w kontekście wyrazów (0 oznacza kontest fiszki).

NIEWOLA


RAPSOD


1849


DO CZYTELNIKA


Od pamiętnej utarczki tak zwanych romantyków z tak się łowiącymi

klasykami, czyli raczej, naówczas, natchnienia z formalnością, literatura polska w kraju zstępowała do ludu, namnożyła zbieraczy podań, przysłów, pieśni, obyczajów: zdawałoby się, Pompeję żywą pod nogami swobodnie przechadzających się postrzegła. Taż literatura za granicą zstępowała w ducha człowieczego - badając się wnętrzności jego dziwnych - i dała początek filozofii, a otoczona społeczeństwy, które, zatrząsłszy się w posadach, najżywotniejszych tknęły pytań, przekwitnęła w mistycyzm i umilkła, tak jak siostra jej w kraju, wyzbierawszy perły ducha ludu.

Teraz - po tym duchowym, po tym przeciw-formalnym obrobieniu - literatura ta, nie wątpię, czynny przyjmie kierunek, co już nawet w pierwotnej swej przesadzie napotykać się daje. W przesadzie, mówię, bo w pogardzie warunków literackości na rzecz czynu, w pewnej, nazwałbym, żądzy upraktycznienia piór najlżejszą uposażonych subtelnością. Wiadomo jednakże, praktyczność literatury nie zależy na ześrodkowaniu jej w myśl jedną, co, przeciwnie, mistycznym raczej jest kierunkiem, a który pod porę jest spełniony, lecz, i owszem, na wy-pojedyńczeniu (na uspecjalizowaniu), na rozpromienieniu tego węzła narodowej mądrości.

U progów tej-to pracy dzisiaj niewątpliwie stoimy, pracy, która zażartsze może niźli pierwsza napotka przeciwności. A to dlatego naprzód: że o ile pierwsza samym natchnieniem, samą nieogranicznością, że tak powiem - samym przeciw-formalizmem zdążać mogła, o tyle druga już wiedzeniem, już opatrzeniem się sumiennym, już przyjęciem pewnej osi bytu może tylko się wzmóc i zakwitnąć. Narzekanie na brak (choć widoczny) specjalnych ludzi, tych cegiełek, tych promieni, tych zwrotek, bez uznania planu lub ogniska, albo rytmu całej Epopei, zaiste, że jest ślepym narzekaniem na brak patriotycznego oskurantyzmu, i nic więcej. Gdyż duch ludzki, powszechnik i pan z natury swojej, im zacniejszy, tym skorzej stanie się tym sługą, tym szczegółkiem, jeśli zmartwychwstanie i od-powszechnienie swe poczuje w społeczeństwa całości, choćby idealnie dotrzymanej. Stanie się, mówię, cegiełką, by odnaleźć się w planie gmachu gmachem - stanie się tym promykiem, który się odnajduje w sercu słońca - stanie się zwrotką Epopei, która znów w cało-pieśni i jej rytmie ogólnym się odgadnie; chcieć inaczej jest to żołnierzy poszukiwać, nie dotrzymawszy pierw chorągwi, i konskrypcję zamieniać na proskrypcję...

Ażeby więc literatura polska poszła dalej i nie zatrzymała się przesytem jednostronności otrzymanej, a następnie w manieryzm nie upadła, co nieuniknioną bywa koniecznością, ile razy słowo pola nie ma-ażeby, mówię, w sferę drugą (na wstępie do której stoi dzisiaj), a sferę literatury-czynu weszła, należy niezwłocznie się opatrzyć w tym-to narodowym całokształcie obowiązującego organizmu, który ześrodkowane osobności wiedzy życia w zawieszeniu nieprzebaczonym już dziś trzyma.

Bojest ciało śmiertelne i ciało nieśmiertelne", jak powiada Apostoł - wszystko zatem, cokolwiek ściąga się do uprzytomniającego określenia tego-to nieśmiertelnego ciała, przez to samo jest literatury-czynu wszczęciem. Mam zupełną wiarę, i wiem nawet, że osoba-narodu, w niejawności fatalnej pochowana, jeżeli sobie przytomny ma całokształt idei swojej, wzrastać może i wzmacniać się w sobie, walcząc sobą.

Nie mogę tu albowiem zapomnieć wzoru Sokratesa, który obrażenie od kajdan wytłoczone na nodze uważał za treść i za przykład popierający rzecz o bólu i stosunku bólu do żywota, panując wyraźnie tym sposobem nad fatalnością położenia, owszem, rosnąc w wolności nie do pokonania pewnej siebie.

Pisałem w Paryżu 184[9] r.






OSTRZEŻENIE


Uwagi powyższe, broszurka o Niewoli narodu i objaśnienia do niej nakreślone były dla poufnych osób lat temu przeszło dziesiątek. Po upływie czasu tego, a czasu, który pół świata politycznie zmienił, podobało się zażądać, aby pisemko to doraźne drukiem ogłoszone było; przyzwalano i na to wedle rękopismu niniejszego, wszelako korzystać muszę z bibliograficznego tego trafu, ostrzegając publicznie: że zdarzyło mi się widzieć rękopisma podawane za moje i pozory lub cyfry moich pism noszące, a które wszelako wcale moimi nie - że przeto takowych jedynie
odpowiedzialność przyjmuję, które cały wypis nazwiska mojego przyznany przeze mnie noszą.


Pisałem 1863 t.

Cyprian Norwid






Id ego jusjurandum patri datum usąue ad hanc
diem ita sefvavi, ut nemini dubium esse debeat,
quin reliąuo tempore eadem mente sim futurus.

Annibal

e pur si muove!
Galileus





PROLOG


W dwa półkręgi przeciw-znaczne
Niech dwa chóry mię opaszą -
Dla obydwu śpiewać zacznę,

się zwiodą, skrzyżą, spaszą...
Potem wirem, tokiem, prądem,
Dalej w prądy, toki, wiry -
Szałem, sądem i roz-sądem


Gwiazdy z nieba, z ziemi żwiry... Potem cało-człowieczością,
Potem cało-narodowiem,
Pół-boskością, bo miłością,
gdzie kończy się wszech-zdrowiem,
Gdzie zaczyna - nadśmiertnością,
- gdzie zowiem, nie dopowiem!


Was - co tęsknić nie umiecie,
Was, co sercem, okiem, dłonią,
Stanowicie DZIŚ na świecie -
I was, których tchnienia gonią
W poza-teraz, w poza-lecie;

Półkręgami chórów dwoma
Rozeznacza, choć nie wiecie,
Kto ? - i radzi sobie w świecie
Nie-to-świecka, nad-widoma.

Więc wam, których duszą oczy,
Dziś wiecznością, a ruch życiem,

Gdy orzeknę: że was stoczy
Czas - to przecież wzruszę gniciem!...
A wam - których okiem dusza,
Wieczność dniem i ruchem życie,

Wam gdy wspomnę, co przymusza,
Co w śmierć, w one nadużycie,
Niedowolnym prawem skuszą:
To - z nad-świata w świat zbłądzicie!...


Rozpocząłem z śmierci progu,
Bo mi ona siostrą w Bogu...


Bo mi ona ręki cieniem,
Skoro w słońca patrzę tarczę -
A wzrok stapia się z promieniem,
I już wątpię, czy wystarczę,
I już wątpię - czy sumieniem
Wszech-sumienia nie obarczę -
I - już wątpię...


A w zwątpieniu

Śmierć - przyzywam po imieniu -

I jej włosa owian krepą,
Jak z przepaską na pół-ślepą -
Lub jak w wielkim ołzawieniu,
Przez brylantu patrzę kraty -
Nie-do-lotek, choć skrzydlaty,
I prze-wolny - choć w więzieniu...


Śmierć mi rytmem w nieskończeniu,
Wszczęciem słowa, co nad-słowa,
I językiem w pod-niebieniu

Gwiazd - piejącym: „O Jehowa..."
- sprzeczności gdzie roz-snowa
W harmonijnym zjednoczeniu,
gdzie ani dnia, ni cieniu!





8468 I


Pytaniem pierwszym dla mnie: co niewola?
nie dość płaszczyć się pod głazu bryłą,
Duchowi bluźniąc, że to ludzka dola,
A choćby nawet tobie łatwym było,
To nie sam jesteś...


Rodzisz pod mogiłą

Więc, niewolników drugie pokolenie
Na po-ojczyste zakląwszy westchnienie,
Myślisz, że zdoła o psalmie pokutnym,
O z-rozpaczeniu żyć niemęsko-smutnym ?


Do czasu jedni pościć będą pieśnią,
Drudzy zamarzą się i w mgły roześnią,
Inni utoną w śmierci oceanie;
Ci w Sybir pójdą - owi na wygnanie,
A owi... do tych mówię:


Kto zostanie,

Niech już nad grobem ojczyzny nie płacze,
Lecz niech uważa głaz, pytając w duchu:
Gdzie stopy wryję?... dłońmi jak zahaczę?..."
coraz ciaśniej przyjdzie gnić w łańcuchu

A skoro pierwsze, szronem już pokryte,
Na drugie bólem pokolenie zryte

Z niezrozumieniem patrzeć będzie chłodnym,
Jużci i trzecie nadbieży przebite:
To, choćby którym grób stał się wygodnym,
Drudzy im skłócić przyjdą nawet sny te.*

* Życie narodu tak jest nierozdzielnym od życia społeczeństwa, zaślepione nawet rządy przekonają się same najwidoczniej, dlaczego zatamowanie tego życia i czterech pokoleń nie wytrzyma. Zamknięcie albowiem wszelkiego pola dla rodzących się ciągle i ciągle wzrastających grozić musi nareszcie takim politycz­nym przeludnieniem, jak gdzie indziej z tychże prawie przyczyn przeludnienie socjalne spotykamy. to prawa mocniejsze od wszelkich represji, i tu miejsce powtórzyć: „Galilaee, vicisti!”


Więc pytam ciebie, prostym pytam słowem,
Czy wiesz (acz cierpisz), co to jest niewola ?
Z-kąd ona - pokąd jest ona narowem,
A pokąd kresem lub granicą pola,
I koniecznością tak nieodcofniętą,
Jak śmierć, co każdą nić rwie napoczętą.


Jeśli-bo z siebie wyrzucisz niewolę,
Ile narowem w krew się jej zaniosło -
A ile prawem zwierającym wolę,
Jeśli jej tyle przyjmiesz, jak rzemiosło:
Zrobiłeś wiele - wiele - bracie miły,
W tych katakumbach tej polskiej mogiły.


Niewola-jest to formy postawienie
Na miejsce celu.-Oto uciśnienie...


Poczęty jestem: wiem, że skończyć muszę,

Ile formalną tu bywam osobą -

Więc i nie czekam, mi wezmą duszę,
Lecz duchem formę z każdą niszczę dobą -
U-nadforemniam się, i palę ciało,
By jako mirra w woń się rozleciało:


Przez pot, co trudom zacnym towarzyszy,
Przez łzy - lub czynne cierpienia w zaciszy -
Częstokroć przez krew, dla celu wylaną:
Tak że nareszcie śmierć, ta form mistrzyni,
Gdy przyjdzie, dusza będzie rozebraną
I rzuci resztę szat do czarnej skrzyni - -
To niegdyś Sokrat dowodząc Atenie,
Nie umarł!... skończył tylko dowodzenie


Bo wolność?... jest to celem przetrawienie
Doczesnej formy. Oto wyzwolenie!...


Lecz tobie w Rosji, bracie Słowianinie,
Cezarską-formę przynieśli z Zachodu
I na rodzimej postawiono gminie,
Tak że Cesarstwo masz, nie masz Narodu!


A tobie, Czechu, i bracie Rusinie,
Cezarską formę przynieśli z Południa,
Co czeskich, ruskich, gdy napotka w gminie,
Bierze - i sobie na carskich przeludnia -


A ciebie, ciebie, Polsko! - formy trzema
Przykryto, Bogu kłamiąc jako Kain,
życia więcej pod formami nie ma -
Że się zapadły i obszary krain


Ale Bóg spyta - On - co Sam jest celem
I życiem: „Kto tu pustych form czcicielem?'*


Niejeden do was faryzeusz rzecze:
Bez-formalnego nie ma nic - niestety!"
Tak - lecz niestety! - więc już formie przeczę,
Więc chcę, by środkiem była mi do mety,
Więc jej używam ja, nie mnie używa;

Więc po co cel mój, Boga, mi zakrywa?
A Bóg mój - żywot jest i zmartwychwstanie,
I to jest wszystek cel, choć przez konanie -


Wiem - że i naród formy miewa różne,
Jak człowiek szaty świetne i podróżne,
Lecz wiem, że formę gdy zdejmiesz z narodu,
To jeszcze będzie walczył wieki całe

O te, co w życiu ma, formy dostałe -

A wiem: że Cesarz gdy bezdzietnie skona,
Cała historia Cesarstwa skończona!
Że - i Minister czasem lub Wikary
Cesarstwo z sobą wywleka na mary...



Bo jest to forma tylko, co używa,
Śmiertelną będąc, życiem żyjąc obcem,
Gdy ja chcę formy użyć, jak ogniwa
W łańcuchu dziejów, lub granicy z kopcem;
Gdy ja, co wolno mi, chcę wiedzieć pierwéj,
By, co nie wolnym, na boku zostało
Jako wyjątek - jak konieczność przerwy,
Jak ta osobność, którą zowią: ciało. - Duchem ja idę przez ciała foremność,
Bo tylko względem światła bywa ciemność -
Lecz światło nie jest względnym cieniu brakiem:
Nie-Moskal nie jest już przeto Polakiem -

I nie chcę, abym, co nie wolno, wiedział,

By to, co wolno, wyjątkiem zostało*;

U mnie jest wolność grunt - niewola przedział,

U mnie duch treść jest, pozorem jest ciało.

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -


* Cały nowy kodeks moskiewski dla Królestwa Polskiego jest tym brutalskim przeprowadzeniem idei państwa, którebez uszanowania żadnego życia, nawet życia człowiekastawa się organicznym prawem śmierci. Punktem wyjścia kodeksu tego jest wola osoby (stróża praw), skąd pochodzi, że różnicy przestępstwa i zbrodni nie ma tam wcależe więc człowiek palący cygaro na ulicy równą popełnia zbrodnię, jak ów, który w tymże samym miejscu najświętsze prawo życia bliźniego stanowczo obraził. Obydwa bowiem karę odnoszą za to tylko, minęli się z zasadą prawa, przestępując wolę stróża-praw. Tym sposobem, zaiste, że zbrodni wcale nie mamonopol jej na górze: niżej tylko przestępstwa. Tak jest z życiem człowieka, a cóż dopiero z życiem narodu ?!... Idea polska w Slowiańszczyżnie pracuje właśnie że przeciwnie, bo nad człowieka zmartwych­wstaniemnad uznaniem punktu wyjścia w prawie od najświętszego prawa życia-narodu, jako nierozdzielnie z człowieka życiem złączonego i wzajemnie je wartującegokodeks karny stanowiąc tym sposobem jako względny do tego, co wolno jest, jako strzegący życia praw, a to, co nie wolno, jako konieczny wyjątek, jako warunek jedynie poczytując.



Kobieto! która z harmonijnym łkaniem
Przed Matki-Boskiej klękasz malowaniem,
Co starła węża głowę bosą nogą,
Małżeństwa formy nie uznawszy celem,
Lecz jako środek, by żyć z przyjacielem,
Jako konieczny dla świata wyjątek,
Brudnego ciągłą rzezią niewinniątek - -
Kobieto dobra - miałażbyś ty czoło
Nie dla Miłości iść przed ołtarz Pana -
Lecz od małżeństwa, przez zawrotne koło,
Jak niewolnica wlekąc się sprzedana,
Wciąż na niewolę narzekać Ojczyzny,
A dzieci uczyć - czego? - tej zgnilizny!...


Gdy zasnął Adam, w sobie miał już żonę,
Nie lub ową, poza nim stworzonę,
Lecz jako żebro sercu jego bliską,
Miał - a Bóg jej dał byt i nazwisko.


Przeto, nieprawość popełniając prawą,*
Porzuci Ona własną matkę, łzawą,

I przed ołtarzem stanie z ulubionym
Po nierozdzielność tego, co złączonym.


* Nie trzeba sobie wyobrażać, to jest wolne dogmatu tłumaczenie. Nie idzie tu albowiem o usprawiedli­wienie tego zła społecznego (które dzisiejszy Papież tyle razy Polsce już wyrzucał, skoro mu się rodacy przedsta­wili). Nie idzie, mówię, o uniewinnienie rozwodzeń, ale o zatamowanie zwodzeń, a przeto źródła tamtych. Nie idzie, mówię, o to, aby, wykiąwszy miłość, zamienić społeczeństwo na algebraiczne równania, z których by acz najświątobliwszy rezultat wyniknąłw takim razie albowiem na cóż już małżeństwa i familie? Lepiej zaiste w zakon jaki ascetyczny, albo w amerykańską sektę Miss Anny całą ludzkość zamienići ulecieć stąd chórami duchówale idzie tu o to, że małżeństwo jest wyjątkiem dla osób duchowo z sobą połączonych, że jest jakoby przyzwoleniem, ażeby żyli społem w ciele ci, którzy pierwej duchem żyją społem: jest to zatem środek, nie zaś cel. Mniej szerokie pojęcia małżeństwa doprowadzają do zamienienia tego węzła na kompanię kupiecką, a w następstwie do zlekceważenia famili (to jest rodu), do uczynienia jej zależną od administracyj­nych ewolucji i od uważania tych-to duchownych organizmów za czczy wymysł, jak to gdzie indziej spotykamy. Zstępując w organizm narodu uciśnionego, który na wewnętrznych tylko węzłach dobrej-woli (a więc na wolności poczuciu, nie na niewoli rękojmiach) opiera się, musialem-ci od zawiązku familii roz­poczynać. Nieprawością prawa nazywa się tu opuszczenie rodziców dla męża albo żony, które usprawiedli­wia tylko miłość, a które też, nie wiem, czy bez onej okupić by mogło niewdzięczność.


Niejeden powie faryzeusz na to:
Człek rzadki może być mędrcem jak Plato,
Jest doskonałość nad siły ziemiana..."*
Uznam to, owszem - i dlatego właśnie
Ludzka ułomność nie ma być wzniecana,
sama wznieca się - i sama gaśnie.


* Ludzie tak zwani praktyczni, bojąc się wszelkiego ideału, utrzymują, że łatwiej realizować prawdę, koślawiąc cokolwiek. Jest to krzywe pojęcie różnicy między słowem a uczynkiem, między ideą a praktykąprzecież niedoskonałość sama się od praktykowania idei wszczyna! Względem czegóż albowiem nie­doskonałość być by mogła, gdyby nie miała doskonałości właśnie za cel?... Niedoskonałość, która by była uważaną nie jako fatalny natury ludzkiej moment, nie jako walki-trudności i jej licencjalecz jako osobny celprzestałaby niedoskonałością byćbyłaby zlością-doskonałą.


Z Kościołem walki nie ja pocznę karléj,
Ni chcę familii roz-nie-porządnienia,

Lecz rad bym tylko, by inaczej marli,
Jak mrą - lecz, szerzej roz-dąwszy sklepienia,
Pragnąłbym wolnych jasne widzieć czoła -
Bo sporo-ć jeszcze jest dni i przestrzeni
Od najczystszego z zwierząt do Anioła,
I nie dość ziewać tu, w wielkiej tej sieni!


O Jezu, Jezu!... Ty, któryś z Proroków,
Ani z Zakonu i słowa nie zmienił,
Tylkoś je, na kształt chmur, na kształt obłoków,
Promieńmi słońca-wolności zrumienił.


Prawdziwy Boże i człeku prawdziwy!
Który Cesarstwo-cesarstw tego świata
Umiałeś spożyć gałązką oliwy,
Ty - pobłogosław nam, w poddaństwie kata.


Niech niewolniki nie będziem ludzkiemi,
Bo wolność tam jest, gdzie duch Pański czuwa.
Niech jako Fidias ideały z ziemi
Tworzym, nie ziemia piersi nam o-psuwa,
Bałwany czyniąc i tak kupcząc niemi,
Że nie zostanie miejsca dla człowieka,
Że nie zostanie dla człowieka ziemi:
Choćby wyciągał dłoń po ostrze ćwieka!




II


Pytaniem drugim u mnie: skąd niewola?
Wroga mojego znać chciałbym do głębi;
Skąd - gdzie - dlaczego łańcuchem okolą
Moją szlachetną pierś - czemu krew ziębi ?


Więc - badam w sobie dwa pierwiastki różne,
Ten, co widzialny, ów, co niewidzialny,
Jakby zwaśnione z sobą dwa podróżne
W oddali jednał cel jeden - moralny


A potem siebie tak niewolonego
Znów między znanym widzę a nieznanym,
Międzyskąd idę?" aidę do czego?"
W sobie i w dziejach ja ukrzyżowanym!

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

I żal mi bardzo was - o! postępowi,

Którzy zniweczyć przeszłość chcecie całą,

By łatwiej było, lecz jako żółwiowi,

Orzec: „Tak wiele już ubiegłem z chwałą."


Tylko że, aby drogę mierzyć przyszłą,

Trzeba-ć koniecznie pomnieć, skąd się wyszło!


I żal mi, żal mi was - o opieszali,
Którzy zniweczyć przyszłość chcecie całą,

Podczas gdy wasza przeszłość w was - bo ciało
Przyszłością waszą, duchem, wciąż się pali,
Podczas gdy zwierzchnia część rozpierzchła w strugi
Pod tym wewnętrznym ogniem onej drugiéj -


I żal mi jeszcze tych, którzy się dziwią,
Że chociaż formę tak i tak wykrzywią,
Frygijską czapkę na drzewie zawieszą,
Lilije z tarczy odrzucą herbowéj -
Czapkę znów odjąć z gałęzi pośpieszą,
Zasadzić lilie lub krzew jaki nowy -


Nie trzeźwiej z formą w osobie człowieka
Pitagorejscy czynili bigoci,
Umyślnie ślepnąc - by weschła powieka,
Widoku róży próżna lub stokroci,
Wolniejsze marzeń-kwiatom dała pole,
A duch, przez formy szczerb, czuł szerszą wolę.


Lecz inna - zewnątrz, przez podarte ciało,
Przez nerwów siatkę, kusić myśl człowieka,
Co już u drujdów, u Indów się działo*,
A inna - skoro duch formy te zwleka,
I wyskrzydłowia się jak orlę z gniazda,
I wyobłacza się jak z chmury gwiazda,
I coraz jaśniej wie, gdzie ? na co ? czeka.

*W tym polskim, w tym słowiańskim wolności pojęciu wolność pojedyńcza i społeczna (a więc postęp pojedyńczy i społeczny) tak się wzajem warują, nic można stanowczo rzeczy tych dzielić, nic rozdzieliwszy ciała z duszą, czyli pierwej śmierci nie zadawszy.


W człeka istocie niewola jest z ciała,
Skoro je za cel duch postawi sobie;
W narodzie - z formy: choćby doskonała,
Choćby to była z form przednia na globie,
Jeśli się celem, nie zaś środkiem stała.




III


Pytaniem trzecim u mnie: jak daleko
W wolności trudach naród mój przestawa ?
Trumienne pokąd już dźwignięte wieko ?
Bym znał, co mogę? lub na co nie stawa?


Bym wiedząc, co jest słuszne - co niesłuszne ?
W oczekiwanie nie upadł bezduszne -


Naród że cierpi, więc nie jest ideją,
Lecz jest wcieleniem żywym, organicznym,
Istotą rzeczy. - Czuć , poznać chcę ...


I oto z starym światem politycznym
Już od kolebki do boju powstawam -
Gdyż rzekł: „Narody tworzę, bo wykrawam" -


Gdyż jako życia-twórca (Bóg ) powiedział:
I ukaranym ma być w dumie swojéj,
Chociażby nie wiem jak wysoko siedział."


W brązowej choćby stał, jak Goliat, zbroi,

Mówię - że kamień polny będzie wiedział,

Kędy się czaszki doszukać Goliata,

Niźli sam kata miecz kark zwali kata -

ł0

Bo naród cierpi, więc nie jest ideją,

Jedno wcieleniem żywym, organicznym,

Istotą rzeczy. - Uczuć, poznać chcę ,

Uzacnić chcę bytem politycznym,

A bytem formy tej, którą zasłużył,

By nie kształt jego, lecz on kształtu użył-


By, mówię, wolnym był, nie służył ciału,
Przez stopnie idąc form - do ideału.


O! polityczni męże - ludzie-stanu -
Praktyczne głowy... wierszem do was mówię -
Jak Ezop swemu Wielmożnemu Panu -
I pytam: „Czemu cierpią narodowie?
Kto - że cierpią... - bo-ć nieorganiczni
Nie cierpią - lecz , jako wy, praktyczni


Lub precz odejdźcie! - nie rzekę i słowa,
Zstępując w Limby wielkiego narodu;
Krzywą wam stała się najprostsza mowa,
Bez Epopei wam, i bez rapsodu,
Cezarskim formy pustej niewolnikom,
I wam, formalnej-wolności sprawnikom."


Do Limbów ludu wielkiego sam schodzę

(Bez pancernego dotąd towarzysza),

Bez Wirgilego z pochodnią na drodze


Jęk tylko przy mnie - płacz się nie ucisza,
Mogiły tylko - gdzieś wichrami rwane,
Gdzieś bez rycerzy konie rozbiegane...


Czasem wygnańców bladych twarze blade
I łez niewieścich rosę krótko-trwałą

Widzę - lub Głupstwo czerstwe, jak dryjadę
Rumianą, w pląsach, w chichotaniu całą -
I Czczość... a wyżej, nad owym chaosem,
Kometę Sądu, z okrwawionym włosem -


(NARÓD)


Bo Naród cierpi!... więc jest organizmem
(Choćby mu formy obce narzucono),
W posadzie swojej - on patryjotyzmem,
Więc on miłością, więc bytu stroną,
Która jest wiecznym przeciw-formalizmem -A jako w człeku duch odmienia ciało,
By mu dowoli się rozduchowniało,
Ku ostatniemu formy zaprzeczeniu
Przez śmierć - a jako Naród, Carstwem kryty.
Choć najbezbożniej przyrwany w korzeniu,
Będzie się przez grób wydzierał w błękity,
Tak - jeszcze w sobie on z Rzecz-pospolitéj
(Która nie cierpi form) i z form się składa,
A te niż władną nim, on nimi włada -


A - się składa z Rzeczy-pospolitéj,
Co form nie znosi, i z tych form-czasowych,
Więc z rzeczy sobie przeciwnych jest zwity -
Przeciwnych póty - pokąd współ-ruchowych.*

* Prawa i lewa strona musi koniecznie być względem czegoś trzeciego prawąalbo ą: stronnictwo postępowe i zaprzeczne, jeśli nie stanowi skrzydeł dwóch miłości ojczyznyjeśli zatem w pewnym od­daleniu nie krzyżuje się z sobą w węzeł bez-stronniczyprzestaje się różnićprzez to famo, i nic jc«t już prawym ani lewym: jest rozpadłym.


Skąd, jeśli pytasz o formę-rządową,
Przeciw-formalnej strony o to pytaj,
Co duchem? - w drugiej - co osobą czytaj,

Będziesz uczucie miał w pogodzie z głową -
W pogodzie - to jest, w wolnym-zaprzeczaniu
Przez u-martwienia ku zmartwych-powstaniu.


Forma-bo każda treści jest martwiącej,
Koniecznej, wszakże u-rzeczowniającej...



( GMINA)


Więc - myślą twoją, bracie Słowianinie,

O ludziach wolnych gmina gada gminie,

I posły sobie ma z republikanów,
Co wedle ducha bez-formularni -
Faworem-rzeszy i faworem-panów

Gardzący - prawdzie wewnętrznej ofiarni-
Gmina też innych nie wyznacza z tłumu,
Nie rozumiejąc innego rozumu - -
- Ci zaś praktyk nie bardzo świadomi,
Ale praktyczność z nich jedynie żywa,
Bo oni, duchem prąc jako cięciwa,
Niepokonalnie w przyszłość ruchomi.


Ci - jeśli formę mają postanowić,
Muszą się oraz i z-bez-postępowić,
Z duchowych, mówię, praw ustąpić nieco -
Więc przyobleką się w kształty niepewne,
Które się lada ruszeniem rozlecą...


Rzeczy te oni z gruntu lekce-ważą -

Grunt ich jest postęp - stąd ani człowieka,

Ani ci formy wyraźnie pokażą -

Stałego u nich nic - zmian wszystko czeka!


Czeka - a pędzi...

...Kto jest dobrej-wiary,
Ten już zrozumiał, że bezwarunkowo
Onym to pędom-czekania, bez miary,
Nie można sprawę rzucać narodową,
I że duch formy nie chce, ani człeka,
Więc niech obiera duch - - reszty niech czeka.



(RÓD)


Narodzie! - rody czcij (ile z ducha),
Ty, co-ś jest także wielkim rodem-rodów -
Ród nie jest tylko forma czcza i sucha,
Ale miłości zdrój i tęcza płodów -
Duch - który, nieraz przesłonion wiekami,
Gruzami wieżyc przywalon sto razy,

Od-wezwie z czasem:„Znów my - i ciż sami!...
Gdzież sławy nasze?... gdzie, ach! nasze zmazy?"*

* W wewnętrznym polskim organizmie rody jak poważne spełniały posłannictwa, to (wedle mego uważania) dziś jeszcze daje się ocenić. – Każdy albowiem liczniejszy nieco ród pewnej natury umysłowej, pewne) siły moralnej, pewnych skłonności cechę nosi: kapłańskie, wojenne, scjentyficzne, filantropiczne, polityczne, fantas­tyczne, polubowne itp. – tedy różność (a która tylko jest przymiotem ducha) za główną różnicę z Gminą dcmokratycznie-jednaką uważając, policza się rody jako w obowiązującym cało-kształcie narodu stanowisko żywotne zajmujące. Trzeba być bardzo niesprawiedliwie zaślepionym, lub w ciasnej siedzącym teoryjce, żeby nie postrzec, jak dalece, od pewnego zwłaszcza czasu, rody starają się powrócić do swych historycznych po­winności.



Tak był Zawisza, jeszcze stąd, po wiekach,
Na nieprzyjaciół samotrzeć godzący,
Tak jest niejeden i dziś, w matek mlekach
Błędne lub zacne dziadów słodko-ssący...
Bo póki ród się handlarstwem posagów
Nie prze-posaży na zagon szparagów,
Póty, jak kręty słup ołtarz zdobiący,
Póty jak wonna gromnica się pali,

Albo jak włóczni żerdź z płomieniem stali - -


Więc, jeśli gmina (ród-demokratyczny
Społeczny) w własnej cel ma formie swojéj,

A przeto stan z niej żywi się praktyczny,
I szpieg, i żandarm, co u bramy stoi:


To - ród (ta w zamian historyczna gmina),
poza sobą cel ma w duchu-rodu,
Ustawne z formą Carstwa boje wszczyna;
On na wygnaniu blednieć idzie z głodu,
Albo przy taczkach kona na Syberii,
Lub się przeradza w służalczej liberii...


Gminy więc swymi niech republikany
Wybiorą rodów (z ducha znanych) duchy,
Z tych jeden wstanie najpoczciwiej znany,
A z tego - mąż się sam*, jako z pieluchy,
Najsamowładniej wywinie - i będzie
Bolesławowski miał duch w swym urzędzie -

* Pisane na 10 lat przed objawieniem się osoby Andrzeja Zamoyskiego.


Korony jemu Rzymskie Państwo nie da,
Ale włoży sobie sam na czoło -
Z ducha-narodu w sejmu wszedłszy koło
I w kościół, co więc oleju nie przeda!...


Stąd: gminy wolne kształci się sumienie
I mężów ogień czczących postępowy-
Stąd pilne rodów o sobie baczenie,
Stąd wolnym Kościół od świeckiej podmowy,
Nie zaś wolności tłoczącym nasiona...
- Stąd i naczelny Syn-rzeczpospolitéj
Nie-hamowane czującym ramiona:
Stąd - i bez-czelny szał w gruncie pobity -


Ten (mniemam) cierpi organizm w narodzie,
Lecz czyli formy wolniejszej już dożył*,
Czy w gminie prostość, czy uczciwość w rodzie
Na wadze myśli ogólnej położył?
Czy, owszem, marzeń kołysań litanią,
Za lada czasów woli pędzać manią,
Wszech-dojrzałości oczekując ludów -
Albo tych ziemskich-cudów: Rewolucji,
Albo niebieskich-rewolucji: Cudów?...
To - czytelnika zostawiam solucji...

* Literatura nasza, wykwitnąwszy w poezji nad wyżyny prawie europejskiego horyzontu, zaniedbała nagan­nie najważniejsze kierunkitak na jawie nic nie wiemy z tego, co najserdeczniej i najpoważniej nas obcho­dzi. – W poufnych pogadankach marnują się prawdy i pewniki, które nieraz w owoce przeróść by powinny rzeczywistsze, gdyby chlebem powszednim się pierw stały. – Kardynalne pytanie: Na jakim stopniu pod porę jest cierpiący organizm narodowy? – pytanie, które by powinno w każdej czcionce polskiego druku jaśnieć, rzec by można, że jest unikanym. Wielkie kwestie społeczne i wielkie indywidualne strzelis­tości znarowiły smak nasz, i jesteśmy jako z więzienia wychodzący, a więzienia latarni marzeń złocistegoz więzienia, gdzie już brylantowe opony pajęczyn rosą szklistych i pająków samych gwiazdy pokochawszy, krokiem bardzo powolnym na powierzchnię się przyjdzie wyczołgiwać, przez coraz to bliższe istotności, przez coraz rzeczywistsze określenia. – Tak, ażeby nie stracić, co w wewnętrznej zdobyło się zadumie, lecz owszem do życia to powołać, na chleb przemleć powszedni. – Prace takiedlatego właśnie, że takie, że upowszech­niającenie mogą być przez to samo indywidualnego rzeczą pióra. – Bo tu już, i owszem, co indywidualnego jest, to przed Areopag stanąć winno po obywatelstwa prawowitość. Wyjście z lochu na słońce bez jawności słońca być nie może... „Mamyż ucztować jak zbójcę i mnichy?” - -


Żadne-bo pióro w osobności swojej
Ostatecznego wyrzec nic nie zdoła -
Żaden-bo śpiewak, co na chmurze stoi,
Choćby żaglowym skrzydłem wiał Anioła,
Nie zrzuca z niebios prawd... lecz o nie woła!


A czas jest - czas jest - sny się na nas niosą

Różane - łzawą przetykane rosą,

Sny miękkie - kajdan płód!... gdy jaw straszliwy,

Gdy Prawda, nogą cierń depcąca bosą,

Może już spyta: „Czemuś nieszczęśliwy?!"


*

* *

Wierzę - że naród trwa, bo cierpi noże;
Wiem, że organizm tylko krew lać może-


Wierzę - główną przeto powinnością
Znać ów organizm, krzepić go miłością -


Że: aby pomóc bólem złożonemu,
Nie dość organizm lepszy wyśnić jemu,
Ucząc, będzie duchem, jak spróchnieje,
Lecz rany zamknąć, życia wlać nadzieję -


Wierzę - że miłość nie wtłacza ideję,

Lecz że wciela i sama boleje -
Wierzę, celem jest wszech-doskonałość
Przez wykonania stopniowe - po całość -


Wierzę - że ludom, gdy nie postąpienie,
Lecz dostąpienie hasłem ostateczne,
Tytańskie na pierś wracają kamienie:
Takie ich ruchy bez-wiednie-wsteczne -


I - że wolności roz-połowić dwójcę

Jest to znieść walkę, miejsce dając bójce -


I że, gdy wolność-postępu w osobie
Na rzecz postępu w historii zaprzeczysz,
Wielki ci stanie mąż na woli-grobie,
Pytając: „Czemu to ducha kaleczysz?...
Ktoś jest? człowieku marny!" - a ty jemu:
Jam Brutus, chcę cię zgnieść, choć nie wiem, czemu


Wierzę - - postęp w historii gdy zgładzę
Na rzecz postępu w osobie człowieka,
Odwlekę wolność, ojczyznę przesadzę,
I będę cieszył się, że sprawa czeka:
Lecz aniołowie z umarłych popiołu
Na mój czy wstaną głos - zasiąść do stołu ?!

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -


Wierzę, w błędzie owi krytycy,

Którzy mnie rają dziś okrzętność wiersza;

Na rynku, owszem, albo na ulicy

Radzę im czytać to... jest rzecz pierwsza!

- Szczęśni!... w ogrójcach u Boga-rodzicy,

Gdzie lilie złotym wiatrem się kołyszą,

Przejrzystsze formy znajdą i opiszą,

Nie gnani będąc siarką błyskawicy...

Dziś - nad otchłanią mar wiejącą mgłami,

Nad piramidy studnią cembrowaną

Kośćmi białymi, bluszczu sztandarami,

Stojąc, zapuszczam lampę, choć glinianą:

Powietrze badam błędnym światła trwaniem,

Jak człek, co, w otchłań nim stąpi nieznaną,

Dreszcz zrzuca pierwej z ramionprzeżegnaniem.