będą pokupne rzeczy, bo w formie artystycznej obrobione.
Teraz - czy znajdę środki, aby taki zysk sobie zrobić ? ? - szukam - szukam - szukam...
Jak znajdę i zrobię, i będę miał pieniądze, to ludzie przyjdą spółdziałać!... ha!
Co do pobytu w Nice, jeśli się tak z Twym zacnym koleżeństwem zrobi, to trzeba Ci wiedzieć, że ja tak wysoko posunąłem akwarelę, iż tylko są dziś równe moim - kupiła była jedną ks[iężn]a Nemours -
Otóż, skoro weznę parę listów do domów angielskich, będę mógł znaleźć lekcje akwareli, ten albowiem rodzaj jest poszukiwany przez turystów i amatorów.
*
Nareszcie - szkic do Twego plafonu stoi u mnie na pół zrobiony - -
Myślę, iż godzi się, abyś to, p. Edwardzie, uważnie rozejrzał - i przyjął uściśnienie ręki
sprawiedliwego sługi i przyjaciela
N.
Autor dzieła jest wielka figura, bo członek Rady Stanu.
Nie znam go, nosa i włosa nie widziałem nigdy, ale (jak się czasem zdarza) pisał do mnie i kartę przysłał, i odpisałem mu zdanie moje.
Tak cudzoziemcy czasem bywają względem mnie - on n'est jamais prophète dans son pays.
N.
1040. DO JÓZEFA RUSTEYKI
[Paryż, st. poczt. 15 marca 1883]
Do Józefa Rusteyki i przez Jego pośrednictwo... Wielmożny i Kochany! Za czasu, gdy ś.p. Bronisław Zaleski żył, zrobiłem z nim razem krok korzystny o otrzymanie dla Sióstr narzędzi dobrych i całych, jako to szczotek, mioteł etc...
Dziś, przy myciu całego domu, jest toż samo, czyli że myją paznokciami rąk słabych, bo szczeci w szczotkach nie ma. Egipcjanie tak robili z Żydami, iż im usuwali ułatwienia pracy, do której ich zaprzęgli.
Widoczna z tego, że co innego jest praca, a co innego prześladowanie -i że jest jednym z najświętszych względem Sióstr obowiązków, ażeby miały ucywilizowane i odpowiednie pracy narzędzia.
Inaczej - cała myśl chrześcijańska z tych robót znika, i zaczyna się jakieś fatalne indyjskie-umartwienie! Nie wchodzę, czyj to obowiązek czuwać nad tym, ale byłbym wprost do J[ego] Ks[iążęcej] M[ości] Ks[ięci]a Wł[adysława] Czart[oryskieg]o tęż treść napisał, którą właśnie że w tymże celu Ci przesyłam. Z rzeczywistym i głębokim poważaniem
Cyprian Kamil Norwid
1883
1041.* DO ZOFII RADWANOWEJ
38617 1883, marca [st. poczt. 16 marca]
Bardzo wyjątkowy i trudny jest wypadek, który mię stawia w konieczności ucieczki do Was z prośbą a razem zapytaniem, czy na ten raz nie potraficie mię czym wesprzeć?! ?
Nie utyskujcie tylko na moje losy, bo zapewne zechcecie uważyć, iż nie najczęściej Was fatyguję... musi więc być coś nadzwyczajnego - tudzież racz mi, Droga Pani Zofio, nie odpowiadać przez pp. Dybowskich
lub przez kogo innego, bo lata jak ich i nikogo nie widzę i nie tylko ( - - - ).
toć napisać w kilku wyrazach nie zabierze więcej jednej minuty.
Na ten raz chciejcie być pobłażającymi dla wszystkiego i listu tego z mej strony - car je me trouve dans une impasse très accidentée - i muszą się ratować.
Przepraszam was i ściskam.
N.
Monsieur C. Norwid ( - - - ).
Są w Warszawie osoby, u których zalegają należności dla mnie, ale!
Czy mają sumienie?
Powiedzcie p. Sarneckiemu („Echu”), że:
C. N. zasłużył na dwie rzeczy od Społeczeństwa Polskiego: to jest, ażeby oneż społeczeństwo nie było dlań obce i nieprzyjazne.
*.... *.... tylko po tych ( - - - ).
102a (1044.) DO JANA KOŹMIANA
[Paryż, ST. poczt. 18 grudnia 1850]
Ponieważ „Przegląd” gorszył się już śmiałością wyrażenia, że Przedwieczny Artystą – choć Pindar przed Chrześcijaństwem, a Kopernik w Chrystusie tak samo się wyraża, a Ś-ty Paweł mówi, że „Miłość nie zna bojaźni” – więc jeśli w tym wierszu śmiałością najprostszej i literalnej prawdy zgorszy się ów „Przegląd”, to –proszę odesłać.
+Można oddać Augustowi C[ieszkowskiemu] albo Lenartowiczowi, aby mi na powrót przesłano.