LITKUP NA PRADZE I PORACHUNEK Z WOJCIECHEM
RYCINA PIERWSZA, ROZPOCZYNAJĄCA ALBUM WYDAWANE PRZEZ P. J. PIWARSKIEGO
Trzeba wyznać, że litografie, które w obecnym czasie tak dzielnie przyczyniają się do rozpowszechnienia smaku i wiadomości o dziełach artystów doskonalszych, u nas z dawna rzeczom technicznym wyłącznie poświęcone i ku temu jedynie polepszane, już przecie i na drodze artyzmu coraz więcej zaczynają się kształcić. Spośród wielu albowiem prób pp. Oleszczyń-skiego, Gepnera i Głowackiego rycina, o której mowa, pod względem mechanizmu starannie wykonana, ma i estetyczne zalety. Pięć popiersi szczelnie ugrupowanych z gminnymi charakterami tworzy obraz rodzaju flamandzkiego, nie bez barwy krajowej. Wojciech Mazur, podpiły, w czapce zbakierowanej, zobaczył widać, jak już wiele winien arendarzowi, Żyd zaś, z większą może pamięcią, jak potrzeba, wylicza na tablicy, co było i nie było, gdy tymczasem, po lewej ręce, chłopka przestrzega kuma, że wylewa gorzałkę, a za mmi parobek w szczerym uczuć wybuchu chciałby wszystkich uściskać. Te trzy szklanki w rękach, te śmiechy, ten tłum szczelny, ta baba dla pełności, zdaje się, zamieszczona, to wreszcie rozlewanie przypadkowe stanowi żywioł obcy - flamandzki; Żyd zaś, uśmiech Wojciecha, chłopka przestrzegająca i parobek za nimi z otwartymi rękoma są to rzeczy nasze, dialogowe, chociaż może zużyte. Co się zaś tyczy sposobu wykonania, ten, choć dosyć jest śmiały, nigdy jednak nie zaniedbany, staranną czystością, a niekiedy i elegancją francuską się zaleca.
Te więc myśli moje, nie znawstwem, ale szczerym uczuciem pokrzepione, jeżeli zwrócą uwagę krytyczniejszą na utwór p. Piwarskiego, korzystne może zdania posłyszymy o sztuce. Tymczasem zaś, wielbiąc przedsięwzięcie, tak u nas niepopłatne, podziwiamy staranność, która mechanizm litografii tak widocznie podniosła i ku rzeczom sztuki skierowała.